Słodko-gorzkie piosenki 2011 – miejsca od 100 do 81


Zaczynamy odliczanie 100 najmocniejszych piosenek 2011. Słodko-gorzkich oczywiście. Bez zbędnych wstępniaków – mam nadzieję, że to początek reaktywacji bloga.

100. Wolf Gang „Lions in Cages” / Suego Faults

Na Maxa, dokładnie Maxa McElligotta zwróciliśmy uwagę już w październiku 2010, gdy Lions in Cages wystartowało po raz pierwszy. Miał być wielkim popowym odkryciem tego roku na Wyspach, ale sądząc po wynikach sprzedażowych, misja nie została wykonana. A szkoda, bo ten oto numer, z bombastycznym refrenem, przy odrobinie wsparcia mógłby być wielkim hitem wakacji. A tak została idealna rozbiegówka tegorocznego zestawienia.

99. Little Dragon „Shuffle a Dream” / Ritual Union

Najbardziej przyswajalny radiowo numer z trzeciej płyty Szwedów. Niekoniecznie wygra w zestawieniu na najnośniejszy motyw tego roku (po zwycięzcę w tej kategorii odsyłam do miejsca 28). Ale nóżce nawet nie trzeba pomagać, by wykonywała ruchy udawające taniec. Niby egzotyczne, a jednak bardzo swojskie.

98. Grouplove „Colours” / Never Trust a Happy Song

Każdy rok ma swoją piosenkę z reklamy, każde Grouplove ma swoje pięć minut. Choć, jaki rok, takie indie.

 97. Horrors „You Said” / Skying

Nie, nie wybieramy tylko singli. To przewrotne, by z tak posępnej płyty zdecydować się na numer najbardziej, hmm, optymistyczny (?). You Said to dowód na to, że zespół, za który jeszcze pięć lat temu nie dalibyśmy złamanego grosza i z którego wyśmiewało się nawet NME, dziś dzielnie walczy o swoją pozycję. Niby to wciąż Joy Division (bas), ale już bardziej New Order (klawisze).

 96. Feist „Bittersweet Melodies” / Metals

Z przyczyn oczywistych to mogłaby być piosenka przewodnia tego bloga. Ale nie tylko dlatego ten numer znalazł się w zestawieniu. Dziewczęco, delikatnie, nienachalnie. Słodko. Choć gorzko. I nie zdradzę chyba żadnej tajemnicy wskazując, że to nie jest ostatnie spotkanie z panną Feist.

 95. SBTRKT „Pharaohs” / SBTRKT

Aaron Jerome, tytan pracy, po latach spędzonych na remiksowaniu największych (M.I.A., Radiohead, Underworld) objawił się solowym projektem. Podstawa to stary, dobry chicagowski house, podrasowany two-stepem i elementami R&B. Parkietowo ten rok w Wielkiej Brytanii w ogóle był całkiem niezły, a Pharaohs nie pozostawiają szczególnych wątpliwości w tym zakresie.

94. Airship „Kids” / Stuck in the Ocean

Jasne, takich piosenek było wiele, The Smiths podrabiano wielokrotnie, ale to działa praktycznie za każdym razem.

 93. Ed Sheeran „A Team” / +

Zaglądamy czasem na listy przebojów. A Team w pierwszej czterdziestce sprzedażowej w Anglii spędza już 40 tydzień. Trudno się dziwić: uroczy rudzielec wspomina uroczą blondynkę. Jedna z wdzięczniejszych piosenek tego roku. Trzymam za Eda kciuki, gdyż zawartość całej płyty wskazuje, że talent kompozytorski to chłopię ma.

 92. The Pains of Being Pure at Heart „Belong” / Belong

Z dwójki TPOBPAT można właściwie wybrać cokolwiek, to imponująca rehabilitacja po fatalnym występie na którejś tam edycji Off Festivalu. Nadal rozkrzyczani, ale nieco bardziej dojrzali. Gówniarze dorastają, całkiem sprytnie omijając pułapkę sensacji jednego sezonu.

 91. Foster the People „Houdini” / Torches

Foster the People po raz pierwszy. Sprzedane. Czarny koń tego roku, klasyczny pop, nominacje do Grammy, radość, San Francisco, jogging. Dopisujcie własne skojarzenia. Kolejne spotkanie w czwartej dziesiątce. I jeszcze Alexander Payne robi im video. Tu nie chodzi tylko o to, że mają niezłe chody.

 90. Peter, Bjórn and John „Dig a Little Deeper” / Gimme Some

Czas zatrzymał się dla nich w miejscu. Metryka ucieka, poziomu Young Folks już raczej nie doskoczą, ale nadal propagują młodość i radość. Banalne, a cieszy. Już z 6 rok.

89. Iron & Wine „Walking Far from Home” / Kiss Each Other Clean

Kolejna podkategoria roku 2011 to panowie z brodami. Samuel Beam (vel Iron & Wine) miał drobnego pecha: gdyby Justin Vernon (vel Bon Iver) nie wydał w tym roku swej przejmującej płyty, Kiss Each Other Clean pewnie częściej pojawiałoby się we wszelakich podsumowaniach. Otwierający płytę numer to pokiereszowany, poprzecinany zapis samotności. Hmm, podobnie jak kolejne dziewięć kompozycji.

88. Real Estate „It’s Real” / Days

O nich napisano już wszystko. Wydaje się, że tej piosenki właściwie nie ma – jest minimalna do bólu, a jednocześnie w znany tylko sobie sposób mocarna. Oparta na zręcznej repetycji partii gitar, w cudnym formacie (trzyminutówka) stała się obowiązkową pozycją na plejlistach akademickich rozgłośni radiowych, przynajmniej po tej właściwej stronie Atlantyku.

87. Guillemots „Walk the River” / Walk the River

Zasada nigdy nie mów nigdy jednak się sprawdza. Po żenująco słabej płycie Red, kolejne wydawnictwo to powrót do piosenkowej formy z debiutu. Walk the River to pewnie najbardziej ckliwe nagranie w ich dorobku, choć w tym przypadku ckliwość nie stanowi synonimu patosu.

86. Washed Out „Soft” / Within and Without

2011 to również chillwave, a Ernest Green stał się już niemal klasykiem gatunki. Zgodnie z tytułem Soft jest mięciutkie, pluszowe. Lato było niezłe w tym roku. Nawet jeśli go nie było. A nawiasem mówiąc: do lata jeszcze niejednokrotnie wrócimy.

85. Wolf Gang „The King and All of His Men” / Suego Faults

Wrócił! Choć ten numer chyba jednak powinien pojawić się wyżej. Takie piosenki powinna grać Eska.

84. Loney, Dear „My Heart” / Half Music

Znów Szwecja, tym razem w wersji „new romantic”. Ograny temat: ona zostawia go, on cierpi. Emil Svanängen wydał swą nową płytę w zupełnej medialnej ciszy, stąd tylko pięć osób na świecie miało szansę zachwycić się zawartością Half Music. Wbrew tytułowi, to żaden pół-środek, żadna pół-muzyka, czego dowodem My Heart – wzruszające, porywające, zwykłe.

83. Elbow „Dear Friends” / Build a Rocket Boys!

Mercury Music Prize, którą zdobyli za poprzedni krążek, sprawiła, że tym razem startowali nie z pozycji niezrozumianych ałtsajderów, a – co by dużo nie mówić – gwiazd. Build a Rocket, Boys! to nie tylko rozliczenie z dzieciństwem, ale także i rachunek sumienia. W tym swoistym bilansie, po stronie plusów Guy Garvey, wokalista Elbow, a także autor tekstów, odnotowuje krąg oddanych przyjaciół i to do nich adresowana jest ta kompozycja, podziękowanie za wsparcie i wyznanie poświęcenia. Jeśli mogę sobie pozwolić na pewien osobisty wtręt – życzę Wam, byście zawsze mieli wokół siebie kogoś, komu moglibyście sprezentować ten utwór. Niestety, ostrzegam, takich prywatnych wycieczek będzie w tym roku więcej 🙂

82. Gotye feat. Kimbra „Somebody That I Used to Know” / Making Mirrors

Peter Gabriel spotyka Katy Perry. Żart. Najmniej spodziewany przebój tego roku. 13 tygodni na pierwszym miejscu listy Trójki, szczyt w Holandii i Nowej Zelandii, za chwilę atak na Wielką Brytanię. 2011 był też rokiem szczerości, łatwo odczytywalnej przez słuchaczy pod każdą szerokością geograficzną (Adele też się pojawi, spokojnie). Hej, przecież każdy z nas zna kogoś, kto był kiedyś całym światem, a teraz stał się jedynie kartką w kalendarzu.

81. Blood Orange „Complete Knock” / Coastal Grooves

Kolejna komercyjna klapa. A przecież w teorii wygląda to nieźle – złote dziecko brytyjskiego indie bierze się za disco, oddaje gitary, ale za to dodaje szalejące hormony, namiętność i ból. A jednak, istnienie Coastal Grooves zostało kompletnie przemilczane przez media.

***

W następnej odsłonie, między innymi, The Drums, Cold War Kids, Wild Beasts, Nosowska, Bon Iver i … Lady Gaga.

Reklamy

Jedna odpowiedź

  1. Thanks for sharing your thoughts about pullover.
    Regards

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: