psychodelia (Tame Impala „Innespeaker” / Modular)




Ostatnio Australia zasłużyła na miano jednej z kolebek nowoczesnej, perfekcyjnie skrojonej muzyki pop, by wspomnieć ostatnie sukcesy szaleńców z Empire of the Sun czy Ladyhawke (kiedy nowa płyta?). I z tym większym zainteresowaniem przyjmowane są takie krążki, jak debiut kwartetu Tame Impala – panowie koncentrują się na zupełnie innej estetyce niż ich znamienici, wyżej wymienieni rodacy. Zamiast posiłkować się plastikiem lat osiemdziesiątych, Tame Impala wchodzą na inny, ale równie grząski grunt: psychodelii przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Znają kanon gatunku na pamięć, to jasne: pomimo swego niedoświadczenia ani na chwilę nie stają się pretensjonalni, co przy zaproponowanych akcentach jest bardzo łatwe do osiągnięcia. Solówki gitarowe można przecież wydłużać bez końca, można jawnie oponować przeciwko rytmowi poprzez wprowadzenie niezliczonych kolejnych podziałów, można ze słownika wyrzucić słowo „melodia”. Można. Ale Tame Impala (co – według wokalisty zespołu – oznacza absolutne wyżyny mocy twórczych) decydują się na zupełnie inne rozwiązanie, oferując kompromis, choć z pewnością nie artystyczny, a godzący każde dozwolone podejście do kwestii psychodelii. Dla łaknących dobrych melodii przeznaczona jest środkowa część płyty – Why Won’t You Make UpYour Mind i Solitude Is Bliss, oba gdzieś produkcyjnie stłamszone, raczej mono niż stereo, pomimo niełatwego opakowania zapadają w pamięć. Island Walking usatysfakcjonuje wielbicieli improwizacji – kiedy myślisz, że zbliżamy się ku końcowi, utwór odkrywa kolejne płaszczyzny. Z kolei, w jednym Alter Ego dzieje się znacznie więcej niż na Congratulations, rozczarowującej dwójce MGMT, która de facto porusza się w tych samych obszarach co Innerspeaker. Szczególne miejsce w sercach członków Tame Impala zajmują z pewnością Beatlesi: Parker brzmi jak idealna kopia Lennona, a szczególnie końcówka krążka przywołuje zawartość Białego albumu. Każda z inspiracji zostaje potraktowana jednakże z należną jej nabożnością (niezależnie od tego, czy to wczesne Genesis czy jakiekolwiek Led Zeppelin) – przynależne im cechy charakterystyczne zostają zachowane, stanowiąc dla Tame Impala bazę, podstawę do dalszej konstrukcji. Sen i paranoja, jawa i trauma, trans i szaleństwo.

8/10

<<na potrzeby „Teraz Rocka”>>

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: