Machinalnie (The Ruby Suns „Fight Soflty” / Memphis Industries)


To banał właściwie, osąd z gatunku oczywistych, niepodlegających dyskusji dla każdego zdrowo myślącego konsumenta pop-kultury, jeden z nielicznych dogmatów, jakie ukształtowały się na przestrzeni ostatnich lat, wyraźnie pozbawionych jakiegokolwiek kontekstu: Merriweather Post Pavillion, ubiegłoroczny album Animal Collective, to estetyczna i jakościowa cezura muzyki XXI wieku. Już teraz historię dzielimy na dwie części: tę przed i tę po 20 stycznia 2009, dacie premiery ósmej w dorobku Zwierzęcego Kolektywu płyty. Okazało się bowiem, że gdy po jednej stronie równania pojawi się „eksperyment, wyśrubowanie i zdziwaczenie tekstury”, to sumować się może z „ultraprzebojowością”, finalizując zapoczątkowany wraz z nastaniem nowego tysiąclecia proces zbudowania idealnej formy, poprzez łączenie, skracanie, dodawanie, ujmowanie.

Nic dziwnego, że nagle psych-pop stał się najpopularniejszym gatunkiem (swoją drogą: niezwykle pojemnym i właściwie pozbawionym jednoznacznej definicji), a wielu podjęło próby choćby doścignięcia ekipy z Baltimore. Ryan McPhun, Amerykanin adoptowany przez Nową Zelandię, również. W przypadku jego autorskiego projektu The Ruby Suns oznacza to zejście z obranego na fantastycznej płycie Sea Lion sprzed lat dwóch azymutu bliskości z natury, wyluzowanej psychodelii, radosnej celebracji rytmem przyrody na rzecz loopów, charczącej elektroniki, wyłamanych rytmów z nieludzkich drum-maszyn. Twórczość McPhuna stała się przez to techniczna (w tym wypadku to antonim słowa emocjonalna), nasycona perfekcjonizmem, machinalna. Każdy medal ma dwie strony: z jednej strony artysta (odpowiedzialny praktycznie za rejestrację wszystkich ścieżek na swój album) zdaje się czasem nie panować nad konglomeratem efektów (jak w tropicalia Cinco), ale gdy dążność do cyfrowego ideału spotka się z wrażliwością, by nie powiedzieć: neurotycznością (How Kids Fall, Cranberry), efekt jest znakomity. Podobnie zresztą, gdy McPhun proponuje alternatywną world-music (zamglone Dusty Fruit, repryza Brother Sport, kończącego wspomniane Merriweather…): to w takiej estetyce, roztańczonej, pierwotnej, jest The Ruby Suns najlepiej. Zmianie nie uległa natomiast sprawa o wymiarze podstawowym: poszerzenie granic, przebudowanie wyobraźni nie oznaczało poświęcenia melodii. Te nadal są żarliwe, lekkie, poruszające. I w nich tkwi istota Fight Softly.

7/10

<<na potrzeby „Teraz Rocka”>>


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: