Las Vegas na kacu (Brandon Flowers ‚Flamingo” / Vertigo)


Album absolutnie niepotrzebny. The Killers odpoczywają, a Flowers, by uspokoić swe wybujałe ego, robi co? Nagrywa czwartą płytę swojego macierzystego zespołu, z tym że – cwaniaczek jeden – zapewne ze względów oszczędnościowych decyduje się na sygnowanie jej jedynie swym nazwiskiem. Zawartość Flamingo nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego, kto jest głównodowodzącym operacji pt. Zabójcy, jej siłą sprawczą, modus operandi. To w pewien sposób klaruje sytuację, bo wyjaśnia, czego możemy spodziewać się po nowej, właściwej płycie The Killers – solówka Flowersa może być traktowana przede wszystkim jako etap przejściowy pomiędzy Day & Age a jej następcą. A spodziewać się możemy praktycznie… niczego. To, co do niedawna mogło stanowić jedynie domniemanie, zbudowane na bazie złocistych, cekinowych garniturów, zarostu noszonego tak samo, jak robiły to „gwiazdy” niemieckich erotyków emitowanych w sobotnie wieczory na SAT.1, oraz pełnych dramatyzmu wypowiedzi prasowych o misji artysty, na Flamingo jest grą w otwarte karty: Flowers staje się antytezą luzu, swobody, czegoś, co Anglicy zwykli określać mianem cool. To zadziwiające, biorąc pod uwagę, że Brandon jest autorem dwóch najbardziej nośnych kompozycji ostatnich lat (Somebody Told Me i Mr Brightside). Coś musiało stać się po drodze: koleś uwierzył, że jest największą osobowością nowego rocka XXI wieku. Pomijając fakt, że w kolejce czeka jeszcze Chris Martin, Flamingo pokazuje dobitnie, że wyrazistość (już) nie jest najmocniejszą stroną Flowersa. Poszczególne utwory brzmią co najwyżej letnio, co – biorąc pod uwagę, że w zamierzeniu miał być to album o Las Vegas – zastanawia. Bo oczami Brandona to nie miasto blichtru i neonów, a raczej kaca i upadku. Przywdziewając maskę sumienia Ameryki, Flowers dotkliwie przegrywa ze swoimi poprzednikami, którzy znacznie bardziej przekonująco i prawdziwie snuli opowieści demaskujące mit upojnego Eldorado, by wspomnieć choćby Bruce’a Springsteena, na którego Brandon nieustannie się powołuje. Przeszkadza i wygładzona produkcja (to znów dziwi, bo zaproszenie do udziału w grze choćby Stuarta Price’a winno skutkować szorstkością i opętaniem) i natchniony, jękliwy głos, którym autor płyty snuje wydumane metafory o najbardziej zepsutym mieście świata. Są momenty, a jakże: Jilted Lovers And Broken Hearts to przede wszystkim ogromny refren, jak za starych dobrych czasów, Was it Something I Said? zdradza, że umiłowanie bezpretensjonalności lat osiemdziesiątych to wciąż u Flowersa kwestia aktualna, ale jako całość Flamingo jednak nie przekonuje – zbyt wykoncypowane, zbyt jednoznaczne, zbyt pretendujące, zbyt dosłowne.

4/10

<<na potrzeby „Teraz Rocka”>>

Reklamy

Komentarze 4

  1. przecież crossfire jest super 🙂
    a oprócz tego bardzo podoba mi się ‚only the young’ i ‚magdalena’ :p

  2. autor tekstu jest na duzych dawkach prozaku bo bredzi jak bufetowa o godzinie 13.gosc pokazal ze ma pełno pomyslow jak inni w zespole z panienami piją drinki na plazy na kubie.gosc tworzy a ze brandon ma glos lepszy niz pisanie pedalskiego krytyka to juz wiem
    brandon spiewaj bo to cieszy i bedzie zapamietane a pseudo krytyk niech zwiekszy dawke prozaku

  3. To zabawne nazywanie ludzi, którzy źle oceniają jakąś płytę – pseudo krytykami. No, chyba, że gadają brednie niezwiązane z muzyką…
    Ale szczerze – ta płyta jest bardzo słaba. Oprócz Crossfire, może jedynie Only The Young i jeden utwór da się zapamiętać, reszta to mizerne kopiowanie własnych osiągnięć. Smętnie, nudno, bez atrakcji. Tyle.

  4. Niepotrzebny? Brandon chciał po prostu stworzyć coś swojego. Czy to źle, że się rozwija. Nagrał, bo chciał i już. Jeśli innym się nie podoba to niech nie słuchają.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: