Mądrym żyje się trudniej [„Honorowy obywatel” („El ciudadano ilustre”), reż. Gastón Duprat, Mariano Cohn]


7766881-2

Mieszkający w Barcelonie Daniel Mantovani otrzymuje właśnie nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Jego powieści inspirowane są w dużej mierze rodzinnym miastem pisarza – Salas, mieszczącym się gdzieś koło Buenos Aires. Mantovani wyemigrował z niego ponad cztery dekady temu, miał dość małomiasteczkowego klimatu, hipokryzji, limitów i ograniczeń, które nieubłaganie wpisane są w egzystencję poza dużymi ośrodkami. Po tych czterdziestu latach Mantovani wraca do Salas: ma mu bowiem zostać przyznany tytuł honorowego obywatela miasta. Powrót po tak długim czasie oznacza konfrontację z tym, co zostawiło się kiedyś za sobą. Początkowo pisarz próbuje radzić sobie jakoś z tym, że jest traktowany jako swego rodzaju nieodstępowana przez ludzi maskotka-celebryta, która tu wygłosi wykład, tam zasiądzie w jury konkursu plastycznego, niemniej w miarę rozwoju oczekiwań lokalnej społeczności (głównie uzasadnionej tym, że Salas to główna tematyka twórczości Mantovaniego, co powoduje, że lokalna społeczność oczekuje od niego spłacenia swego rodzaju długu), pisarzowi powoli zaczyna brakować cierpliwości.

To może być bardzo odosobniona interpretacja, niemniej dla mnie „Honorowy obywatel” to film o tym, że mądrym ludziom żyje się trudniej. I o samotności wpisanej w ich świat. Więcej widzą, więcej rozumieją, są mniej skorzy, by iść na kompromisy (bo zdają sobie sprawę, że często te kompromisy są po prostu niezdrowe), świat rozczarowuje coraz bardziej, a jedynym rozsądnym wyjściem będzie ironia i sarkazm, często nawet zgryźliwość. To, że film nie będzie brać jeńców, wiemy już od pierwszej sceny, gdy bohaterowi wręczany jest Nobel; w gorzkim przemówieniu (teoretycznie nieadekwatnym do tak uroczystej chwili), wygłaszanym w obecności – między innymi – szwedzkiej pary królewskiej, Mantovani dość obcesowo i bezpardonowo krytykuje wybór Akademii, który de facto zmieni jego życie w sposób, jakiego nie chce. Pisarz zmęczony jest ciągłymi akcjami promocyjnymi swych książek, konsekwentnie odmawia w nich udziału, spędzając czas w swym pustym, sterylnym domu. I do końca właściwie nie wiadomo, czemu decyduje się on na wizytę w swym rodzinym mieście. Czy to chęć odmiany?

Jak nietrudno się domyślić, powrót do Salas nie przyniesie niczego dobrego. Mantovani poszedł do przodu, miasteczko zostało w klinczu lokalnych układów, które beznamiętnie wpływają na bieżącą sytuację społeczną. Ludzie są nad wyraz głupi i bezmyślni. Oscar Martinez [nagrodzony za tę rolę na festiwalu Wenecji], znany u nas z epizodu w fantastycznych „Dzikich historiach”, powściągliwie, acz dobitnie wygrywa brak uległości swego bohatera wobec konwencji i obyczajów, które próbuje się mu narzucić. Konwencji, wobec każdy zdrowo myślący człowiek powinien uciec, co zresztą Mantovani próbuje uczynić, zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym. Zaściankowość to stan umysłu, a liczba absurdów, które mają tu miejsce (zresztą, to właśnie ta dychotomia pomiędzy wysublimowaniem pisarza a prostotą mieszkańców Salas stanowi główną siłę napędową filmu) muszą niechybnie prowadzić do kumulacji emocji. I żebyśmy się dobrze zrozumieli: małe miasto jest tu pewnym symbolem, wiadomo, że nie wszyscy skupieni są tam na sensacyjkach i życiu innych. Po wyjściu z seansu zapytałem jednak siebie, czy chciałbym wrócić do swego rodzinnego miasteczka. I jednak nie. Za bardzo cenię sobie wolność i brak konieczności podążania z prądem.

7/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: