Zwyczajnie (The National, High Violet, 4 AD)


Wyniki sprzedażowe High Violet to jaskrawe potwierdzenie, że konsekwencja absolutnie popłaca: album dotarł do pierwszych dziesiątek zestawień najpopularniejszych krążków w 15 krajach. Warto w tym kontekście przypomnieć, że poprzednie wydawnictwo zespołu, wydany przed trzema laty Boxer, dostrzegli praktycznie właściwie słuchacze z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, windując krążek na pogranicze piątej i szóstej dziesiątki. Bez wątpienia, jesteśmy świadkami swoistego przełomu: najsmutniejszy zespół świata, jak swego czasu określił piątkę z Cincinnati magazyn Rolling Stone, po dekadzie funkcjonowania na rynku wdarł się do mainstreamu. Nie oszukujmy się: to nie oznacza, że High Violet jest płytą wybitną, najmocniejszą pozycją w dyskografii projektu (tym mianem należałoby raczej określić Alligatora sprzed lat pięciu, być może dlatego, że na tej płycie tęsknota nie ustępowała gniewowi, walcząc, a jednocześnie dopełniając się) – na jej sukces złożyły się nie tylko sprzyjające okoliczności w postaci ogólnie dostrzegalnego zwrotu słuchaczy ku amerykańskiej alternatywie, ale i zasygnalizowana już wcześniej konsekwencja. Album zachowuje wypracowany wcześniej konstans, na który składa się przede wszystkim klarowny podział ról. Tę pierwszoplanową odgrywa Matt Berninger, właściciel najbardziej przejmującego barytonu, wieczny przegrany, snujący w nieskończoność opowieści bez happy endu. Berninger jest również autorem wszystkich kompozycji na płycie i choć wśród nich trudno odnaleźć wyraźnych następców klasyków pokroju Mr November, to mimo wszystko wyrastają ponad ogólnie pojętą przeciętną. Wśród hipnotycznych motywów klawiszowych, niemodnych, leciutkich gitar, baśniowej sekcji dętej, chórków autorstwa samego Sufjana Stevensa, Matt zdaje sprawozdanie z niezabliźniających się ran, fałszywych uśmiechów, prawdziwych łez, nawet na chwilę nie ocierając się o patos czy emocjonalną wulgarność. Być może coraz mniej chce mu się walczyć, coraz łatwiej pogodzić mu się z tym, co nieuchronne, ale ta subtelność jeszcze bardziej uwypukla zwykłe, ludzkie dramaty, wynikające ze znacznie ograniczonych możliwości adaptacyjnych.

7/10

<<na potrzeby „Teraz Rocka”>>

Reklamy

komentarze 2

  1. Aaa! Matt Berninger nie umie nawet grać na żadnych instrumentach, o komponowaniu może zapomnieć! On pisze wszystkie teksty, ale komponuje reszta chlopaków z zespolu.
    No i nie przesadzajmy, facet nie jest w klinicznej depresji, pisze teksty ponure, ale żywot wiedzie udany. 🙂

  2. Dzięki wielkie za doprecyzowanie, tego akurat nie wiedziałem, we wszelkich dostępnych żródłach informacji jako autor kompozycji (w sensie: written by) pojawia się jego nazwisko oraz nazwisko Dessnera, bez podziału na role. Swoją drogą: nie trzeba umieć grać na instrumentach, by komponować 🙂 A jeśli żywot wiedzie udany, nie pozbawia go to prawa do snucia smutnych opowieści 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: