Zapomnieć wszystkie rady (Muchy „Notoryczni debiutanci” / Sony)


Tym razem rezygnuję z formy recenzji na rzecz luźnych faktów, skojarzeń i interpretacji, które pozostają aktualne na dzień opublikowania wpisu.

    Tytuł. W sumie to powtarzane jest jak mantra, a my przyzwyczailiśmy się, że polscy artyści zapewniają, że każda kolejna płyta stanowi zupełnie nowe otwarcie, ponowny debiut. W przypadku dwójki Much takie stwierdzenie jest bardziej niż uzasadnione. Zacznijmy od kwestii formalnych: nowy wydawca (Sony zamiast kulawego/kulejącego Polskiego Radia, zajmującego się antypromocją artystów) przynajmniej teoretycznie daje nadzieję, że Muchy przestaną być zajawką zblazowanej indie-młodzieży (cytat z kolegi dysponującego pełną dyskografią Behemotha). Ale też i notoryczni debiutanci stanowią synonim wejścia w dorosłość, życiowej premiery w kontekście odpowiedzialności. Etap terroromansu zostaje definitywnie zamknięty – wpisana w debiut Much naiwność, życzliwość, nadzieja, została zastąpiona rozgoryczeniem, żalem. Przestajemy być gówniarzami, zaczynamy być mężczyznami. Neurotyczni, strachliwi chłopco-dorośli nie są sami, a przynajmniej mają poczucie, że przynależne im troski i wątpliwości na linii robota-dziewczyna/chłopak-przyszłość nie są jednostkowym doświadczeniem. Podobnie jak w przypadku jedynki, Muchom udało się uchwycić coś więcej niż tylko parę fajnych hooków: zespół zbudował całkiem udanie zbiorowy portret pokolenia, któremu wszystko wolno, a który nie jest w stanie powziąć jakiejkolwiek sensownej aktywności.

    To będzie dobry rok, bez rocznic i postanowień. Nie wszystko, co wychodzi spod przycisku enter w klawiaturze komputera Michała Wiraszki zasługuje na poważne traktowanie. Na Notorycznych debiutantach niedoskonałości warsztatu zostają wstydliwie zakryte przez bywa, że nieczytelne metafory. Miejska poezja doby internetu nie zawsze satysfakcjonuje, ale jednocześnie w swym strukturalnym chaosie może stanowić kolejny punkt odniesienia dla odbiorców tego krążka, którym metryka spłatała figla i nakazuje nieoczekiwanie zaopatrzenie się w dobrze skrojone garnitury. Wiraszko tradycyjnie zgarnia parę udanych bon-motów: ci, co kiedyś proponowali swym partnerkom, że pokażą, jak się spada z dachu, teraz mogą ustawić na fb status, zgodnie z którym, to będzie dobry rok bez rocznic i postanowień. W zabieganych czasach nie ma miejsce na refleksje? Byle do piątku.

    Przeboje. Ocena nośności materiału zgromadzonego na Notorycznych debiutantach jest ambiwalentna. Podczas wtorkowej audycji stwierdziłem, że mamy tu do czynienia z raptem trzema oczywistymi przebojami (singlowe Przesilenie, nagranie tytułowe, Zimne kraje). Kolejne przesłuchania krążka przyczyniają się do rewizji poglądu – trójka zmienia się w siódemkę, potem w szóstkę, niewykluczone, że nie jest to jeszcze w tej kwestii ostatnie słowo. Ktoś mógłby zapytać na co te numeryczne dywagacje. Ano, pamiętajmy, że jedną z sił Terroromansu była właśnie jakość kompozycji, stanowiących najmocniejszy piosenkowo zestaw w polskim rock’n rollu ostatniego dziesięciolecia. Te najbardziej przebojowe numery z Notorycznych stanowią w prostej linii pochodną/kontynuację materiału zgromadzonego na płycie numer jeden, co świadczy o zachowaniu swoistej ciągłości, pomimo próby rewitalizacji wizerunku.

    Rozwój. Zrobili dużo, by cała Polska zaczęła traktować ich poważnie, a nie jak odprysk popularnych na tzw. Zachodzie nurtów (to kolejne zresztą uzasadnienie przyjętego tytułu płyty). Wiraszko wziął parę lekcji śpiewu – choć ta nowa, przeteatralizowana maniera wokalisty może być dla niektórych nie do zniesienia. Sprawdzian z powiększonego składu zespołu również został zaliczony – zrobiło się głośniej, mocniej, bardziej wyraziście. Jest również piąty, niemy bohater tej płyty. To Marcin Bors, producent krążka, który wpuścił nieco więcej światła do materiału przygotowanego przez zespół. Być może ceną była większa przejrzystość, wypolerowanie, grzeczność, ale chóralne partie w ’93 przekonują o zasadności modyfikacji. Kasia Wolanin pisała, że Notoryczni to historia bez puenty, której brak spontaniczności i luzu. Zdaje się, że zespół zamierza ścigać się teraz w zupełnie innej lidze niż porcysowo-skrinejdżersowo-pulpowo-kampusowa. Kibicujmy!

    Przyzwolitość. Każdy ma swojego faworyta. Na Terroromansie były to Wyścigi, których odpowiednikiem na Notorycznych jest właśnie Przyzwolitość. Partie rogu mnie rozwalają. Taki prościutki ten pomysł, taki banalny, ale o jakiej sile rażenia! I do tego zawiadackie przeprowadzenie przez historię.

8/10

Advertisements

komentarze 4

  1. Szczerze mówiąc, nie widzę możliwości, by w naszych realiach taki zespół jak Muchy ścigał się w innych ligach niż „porcysowo-skrinejdżersowo-pulpowo-kampusowa”. Bo ta inna liga w tym momencie to poziom Zetki, Eski, Opola, Tylko we dwoje etc. U nas nie ma czegoś pomiędzy, niestety dla takich zespołów jak Muchy, ale też Pustki czy TCIOF. Pierwsza strona w dodatku kulturalnym Dziennika, okraszona infantylnym wywiadem i bezktyryczną, miałką recenzją nie sprawi, ze nagle Muchy ze swoją twóczością trafią pod wszystkie strzechy. Problem tej płyty być może polega na tym, że została nagrana dla chłopca i dziewczyny, których nie już, ale jeszcze nie ma. Wiraszko znów nieźle punktuje nasze/swoje pokolenie, ale za pierwszym razem siłą rzeczy robiło to większe wrażenie. Profesjonalne, świetne brzmienie to nie wszystko. Inna sprawa, że ja w sumie nie wiem, czego po tej płycie oczekiwałam. Wiem natomiast, że znam na pamięć wszystkie kawałki z „Terroromansu” i chcę je znać, nie czuję zaś takiej potrzeby przy „Notorycznych Debiutantach”. Może dowartościuję tę płytę, gdy ewolucja Much doprowadzi ich w końcu do jakiegoś punktu (albo zostanie na naszym rynku w końcu stworzony taki punkt) gdzieś na poziomie 4 płyty zespołu. Dzisiaj to ledwie niezły, drugi krążek zespołu, który stworzył jedną z najważniejszych polskich płyt dekady 00s.
    Pozdrawiam!

  2. To pewnie naiwne, ale myślę, mimo wszystko, że na Muchy jest jednak miejsce poza takim obiegiem, o jakim dyskutujemy. Zobacz, część wspólna zbiorów „słuchacze Trójki” i „adresaci wskazanych przez nas mediów” jest niewielka, a Muchy w Trójce jednak sobie jakoś radzą (Top 10 listy przebojów, po raz trzeci już chyba, to nie jest tak, że tylko Ty, Ambro i ja głosujemy na Muchy ;). Nie wiem, czy to do końca adekwatne porównanie, ale na Florence and the Machine, której przecież nikt w Polsce nie gra, oprócz Trójki właśnie, był komplet ludzi. Pustki mają nominacje do Paszportów. TCIOF dostał Fryderyka (wiem, że to nie znaczy zbyt wiele, bo to branża daje branży, ale są to jakieś sygnały). Barometrem istotności czy nośności/potencjału danego zjawiska jest dla mnie moja Mama, jak odsłuchiwałem po raz drugi czy trzeci „Terroromans” weszła do mojego pokoju i pyta, co to. Zasiedziała się praktycznie do końca płyty i powiedziała „Hej, takiej fajnej muzyki do tańca (DO TAŃCA, HALO!) to nawet my nie mieliśmy” (mówimy tu o Karin Stanek, Helenie Majdaniec, Kasi Sobczyk, które wykonują największe szlagiery w historii polskiej muzyki w ogóle). Wierzę, że dla takiej muzy jest miejsce, może musi się rozpychać łokciami, może musi to potrwać, ale to się stanie. Zresztą, od kiedy przełączając kanały, natrafiłem w Zetce na „Dominos” The Big Pink, stwierdziłem, że wszystko jest możliwe (sprawdziłem: to stały element plejlisty Zetki, a nie wybryk szalonego DJ, który zamiast Mandaryny wgrał co innego do systemu). Choć z drugiej strony, są znajomi, którzy twierdzą, że te Muchy to muzyka dla ciot. I to może być największy problem w popularyzowaniu takiej twórczości: dla wielu Wiraszko będzie mydłkiem, który marudzi do mikrofonu jak rozbeczany chłoptaś.
    A w kwestii porównań obu płyt: to już standard, że debiuty wgryzają się mocniej niż płyty numer dwa. Piosenki na debiut gromadzi się przez jakiś czas, można wybierać, dobierać, zmieniać, plus do tego dochodzi aura wyjątkowości i tego wszystkiego, co nazywamy hajpem („Terroromans” to hajp przecież). „Notoryczni” to dla mnie solidna płyta numer 2, stanowiąca zapowiedź czegoś. Tak jak napisałaś, nie wiadomo czego, ale czegoś na pewno. Dorastanie nie jest specjalnie proste.

  3. Zgadzam się z wieloma rzeczami, które napisałeś. teksty dla mnie momentami trochę bełkotliwe, teksty z Terroromansu zdecydowanie bardziej mi się podobały.
    Zgadzam się też co do maniery Wiraszki, jeszcze trochę, a będzie można mówić o „Roguckim sceny indie” ;).
    Ogólnie to spodziewałem się, że Terroromansu nie przebiją, to było niemal niemożliwe. W ogóle płyta jest bardziej „popowa”, co nie podoba mi się za bardzo.
    Przesłuchałem kilka razy, ale ta płyta do mnie nie trafiła. Najbardziej podobają mi się „93” i „Przesilenie”.

  4. Te teksty są bardziej rozmyte chyba, nieczytelne. Wiraszko i Rogucki są do siebie nawet w sumie podobni w kwestii fizjonomii 🙂 Zgadzam się też, że „Notoryczni” są bardziej wyglancowani, odpicowani, wypolerowani niż „Terroromans”, ale to uzasadnione w kontekście całego pomysłu na płytę. Jeśli mogę coś zasugerować, proponuję dać szansę wspomnianej przeze mnie „Przyzwolitości”. To genialny numer.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: