Inwigilacja („Różyczka”, reż. Jan Kidawa-Błoński, Monolith Films)


Rok 1967. Kamila Sakowicz, maszynistka w dziekanacie wydziału polonistyki UW spotyka się z Romanem Rożkiem, oficjalnie parającym się handlem zagranicznym, nieoficjalnie: ubekiem, zajmującym się inwigilacją osób działających wbrew systemowi, na szkodę partii. Roman, pod naciskiem własnego przełożonego, żądnego natychmiastowych sukcesów, namawia dziewczynę na niebezpieczną grę: ma zbliżyć się do Adama Warczewskiego, słynnego pisarza, profesora wydziału polonistyki, niekryjącego się specjalnie ze swym antypaństwowym nastawieniem. I regularnie przygotowywać na niego donosy, co zapewni Rożkowi niezagrożoną pozycję w pionie śledczym. Kamila staje się TW o pseudonimie Różyczka, ale Warczewski zaczyna ją intrygować, nie tylko jako oczytany humanista, ale i mężczyzna…

Wierzę temu filmowi bardziej niż Małej Moskwie na przykład, choć oba obrazy dotykają tej samej sprawy: pokazują, jak tamten system wpływał na jednostki, traktując je w sposób przedmiotowy, jako maszynki do wykonywania odpowiednich zadań, jak naruszał godność i wolność, jak polaryzował społeczeństwo na tych, co z nami, i na tych, co przeciw nam. Być może w Różyczce historia trójkąta jest mniej banalna, mniej sentymentalna, choć podobnie jak w Małej Moskwie inspirowana tzw. faktami autentycznymi. Postać Warczewskiego ma w sobie dużo z życiorysu Pawła Jasienicy, autora pionierskich monografii historii Polski.

Różyczka jest przede wszystkim melodramatem. Historia staje się jedynie pretekstem dla rozwoju akcji, ale jednocześnie stanowi aktywne tło, które bezceremonialnie i jednoznacznie rozpisuje role, bezpośrednio wpływa na działania bohaterów, umożliwiając im spotkanie i pchając ku autodestrukcji. Zdjęcie z afisza Dziadów, zamieszki Marca’68 na UW, wspomnienia o Adamie Michniku, syjonistyczne nagonki, to wszystko w Różyczce uzupełnia i katalizuje obrót spraw. Każdy z trójki głównych bohaterów jest narzędziem, wtłoczonym w swą rolę na siłę, bezwiednie, poza swoją wolą. Ubek musi chronić samego siebie przed ujawnieniem swej prawdziwej tożsamości, pisarz, nieświadomy roli Kamili, wbrew brakowi akceptacji ze strony środowiska, zakochuje się w młodszej o czterdzieści lat dziewczynie, a donosicielka, piękna, ale nudna i bezbarwna, zyskuje szansę na lepsze życie.

No właśnie, tytułowa postać wydaje się być tu najciekawszą. Dziewczyna znikąd, głupiutka, ale urocza, wraz z niemoralną propozycją ma szansę na coś więcej, niż tylko zabawę. Staje się podmiotem, a nie przedmiotem. Okazuje się bowiem, że facet może kobietę traktować z należytym ją szacunkiem. Atawistycznemu poklepywaniu Kamili przez Romana po tyłku przeciwstawione są szarmanckie maniery pisarza, wyuzdany i zwierzęcy seks – zmysłowym, wyrafinowanym doznaniom, a wódka w marnej knajpie, grupującej element wszelkiego rodzaju – degustacji wina, trochę kwaśnego, ale francuskiego. Ten nowy, nieznany do tej pory Kamili świat oczytanej inteligencji, pociąga, fascynuje, zmienia. Bohaterka zakochuje się nie tylko w samym pisarzu, ale wolności, którą Warczewski wyznaje. Postać uwiarygodniona jest przez interesującą Magdalenę Boczarską, która głupiutkiej blondynce nadaje rys uroku, naiwności, za którą przyjdzie jej zapłacić najwyższą cenę. Szkoda jedynie, że Kamila zbudowana jest z klisz o zahukanych dziewczątkach, pozbawionych poczucia własnej wartości. Najlepszą kreację tworzy z kolei Robert Więckiewicz, bo też i najwięcej ma tu do grania: jego Roman to zapijaczony i zakompleksiony maczo rodem z zadymionych spelun, ekstremalny, zwierzęcy, gotowy na wszystko, gdy ukochana kobieta wymyka mu się z rąk do tak innego od jego świata. Rożek to postać tragiczna: inwigilujący sam jest inwigilowany. Klasą samą w sobie jest Andrzej Seweryn, jako stoicki, urzekający, oferujący niezależną od klimatu politycznego dojrzałość, zakładający, że ludzie posiłkują się dobrem, a nie złem. Różyczka podkreśla, że jednak dominuje szarość, uwikłana w nadzieję i chęć lepszego, niezależnie od politycznej sytuacji, stukotu maszyny do pisania i trzeszczącego Radia Wolna Europa.

Reklamy

komentarze 2

  1. Niestety męczyłem się tak samo, jak na Małej Moskwie. To, czego zabrakło w tym filmie, to wyczucie. Winą reżysera jest moim zdaniem pozwolenie aktorom na przeszarżowanie postaci. Nie czułem żadnych subtelności w budowie charakterów, śmieszyło mnie nachalne pokazywanie brutalności ubeka, subtelności pisarza i nieobycia agentki, a raczej nie powinienem się z tego śmiać. Szkoda mi zmarnowanego tematu.

  2. A widzisz, dla mnie ten podział ról był pokazany interesująco, choć oczywiście – jak napisałem – w żaden sposób odkrywczy. A co do przeszarżowania zgodzić się nie mogę – po wyjściu z kina miałem wrażenie, że Boczarska nie grała tak naprawdę w ogóle, po prostu była. Podobnie po-prostu-był Seweryn. Więckiewicz miał do zniuansowania miał tu najwięcej. To przede wszystkim miała być prosta historia, tak sobie myślę, i to się moim zdaniem udało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: