Ofiary wojny („Bracia”, reż. Jim Sheridan)


Oryginał to jeden z najbardziej niedocenionych skandynawskich (europejskich?) filmów ostatniej dekady, takich, co zdarzają się raz na parędziesiąt wypraw do kina, takich, że robisz numer teściowej z reklamy IKEI, że przysiadłszy się, chcąc nie chcąc wstać z fotela nie możesz. Świetnie, intensywnie przeprowadzona opowieść o delikatnej równowadze rodzinnej, która na skutek interwencji wielkiej historii zostaje nadszarpnięta w sposób znaczny. Jeden brat ma wszystko: świetną, piękną żonę, urocze dzieciaki, wsparcie rodziców, wymagającą, acz satysfakcjonującą pracę (jest żołnierzem elitarnych jednostek lądowych i w związku z tym gasi najbardziej zapalne ogniska turbulencji narodowych na świecie). Drugi nie ma nic: jest czarną owcą rodziny, właśnie wyszedł z więzienia, ojciec najzwyczajniej w świecie się go wstydzi, porównuje nieustannie ze starszym, odważnym, bardziej inteligentnym. Heros wyjeżdża na kolejną misję do Afganistanu, gdzie ślad po nim ginie, wskutek czego zostaje uznany za zmarłego, a przestępca, próbując znaleźć sobie miejsce, niejako mimowolnie i w obowiązku przejmuje opiekę nad wdową i jej dziećmi. Informacja o śmierci jego brata okazuje się być nieprawdziwa, ale cena, jaką ten zapłacił za wolność (w rzeczywistości został pojmany przez Talibów), jest zbyt wysoka dla niego samego i jego otoczenia.

W wersji duńskiej, zaproponowanej przez Susanne Brier, film mógł być odczytywany na wielu płaszczyznach: zarówno jako przypowieść o braterskiej miłości, jak i o spustoszeniu, jaką wojny czynią w ludzkiej psychice, o braku możliwości porozumienia tych, którzy przeżyli piekło i tych, których piekło nigdy nie dotknęło. Jego siła tkwiła w przerażającym portrecie niestabilności wpisanej w los: ktoś, kto był troskliwy i czuły, stanowił oparcie, może nagle przeistoczyć się w pozbawionego jakichkolwiek uczuć potwora, który krzywdami wyrządzanymi bliskim próbuje zagłuszyć traumę. Amerykański remake spłyca całą historię, która tu staje się przede wszystkim hołdem dla amerykańskiego bohaterstwa i męstwa, stanowiących usprawiedliwienie dla najbardziej okrutnego zachowania, przez co Bracia wpisują się w modny film nurtów wojennych, ku pokrzepieniu serc. O ile bowiem w oryginale wyznanie prawdy wcale nie otworzy drogi powrotnej na łono rodziny, stanowiąc jedynie etap w społecznej resocjalizacji, o tyle w wersji hollywoodzkiej równoznaczne jest z odkupieniem win i natychmiastowym przywróceniem do życia. Intymność pierwowzoru przegrała z politycznym manifestem kopii. Niebezpiecznie również całość skręca w pewnym momencie na melodramatyczne, romansowe tory.

Nie chcę jednak powiedzieć przez to, że to kopia nieudana. Jim Sheridan, reżyser choćby W imię ojca, jest zbyt sprawnym rzemieślnikiem, by umożliwić powędrowanie całości na granice mdłości i kiczu. Zdecydowanie mocniej wybrzmiewa druga część filmu, w której cudownie powrócony brat walczy z samym sobą, kąsając jak zwierzę w klatce, które na zewnątrz mogłoby znaleźć spokój. Również w wersji pierwotnej film naturalnie rozpada się na połowy, a każda z nich żongluje napięciem, kumulującym się dwukrotnie, w dwóch kluczowych scenach: pierwszej, gdy żołnierz płaci najwyższą cenę za powrót do domu, drugiej, gdy dochodzi o ostatecznego wybuchu traumy, którego efekt stwarza realne zagrożenie dla otoczenia. Zdaje się jednak, że duński tercet wyborowy NielsenLie KaasThomsen jest znaczniej satysfakcjonujący niż amerykański zestaw marzeń: Portman (żona-cheerleaderka) – Maguire (brat-żołnierz) – Gyllenhaal (brat-więzień). W wersji tu omawianej to bohater Maguire’a jest najbardziej wyrazisty, bo też ma najbardziej zniuansowaną rolę: można twierdzić, że złość i bezradność swej postaci aktor odgrywa na jednym wytrzeszczu, ale z drugiej strony dysproporcja pomiędzy chłopięcą twarzą bohatera a iście męskim gniewem jest przerażająca. A poza tym: czy Gyleenhaal, z tymi swoimi maślanymi oczętami, naprawdę mógłby robić za niebezpiecznego przestępcę?

6/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: