Wątpliwość (The Futureheads „The Chaos” / Nul Records)


Trajektoria lotu The Futureheads przypomina sinusoidę. Debiutancki self-titled z 2004 roku napakowany był historycznymi refrenami, budującymi legendę nowej rockowej rewolucji, wydany dwa lata później News and Tributes rezygnował z klarowności formy na rzecz wyzwań stawianych podziałom rytmicznym, This Is Not the World sprzed lat dwóch, stojące soczystymi refrenami, to wielce udana próba tchnięcia życia w zmurszałe, post-XTCowskie konstrukcje. The Chaos ponownie stawia słuchaczowi pewne wyzwania i może rozczarować tych, którzy znów liczyli na radiowe przeboje (właściwie jedyną nośną kompozycją, taką, która od razu poniewiera, jest singlowe Heartbeat Song). Problemu jednak nie stanowi to, że rzeczywistość rozminęła się z oczekiwaniami, podstawowa kwestia sprowadza się do stwierdzenia, że w roku 2010 The Futureheads obchodzą mało kogo, czego dowodem fatalna, najgorsza w dorobku zespołu pozycja na brytyjskiej liście przebojów – dolne partie piątej dziesiątki, przy odpowiednio 11, 12 i 18 miejscu jego poprzedników, zawstydzają, a to sprzedażowe „osiągnięcie” być może (czego ci, którzy przy kwartecie jednak wytrwali, woleliby uniknąć) pyta o sens kontynuowania działalności. Stawianie tym panom jakichkolwiek ponadprzeciętnych wymogów byłoby jawną niesprawiedliwością: ich twórczość na dobrą sprawę jest wtórna z definicji. Tę nieoryginalność rekompensują bezpretensjonalnością, ale okazuje się, że to już za mało. I w sumie trudno znaleźć usprawiedliwienie takiego stanowiska: kolejne utwory nie wykraczają poza trzy minuty (z małym wyjątkiem, o którym za chwilę), więc gonią na złamanie karku do przodu, wielogłosowe harmonie jak zwykle urzekają precyzją, teksty oparte na wyszukanych metaforach przeczą logice, gitary hałaśliwie tną, a jednak niewiele z tej płyty zostaje. Być może to znużenie energetyczną konwencją, być może to ta do bólu rozegrana poprawność. I w tym tkwi podstawowy paradoks: z jednej strony należałoby wpuścić nieco świeżego powietrza, ale jednocześnie stylistyczny konstans, jaki The Futureheads prezentują, jest jedną z nielicznych wartości brytyjskiego rock’n rolla, szukającego rozpaczliwie nowej twarzy. Pewną zapowiedź zmiany stanowi kończące płytę Jupiter, które nie dość, że najdłuższe w dorobku (uwaga!: aż cztery minuty), to jeszcze zaskakuje eksperymentem i złożonością, obcą w gruncie rzeczy prostym środkom, którym zespół hołduje. Śmiem jednak wątpić, czy trasa obrana na przyszłej, potencjalnej płycie numer pięć może zainteresować szersze grono.

6/10

<<na potrzeby „Teraz Rocka”>>

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: