bez znaczenia (White Lies „Ritual” / Fiction)


To Lose My Life, jedynka White Lies sprzed dwóch lat, szybko straciła termin przydatności do spożycia. Na fali wiadomości o nowej płycie londyńskiego tercetu powróciłem do debiutu, by sprawdzić, czy i jak krążek broni się po parunastu miesiącach od premiery. Wnioski są dość klarowne: podtrzymuję wyrażone w opublikowanej na łamach Teraz Rocka recenzji płyty zdanie, że ten zespół to de facto produkt, skalkulowany pod odpowiedni target (kategoria wiekowa: 14-19, smutne dziewczyny, trupi makijaż). Chłopcy sprawiają wrażenie przesympatycznych i naturalnych, w związku z czym tezę o wyrachowanej kalkulacji stojącej u podstaw ich działalności należy odrzucić z miejsca (choć zapewne wytwórnia płytowa nieustannie weryfikuje, czy jej podopieczni trzymają się założonego schematu i czy aby nie przekraczają granic akceptowanych przez wyznaczoną grupę docelową). Niemniej jednak, to co dla jednych stanowić będzie zbiór prawd najważniejszych, u innych wywoła jedynie uśmieszek politowania. Prawdą jest, że tak samo, jak White Lies stali się idolami depresyjnych nastolatków, to równie mocno zaleźli za skórę tym, którzy na emocjonalne płycizny reagują alergicznie.

Od przyjętej estetyki, tak dobrze przecież się sprzedającej, trudno jest uciec. Dość prosta w realizacji (wystarczy ograniczyć słownik do słów „krew”, „ból”, „śmierć” i wyrazów im pokrewnych, na zdjęciach we wkładce do płyty spojrzeć parokrotnie powłóczyście w bliżej nieokreśloną dal i zaprzyjaźnić się z mollowymi akordami) staje się kneblem dalszego rozwoju, oczywiście, o ile nie zostanie odrzucona na rzecz zupełnie innej. White Lies całkiem sprawnie starają się wycisnąć z narzucających ograniczenia reguł coś więcej, niż na debiucie. Dużo więcej tu elektroniki, która tym razem nie polega tylko na powtarzaniu trójakordowych pasaży – partie klawiszy pogrążają otwierające płytę, bodaj najbardziej interesujące (i tym samym rozbudzające nadzieje), Is Love w dzikim chaosie, wpuszczając nieco świeżości do kompletnie pozbawionego spontaniczności świata zespołu, pozwalając przypuszczać, że oprócz dyskografii Joy Division to również Songs of Faith and Devotion sponsorowało rejestrację krążka. Ale już w Holy Ghost elektronika to znów dopełniające (a nie prowadzące) całość żałobne klawisze, choć ten utwór wskazuje z kolei na nową tendencję w twórczości zespołu – niespodziewanie taneczna (i przez to ożywcza) koda kompozycji może stanowić wskazówkę co do jego przyszłości. O otwarciu się na nowe świadczy również potencjalny nowy singiel, The Power & The Glory, którego syntetyczny rytm przywodzi skojarzenia z klasyczną płytą Dare zespołu The Human League. Ale zaraz pojawia się okropne Bad Love, nieznośnie zmanierowane, jak odrzut z jedynki The Killers..

Ritual to krążek solidny, ale niełatwo jest wybronić same kompozycje – nie udało się wypośrodkować akcentów na płycie, poszczególne utwory nie nadążają za odświeżeniem wizerunku. O ile z debiutu zespół wyciągnął trzy świetne single, o tyle tu ewidentnym przebojem jest chyba tylko wspomniane The Power & The Glory, na swój sposób nawet… radosne. Nie rozumiem wyboru na pierwszego singla utworu Bigger Than Us, które nie ma w sobie nośności choćby tytułowego numeru z ich poprzedniej płyty (w tej roli lepiej sprawdziłoby się Strangers, z partiami chórków, które przywołują Klaxons). Numery zgromadzone na Ritual są co do zasady poprawne, ale pozbawione czegoś istotnego, czegoś co pozwoliłoby na dłuższą zapamiętywalność. W konsekwencji, drugą płytę zespołu należy traktować raczej jako pomost pomiędzy gówniarskością a dojrzałością, a nie cel sam w sobie. Ale oczywiście, spodziewać się należy, że również i w tym roku Polska przygarnie White Lies bardzo ochoczo – w końcu, co sugeruje popularność Placebo czy 30 Seconds to Mars, to w kraju nad Wisłą mieszka największy odsetek zwolenników patosu i dojmującej melancholii.

4/10

<<na potrzeby „Teraz Rocka”>>

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. gdyby ludzie oprócz słuchania czytali tłumaczenia lub oglądali wywiady z White Lies wiedzieliby, że oni nie pisza depresyjnych tekstów. Nie chce mi się tłumaczyć, ale w 1 wywiadzie Harry to wyjaśniał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: