Chciałabym, by był moim chłopakiem (Best Coast „Crazy for You” / Mexican Summer)


Swego czasu pewna polska wokalistka, Halina Benedyk się nazywała, wykonywała dość słaby utwór, w refrenie którego pojawiały się takie oto, niekoniecznie skomplikowane słowa: Mamy po dwadzieścia lat, własną miłość, własny świat, prywatne chmury i szklane góry, kilka ważnych słów i prawd, żagle, w których zawsze wiatr, a w oczach tylko blask. Pozostawmy kwestię grafomanii na boku, pomimo znaczącej nieudolności użytych sformułowań, autor zacytowanego fragmentu uchwycił coś, co dwudziestolatkom przynależne. Czyli wszystko. A przede wszystkim: głupota, błędy, naiwność, brak odpowiedzialności. Surfing, seks bez zobowiązań, zdrada, zabawa w miłość. Smutek, gniew, nadzieja, radość. W rozkładzie dnia dwudziestolatków nie ma miejsca na przyszłość. To mglista kategoria, która prawdopodobnie w ogóle się nie pojawi.

Właściwie, gdy buduje się płytę na tego typu skojarzeniach, trudno o blamaż. Równolatkowie autorów takich wydawnictw zyskają ścieżkę dźwiękową najbliższego miesiąca, która w punkt określi to, jaki teraz jestem, no odwzorowanie rzeczywistości normalnie, w skali 1:1. Ci starsi z pewną perwersją wpisaną w wycieczki w czasie wrócą do momentu, gdy właśnie kończyli szkołę ponadpodstawową, do wszystkich TAMTYCH emocji, TAMTYCH marzeń, TAMTYCH miejsc, tak innych od TYCH emocji, TYCH planów, TYCH miejsc, by w wyniku rachunku sumienia dojść do wniosku, że życie wlepiło parę goli i właściwie trudno nawet ustalić kiedy. Takie płyty, jak Crazy for You, wypalają zawsze, bo właściwie nie ma audytorium, które by tego nie kupiło, właśnie z uwagi na wskazane powyżej osobiste skojarzenia.

Już sam tytuł krążka sugeruje, że będzie po prostu banalnie (nie wspominając najbardziej żałosnej okładki roku). Tak swoje „dokonania” nazywają jedynie gwiazdki lansowane przez telewizje muzyczne, niewymagające od swych widzów zaangażowania inteligencji. I banalnie, przewidywalnie jest właściwie do samego końca. Jest też przegówniarsko: Bethany słodkim głosem nieustanie łka, czekając na telefon od przystojnego surfera (serio, słowo telefon na Crazy for You, jest chyba najczęściej używanym). Ten skurczybyk coś nie dzwoni jednak, więc dziewczyna cierpi, oj cierpi. I w sumie to nawet mogłaby pójść na randkę z kimś innym, no ale tamten chłopiec był taki fajny! I wish he was my boyfriend. Jednak nie, życie zafundowało porządnego klapsa.

Klapsa, a nie fangę, bo kalifornijskie (a jakże!) trio ma pełną świadomość umowności przyjętej konwencji. Znów będzie o tytułach: Goodbye! The End! Honey! Happy!, krótko i głupio, w rozmiarze dostosowanym do krótkich wiadomości tekstowych. Każdy z nich dekoduje co najwyżej trzyminutówkę, pełną werwy, zapału, prostą, zbudowaną na trzech akordach, do grania przy ognisku, gdyby takie ogniska w ogóle były jeszcze organizowane. A wszystko na skrzyżowaniu The Breeders – Ramones – Phil Spector, czyli generalnie dość surowo, ale na tyle słodko, by wywindować całość na 36 miejsce listy albumowej w Stanach Zjednoczonych (taka sztuka, spośród grona przedstawicieli sceny indie-rockowej nie udaje się w ostatnim czasie praktycznie nikomu). Podstawowym orężem są właśnie piosenki, może nie tak przebojowe, jak na debiutach The Pains of Being Pure at Heart czy The Drums, ale bezapelacyjnie nośne i porywające. W sumie wakacje już się kończą, plażom na Helu daleko do plaż w Los Angeles, ale wspólnota przeżyć nie zna pojęcia szerokość geograficzna.

7/10

Reklamy

Komentarze 2

  1. ej ale okładki się akurat nie czepiaj! idealnie się wpasowuje w konwencję.

  2. no właśnie o to chodzi, jest banalna i żałosna, ale z tzw. przymrużeniem oka, jak cała płyta zdaje się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: