lepiej (Interpol „Interpol” / Matador)


Wrócili do formy, to najważniejsza konstatacja. Uspokajam (rozczarowuję?): czwórka Interpolu nie zbliża się do kolorytu fantastycznego debiutu zespołu, przełomowego Turn On The Bright Lights, taki strzał zdarza się jedynie raz. Ale już okoliczności formalne: zarówno sam tytuł płyty, sugerujący zupełnie nowe otwarcie, jak i fakt, że powracają do wytwórni Matador, gdzie wydali wspaniałą pierwszą płytę, wskazują, że jest coś na rzeczy, że chcą wrócić do gry, z której jakiś czas temu wypadli. Bo Interpol na Interpolu w porównaniu z Interpolem na Our Love To Admire sprzed trzech lat, to dwa zupełnie inne składy. Tamten był rozdygotany, niepewny, zmęczony, ten jest skupiony, pewny siebie, przemyślany. Tamten nudny, nijaki, ten – zdarza się, że porywający. Jak w kończącym płycie uduchowionym, niemal spirytystycznym The Undoing, z tnącym jak brzytwa pociętym rytmem, dziwaczną wokalizą w języku hiszpańskim, przez co nieoczywistym i intrygującym. Zmieniło się wiele: przede wszystkim ustawienie instrumentów. Tu na pierwszy plan wysuwa się perkusja, miażdżąca, ale i porządkująca, swą regularnością wprowadza niepokój; to najmniej taneczna płyta w dorobku grupy. Więcej tu też pojedynków gitar i basu (swoją drogą, w tej konfiguracji: pojedynków ostatecznych, krótko po zakończeniu prac nad płytą z zespołem pożegnał się Carlos Dengler, basista zespołu). Rezultat to powrót do post-punkowej epickości, kojarzonej z dwóch pierwszych płyt, tętniącej ryzykiem i niebezpieczeństwem. To, że są mistrzami nastroju, nie podlega dyskusji, ważne, że wrócili na właściwe tory: po bladych opowieściach z poprzedniego spotkania, Banks znów przygotował skrzące się emocjami teksty, w których poddaje szczegółowej analizie rozkład, dysfunkcję relacji międzyludzkich, stawiając znak równości pomiędzy dystansem a bliskością, z dyskomfortu czyniąc wygodę. Temu zaskakująco równemu krążkowi nie pomagają właściwie żadne single, to najmniej przebojowe wydawnictwo w dorobku zespołu. Wybrane na przedskoczka Barricade, przyznać trzeba, że w porównaniu z PDA czy Slow Hands, wypada dość blado, ale w zestawieniu z całością płyty znajduje swoje właściwe miejsce. Wypełniony solidnymi kompozycjami Interpol może być znaczącym krokiem ku wielkiej formie, a porozrywane litery z okładki płyty mogą jeszcze złożyć się w całość.

<<na potrzeby „Teraz Rocka”>>

6/10

Reklamy

Komentarze 2

  1. Sorry ale kompletnie sie nie zgadzam. Dla mnie „Our Love to Admire” była ich najlepszą płytą. Tutaj nie ma ani jednego numeru na miarę np. The Scale, Pace is The Trick, genialnego Pioneer to the Falls i pięknego Lighthouse. Moim zdaniem wkradł się tu syndrom wypalenia i ta płyta jest zwyczajnie nudna.

  2. De gustibus… „Our Love To Admire” to jeden z najbardziej sflaczałych krążków tego wieku. Ratuje go, choć w niewielkim stopniu, „Rest My Chemistry”. Na „Interpol” słychać, że się pozbierali nieco. Ale to tylko moja opinia (dziwnie zbieżna z podejściem prezentowanym z innych, znanych mi recenzjach).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: