Na przedmieściach (Arcade Fire „The Suburbs” / Mercury)


Powściągliwość bywa cnotą. Jedyne w czym Arcade Fire tym razem nie zachowali umiaru, to liczba tracków na płycie. To interesujące, zważywszy, że – szczególnie z perspektywy czasu – stwierdzić należy, że ich poprzednie wydawnictwo Neon Bible było przerysowane w każdym aspekcie, tak jakby nieustannie musieli coś udowadniać. Na The Suburbs praktycznie brak potężnych motywów, sprawdzających się doskonale na największych stadionach świata. Są za to kompozycje skupione, celowo wycofane, wymagające cierpliwości i czasu. Może z wyjątkiem Rococo, którego tytuł już sam sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z barokową ornamentyką.

I nawet pomimo wprowadzonych zmian, nawet przez chwilę nie mamy wątpliwości pod jaki adres trafiliśmy. Choć szczęśliwie rezygnują z patosu i wypowiedzieli umowę orkiestrze, to wciąż obracają się wokół tego samego kanonu mistrzów – przeprowadzając się do swojego własnego studia Arcade Fire nie zapomnieli zabrać ze starego plakatów Bruce’a Springsteena i Neila Younga. I właściwie na The Suburbs jest im chyba najbliżej w dotychczasowym dorobku do swoich idoli. Przede wszystkim mentalnie: nie bez przyczyny tak wiele tu młodości, domu, samochodów, dzieciństwa, miasta, dzieci, młodzieży – Arcade Fire próbują ująć to, w jakiej kondycji znajduje się w chwili obecnej Ameryka, za czym tęskni i czego potrzebuje. A może wnioski, które wyciągają, są aktualne pod każdą szerokością geograficzną? Przecież wspomnienia każdego z nas tłumią pierwszą miłość, przejażdżki na rowerze, nudne przedmieścia.

Największą niespodzianką płyty jest Sprawl II (Mountains Beyond Mountains), które jeden z krytyków określił mianem Girls Just Wanna Have Fun wykonywanym przez szwedzkich electro-bogów The Knife. Po raz pierwszy Arcade Fire wrzucają tak znacząco na luz, przełamując dotychczasową konwencję i wprowadzając na pierwszy plan różne elektroniczne zabawki, podkradzione Depeche Mode. Niewykluczone, że to właśnie ten utwór, rozładowujący swego rodzaju przyjemne napięcie kumulujące się praktycznie od samego początku płyty, może stanowić nowe otwarcie dla zespołu, pokazując dotychczas nieodkrytą jego ludzką twarz i znacząco odbiegając od dotychczasowego schematu. Na Neon Bible byli raczej nieprzystępni, operując podkręconymi do oporu emocjami. The Suburbs, sklecona z dobrze znanych obrazów, odziera ich z przymiotu wybrańców, ale sprawia, że traktujemy ich jak starych znajomych, którzy wpadli na popołudniową herbatę. Dzięki temu, gdy korzystają z The Clash w City With No Children czy Ready to Start, brzmi to raczej naturalnie niż zabawnie. Na pewno zaskakująco.

Wielu upatruje w The Suburbs wydarzenia na miarę OK Computer (vide entuzjastyczna recenzja BBC). Pomijając fakt, że w roku 2010 błędem co najmniej merytorycznym jest oczekiwanie płyt przełomowych, wskazujących kierunek zmian, stanowiących głos określonej grupy / pokolenia, The Suburbs nie jest – tak jak próbują wmówić krytycy – płytą wybitną. Z pewnością to najbardziej złożone wydawnictwo sygnowane nazwą Arcade Fire, krzyżujące biegłość intelektualną Funeral z przebojowością Neon Bible. Jest perfekcyjnie przeprowadzone od początku do końca, bez piosenkowych kiksów, z przemyślną, nieprzypadkową konstrukcją (album można podzielić, co sugerują już same tytuły, na parę podsystemów, stanowiących integralną całość). Jednak jej największym sukcesem jest wpisana w nią powszechność, kodująca łatwo rozpoznawalne tropy. Nie oznacza to jednak kompromisów – jest ewidentne, że Arcade Fire na The Suburbs znaleźli odpowiednią dla siebie drogę, nad którą – mam nadzieję – będą sprawować świadomą kontrolę.

8/10

<<na potrzeby „Teraz Rocka”>>

Reklamy

Komentarze 2

  1. Dla mnie akurat ta płyta jest wybitna z rodzaju tych, które wymagają co najmniej kilkukrotnego przesłuchania, im częściej słucham tym bardziej mi się podoba, jest bardzo przemyślana, mistrzowsko wyprodukowana, w moim odczuciu utwory na płycie wiążą się ze sobą tworząc tematyczną całość. Nie należy jej oceniać wg standardu czy jest rewolucyjna dla muzyki czy nie, rewolucji raczej wogóle nie powinniśmy się już spodziewać w muzyce. Arcade Fire mają swój własny styl i chwała im za ogromny talent i muzykalność. Dla mnie jest to ich najlepsza płyta i nie mogę się doczekać kolejnego wydawnictwa.

  2. Wszystkie Płyty tego zespołu są wybitne. Każda ma inny charakter, może Neon Bible jest patetyczna, ale mówi o watrościach, których nie powinno wyrażać sie inaczej.
    Może autor tego artykułu nie rozumie tekstów? To nie jest płyta (Neon Bible) do słuchania od tak sobie, ona wymaga zaangażownia emocjonalnego i intelektualnego.
    The Suburbs, również wybitna płyta, zwraca uwage na inny problem, może blizszy ludziom, którzy nie poznali duchowej głębi popzednich płyt.
    Ten zespół jest nadzieją dla światowego rynku muzycznego- z Lady Gagą, i innymi „gwiazdkami” na czele
    Arcade fire będą słuchać nasze dzieci i wnuki bo my jeszcze nie dostrzegliśmy Pink Froidów naszych Czasów !!!!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: