Szaleństwo czy nuda? (MGMT „Congratulations” / Columbia)


Trudno o bardziej spektakularny odwrót. Albo o bardziej spektakularną kontynuację, nazwaną przez tych, co zacierali ręce czekając na blamaż, artystycznym samobójstwem. Ręce w górę, kto na Oracular Spectacular, debiucie szalonych, mentalnych prawnuków Alberta Einsteina (względnie: zagubionych kuzynów Davida Bowie) wyszedł poza numer piąty. Te pierwsze pięć indeksów to spełnienie snów każdego indie-dzieciaka – ekscentryzm, frywolność, zabawa, nieśmiałe macanki na parkiecie, a przede wszystkim ironia i dystans, estetyczny nawias. Kids czy Time to Pretend to obecnie pozycje kanoniczne, najważniejsze rozwinięcie pojęcia eklektyzm ostatnich lat. Ale na Oracular Spectacular jest jeszcze część druga – freakowata, senna, majakliwa, dziwaczna. A Congratulations stanowi dalszą eksplorację tego terenu.

W tym szaleństwie jest jakaś metoda: zamiast stawać w szranki ze swymi najważniejszymi kompozycjami, wielkimi hiciorami, które w znaczący sposób rozwinęły zasięg oddziaływania blogosfery i tym samym zapewne skazać się na porażkę, poszli drogą mniej oczywistą, ale też i mniej efektowną. Congratulations nie jest więc obliczone na natychmiastowy efekt, zachwyt niezbadaną wyobraźnią ich autorów. Ma – przynajmniej w założeniu – skupić uwagę na dłużej, zastanowić. Tyle teoria, bo w praktyce dostajemy w sumie przeciętny i w dłuższej mierze średnio angażujący amalgamat drażniącego retro z szóstej i siódmej dekady minionego wieku. Jeśli tkwi w tym jakiś komercyjny potencjał, to jest on na tyle głęboko ukryty, że jego poszukiwania mogą nużyć (Flash Delirium, Song for Dan Treacy czy buńczucznie, ale też i na wyrost zatytułowany Brian Eno). Nie należy odbierać artystom prawa do samostanowienia, do każdorazowej negocjacji swej tożsamości, ale z drugiej strony porównania z i tęsknota za Oracular Spectacular rzutuje, nawet w sposób nieuświadomiony, na percepcję jego następcy. Brakuje disco, w którym Andrew i Benowi do twarzy najbardziej. To wielce dotkliwa strata: zrezygnowano bowiem z tego, co stanowiło o istotności przekazu, zbudowanego w gruncie rzeczy z elementów nieistotnych, trywialnych. Nie chcę jednak przez to powiedzieć, że Congratulations to płyta jednoznacznie nieudana: problem w tym, że w przyjętej konwencji nie wznosi się ponad przeciętność, boleśnie ujawniając swoje wady i niedociągnięcia. Jest solidnie, ale bez wywoływania jakichkolwiek szczególnych emocji. Zastanawia brak instynktu zachowawczego – po śrubującym oczekiwania debiucie MGMT ugrzęźli na psych-popowych mieliznach, z tym że inni robią to znacznie lepiej, znacznie błyskotliwiej (choć to zupełnie inna liga, to skojarzenia z zabawami z dźwiękiem, które wyczyniają od przeszło dwóch dekad The Flaming Lips). Gratulacje? Nie tym razem.

5/10

<<na potrzeby http://www.polskieradio.pl/muzyka>&gt;

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: