system („Powidoki”, reż. Andrzej Wajda)


z21008298qplakat-filmu-powidoki

Trudno spojrzeć na „Powidoki” bez całego kontekstu, jaki do tego filmu dopisało życie. „Powidoki” to film zrobiony przez mistrza w hołdzie drugiemu mistrzowi. To film o tym, czym powinna i czym jest sztuka. O tym, że nie powinna się kłaniać jakimkolwiek systemom, powinna wymykać się aksjologii politycznej, stanowić wartość samą w sobie,  a być może nawet nie czerpać z samej siebie. Nie być odpowiedzią na oczekiwania, ale być inicjatorem dyskusji, zmieniać i wpływać.

Owszem, „Powidoki” to nie jest film do końca spełniony. Wajda stosuje choćby szereg uproszczeń: pomija skomplikowany charakter łączących Strzemińskiego z jego byłą żoną, nie uwzględnia faktu, że artysta był ideologicznym komunistą (co jeszcze bardziej uwydatnia paradoks, że to „komunistyczny” system złamał Strzemińskiemu życie), przedstawia jednostronny portret bohatera jako niezłomnego obrońcy bezideowości sztuki, omijając jego trudny charakter (który właściwie ujawnia się w filmie jedynie w kontaktach Strzemińskiego z córką). Strzemiński służy Wajdzie jako figura, która ma się sprawdzić na dwóch polach – wspomnianej wcześniej dyskusji o sensie sztuki, a także jako kolejne rozwinięcie ulubionego tematu reżysera – negatywnego wpływu polityki na życie jednostek.

„Powidoki” to w takim samym stopniu film Wajdy, jak Bogusława Lindy, który jest niezwykle przekonujący w roli bohatera, który gaśnie, ale próbuje zachować twarz do końca. Linda nie szarżuje (rezygnuje praktycznie ze specyficznego akcentowania wyrazów, które jest jego domeną), jest powściągliwy, czasem wystarczy mu gest, spojrzenie. Niestety, inni partnerzy nie mogą mu dorównać – studenci zafascynowani swym profesorem przypominają natchnionych robotów, a Bronisława Zamachowska jest za słaba na sceny czysto dramatyczne (choć tam, gdzie ma być po prostu dzieckiem, jest bardzo „ekranowa”).

Trochę żałuję,  że to właśnie „Powidoki” miały walczyć o zagranicznego Oskara. W roku, gdy zdarzyły się w naszym kinie dwa filmy ponadprzeciętne („Ostatnia rodzina” oraz „Zjednoczone stany miłości”) wybór „Powidoków” jawi się jako wybór koniunkturalny, być może uzasadniony metryką jego autora. Niemniej, jest coś takiego w „Powidokach”, że od razu wiemy, że to film Wajdy, jest naznaczony osobistym piętnem reżysera (końcowa scena z manekinami choćby), i w tym sensie bardzo autorskim. I pomimo pewnych wad, „Powidoki” to poruszające pożegnanie Mistrza, niemalże testament.

6/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: