smutek na Balearach (The XX „I See You” / Sonic)


220px-i_see_you_album_cover

Miało być chyba trochę piękniej. Pierwszy singel promujący  wydawnictwo, „On Hold” (umieściłem go w gronie 10 najlepszych piosenek 2016 roku) wskazywał, że „I See You” to może być tak naprawdę płyta The XX nagrana przez Jamiego XX (jego solowa płyta sprzed dwóch lat, „In Colours”, to przecież nic innego jak uśmiech półgębkiem, niepewny, stonowany) – roztańczona, wyluzowana, próbująca znaleźć równowagę pomiędzy radością klubu i smutkiem wpisanym w tzw. codzienność. I ten singiel wywindował dość mocno oczekiwania. Moje dryfowały właśnie w stronę spoconych od endofrin klubów. Tymczasem, The XX zatrzymali się gdzieś w pół drogi, tak jakby sami nie wiedzieli, co będzie dla nich odpowiednie. Kiedy próbowali fragmenty nowego materiału na jesiennych koncertach (w tym: w Warszawie), to niebywały entuzjazm wzbudzały te nowe utwory, które przeznaczone zostały na parkiety. Pytanie: czego tak naprawdę przestraszył się brytyjski tercet i nie wypełnił nowego krążka takimi właśnie brzmieniami? Tego, że słuchacze mogą mieć problemy z rozpoznaniem granicy między zespołem a solowym projektem lidera, swoistym rozwodnieniem?

W mej skromnej ocenie The XX ZAWSZE był zespołem tanecznym, który przekuł filozofię dancing-on-my-own w konstrukt dla tańczących inaczej, wolniej, posępniej, bardziej w kierunku dojmującego R&B niż zwolnionego, urważliwionego electro. Na „I See You” jest trochę tak, jakby przestali się bać tych tanecznych konotacji, jakby już mocniej mogli rozwinąć skrzydła, jakby nie przestraszali się radości. To płyta z przesmykami optymizmu, pokrętnego, bo pokrętnego, uwolnienia nawet. No bo otwierające krążek „Dangerous” to przecież tak naprawdę numer Disclosure. Kolejny utwór (i kolejny singel z płyty), „Say Something Loving”, to nic innego jak Weeknd, który nasłuchał się indie-rocka. A już trójka to zupełna dywersja – „Lips” brzmi jakby za jego podstawę służył balearic-pop, to królujące wszechobecne pseudoreagge, które w „Sorry” Justina B. osiągnęło apogeum nośności. I te dziwne skojarzenia bardzo wysotrzają apetyt na kolejne kompozycje, apetyt niestety zaspokojony w stopniu średnim. Kolejne cztery kompozycje to już takie The XX, które znamy (i niestety dość niezapamiętywalne, z zastrzeżeniem kompozycji „Replica”, co przywodzi skojarzenia z balladami okołosoulowymi, które królowały na listach przebojów na przełomie lat 80. i 90., „Love… Thy Will Be Done”, anyone?). „On Hold” przychodzi jako swego rodzaju odsiecz (to dość odważne, by najlepsze nagranie na płycie umieścić pod indeksem ósmym), potem jest „I Dare You”, które jest po prostu bardzo fajną, popową piosenką, którą mogłaby z powodzeniem umieścić w swym repertuarze Ellie Goulding, a całość zamyka „Test Me”, zaskakująco mocno nurzające się w niebycie, wskazujące, że w The XX drzemie jeszcze coś innego niż do tej pory sądziliśmy.

Podsumowując, rezultat tego meczu to 6:4. I gdyby powrócić do pytania postawionego dwa akapity wyżej, wyszłoby na to, że ta niezborność płyty to efekt próby upchnięcia w dziesięciu trakach wszelkich możliwych inspiracji (pamiętajmy też o tym, że sukces solówki Jamiego zaskoczył chyba i jego samego, stąd pewnie trudno było zrezygnować z dość śmiałych wycieczek na parkiety). W konsekwencji, „I See You” rozpada się na dwie części, przy czym część „stara” wypada blado przy części „nowej”, może dlatego, że to już było, tak już kombinowali, na tym zbudowali swój sukces, tym nas obezwładnili na debiucie i na tym pociągnęli płytę numer dwa: te plumkające gitary znikąd, ten rytm, który raczej snuje niż nadaje kierunek, dialogi na dwa głosy o rozdarciach i rozstaniach. Punkty, nie utwory. Na „I See You” wzbudzają on jednak często reakcję typu „so what?”. Na pewno jest interesującym i frapującym przyglądanie się, jak The XX próbują zdekonstruować (a przynajmniej nadszarpnąć) to, czym wygrali nasze serca osiem lat temu (nie ulega wątpliwości, że „I See You” to płyta adresowana przede wszystkim do serc). Być może na kolejnej płycie nie zabraknie odwagi.

6/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: