W piwnicy („Wenecja”, reż. Jan Jakub Kolski)




Miała być Wenecja, skończyło się na postrzępionym dzieciństwie, gdzieś na końcu Polski, pod czujnym okiem okupanta, pana i władcy. Jest rok 1939 r., wrzesień jest już przesądzony, mężczyźni oddelegowani zostają do heroicznych czynów, kobiety i dzieci szukają azylu. Dla Marka, może trzynastoletniego, tym azylem będzie zmurszały dom ciotki Weroniki. Tu bezpieczne schronienie znajdą również pozostałe siostry jego matki, lewitujące wokół bezradnych mężczyzn, babka, sąsiedzi. A zalana wodą piwnica, do której można przenieść starego Bechsteina, stanie się miejscem karnawału, przebieranek, stanie się Wenecją, swojską, w tiulach, pełną kolorów, pięknie sfotografowaną przez Artura Reinharta, w kontraście do szarości za oknem, do bezdusznych mundurów stacjonujących w pobliskim miasteczku Niemców.

Nie chcę tu być, powtarza jak mantrę Marek (nagrodzony w Gdyni za debiut Marcin Walewski). Bardziej przeczuwa niż wie, że to nie czas na marzenia. Te jednak biorą górę – to dziecięcia wyobraźnia pozwala na zanegowanie okrucieństwa i niepewności. Marek, tworząc Wenecję, nieświadomie tworzy swym bliskim coś więcej: spokój, choćby pozorny, bo mogący zostać nagle naruszony przez bandę niemieckich żołnierzy. Jego zwykłe, dziecięce pragnienia, podsycane wyuczonymi na pamięć nazwami ulic, zabytków, pomagają uporać się z samotnością.

A w Wenecji samotny jest właściwie każdy: każda z sióstr mocuje się z życiem na własną rękę, wybierając zdradę, zmaskulinizowanie, poranny jogging po rosie, hedonizm (doskonały kwartet CieleckaGrochowskaBłęcka-KolskaKijowska, dla której należą się szczególne brawa), ojciec Marka, nadwyrężony rozwiązłością żony nie odnajduje ukojenia po powrocie z wojny, babcia bohatera, oziębła, sztywna, pozbawiona emocji, staje się pośmiewiskiem córek, brat chłopaka, owładnięty żądzą zemsty balansuje na granicy życia i śmierci. Paradoksalnie, wojna, nienaturalna sytuacja, pozwoli im się zbliżyć. Świadomość ulotności, tymczasowości, katalizuje uczucia bohaterów. Ta bliskość będzie wymagała ofiar. Życie kończy się gdzieś obok, po cichu. Perspektywa dziecka uwydatnia absurd całej sytuacji.

To jednak nie jest o wojnie, o heroizmie Polaków i głupich Niemcach, żadna martyrologia, laurka. Chichot historii, wielka polityka zmienia życie zwykłych ludzi. Dla Marka, i dla jego nastoletnich przyjaciółek (kuzynek) Wenecja w piwnicy to inicjacja – duchowa, erotyczna, pierwsze rozczarowania, pierwsze miłości. Świat przestaje być czarno-biały, szarość staje się kolorem dominującym. Ten moment Kolski uchwycił bezbłędnie, bez dydaktyki. Bo i o czym tu deliberować?

Najpiękniejsze w tym filmie jest to, że przez niespełna dwie godziny nie pojawia się praktycznie linearna opowieść. Są jedynie epizody, śladowe ilości akcji, wypracowaną idyllę przerywa raz na jakiś czas oddech wojny. I w tym tkwi wielkość Wenecji: posługując się praktycznie niczym, Kolski po raz kolejny ma coś ważnego do powiedzenia.

8.5/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: