Wampiriada po polsku („Kołysanka”, reż. Juliusz Machulski / Monolith Films)


To niestety kolejny niewykorzystany przez Machulskiego temat. Kolejny, bo przecież poprzedni film reżysera, Ile waży koń trojański?, też miał doskonałą pozycję wyjściową, w polskim kinie niemal pionierską: nieoczekiwane i niezaplanowane przenosiny z XXI wieku do Polski za czasów smutnego-pana-co-zabrał-dzieciom-Teleranek, co mogło dawać pole do realizacji najbardziej szalonych pomysłów, wynikających z konfrontacji smutnej rzeczywistości upstrzonej kolorowymi sukienkami o asymetrycznym kroju z uczestnictwem w lepszych i radosnych przecież czasami. Nie udało się. Kołysanka, podobnie jak Koń trojański zaskakuje zupełnie niepolskim podejściem: oto na spokojną mazurską wieś, o wdzięcznej nazwie Odlotowo, gdzie życie toczy się własnym, niespiesznym tempem, a ksiądz i policjanci zwyczajowo nie mają zbyt wiele do roboty, wprowadza się tajemniczo blada rodzina Makarewiczów: dziarski dziadek, głowa rodziny – dysponujący niejakim urokiem amanta Michał, jego żona – rezolutna Bożena, czwórka dzieci, a do tego piąte w drodze. Ich przybycie zbiega się w czasie ze zniknięciem czołowych przedstawicieli nie tylko miejscowej elity, a także przyjezdnych: ekipy telewizyjnej, która chce nakręcić materiał o zaginionych oraz Niemca, który wraz z ponętną tłumaczką, szuka gruntów do kupienia na ziemi ojców.

Horrory Polakom nie wychodzą (vide osławiona Wilczyca), więc Machulski za budowanie napięcia właściwie się nie bierze. Mimo mody na tematy okołowampirze reżyser rezygnuje choćby z krwawych scen wgryzania się bohaterów w ciała swych ofiar („kontakt” z Makarewiczami śmiercią nie grozi, co najwyżej chwilowym osłabieniem). Całość podana jest niezwykle lekko i raczej w tonie komedii familijnej niż przerażającego portretu niekonwencjonalnej rodziny. Okazuje się bowiem, że wampiry mogą przeżywać i troski egzystencjalne (najstarszy syn pyta swego ojca, czy aby na pewno jest on jego rodzicielem, wskazując jednocześnie na zdjęcie diabła, co do którego ma pewne podejrzenia o ojcostwo) i mieć problemy zdrowotne (Dziadkowi wypadają zęby, co uniemożliwia przyjmowanie pokarmu, w związku z czym niezbędna jest wizyta u protetyka) i dążyć do stabilizacji (Bożena namawia męża do przeprowadzki do dużego miasta, najlepiej do Warszawy, bo dosyć ma już tych ciągłych przenosin i chciałaby się wreszcie wtopić w tłum). W takich momentach bohaterowie stają się swojskimi karykaturami ludzi, co uwydatnia komizm tej nierealnej sytuacji, również dzięki świetnemu zestawowi aktorskiemu – tu brawa należą się przede wszystkim tercetowi Janusz ChabiorRobert WięckiewiczMałgorzata Buczkowska-Szlenkier (więcej głównych ról!), które gra koncertowo, w pełni świadome umowności konwencji.

I nawet nie chodzi o to, że to film nierówny – obok fantastycznych gagów (najmłodszy Makarewicz jedynie po krwi księdza nie ma zgagi, biegunki czy innej kolki, jak po krwi Niemca), pojawiają się dowcipy lotów niekoniecznie najwyższych. Problem w tym, że fabuła składa się właściwie z epizodów, powiązanych ze sobą w mniej lub bardziej luźny sposób głównym motywem (zasygnalizowane powyżej wątki ubytków w uzębieniu dziadka czy problemów wieku dorastania pojawiają się na chwilę, by zaraz zniknąć i ustąpić miejsca innym). Okazuje się bowiem, że Kołysanka w założeniach miała być serialem, a to, co podano w kinie jest próbą wyłuskania najlepszych momentów ze scenariusza. Telewizyjny rodowód opowieści tłumaczy również, dlaczego Machulski nie zdecydował się na szarżę, plątaninę absurdalnych sytuacji, o które sam temat przecież sam się prosi. Film zatrzymuje się w pół drogi, jest bezpieczny, zachowawczy, choć aż strach (sic!) pomyśleć, co by było, gdyby pomysł wpadł w ręce mniej doświadczonego reżysera. Za mało ironii (choć świetne końcowe kadry wskazują, że film ma odwagę iść wbrew – nomen omen – politycznej poprawności), za mało dystansu, ot obraz na miłe, niezobowiązujące popołudnie. Szkoda, że tylko tyle.

6/10

Reklamy

Komentarze 3

  1. zgadzam się, że Małgorzata Buczkowska to wielkie odkrycie tego filmu

  2. Stawiam na tę dziewczynę bardzo. Pamiętam, że zobaczyłem ją po raz pierwszy w „Statystach”, gdzie taką bidulkę głupiutką grała, naiwną, ale prostoduszną, i już tam była interesująca. Bardzo żałowałem, że w „Zerze” pojawia się na trzy sekundy. Niestety, nie widziałem też „0_1_0”, bo ponoć jej rola jest jedynym powodem, dla którego ten obraz warto zobaczyć (o ile pamiętam, była za nią nominowana do nagrody im. Cybulskiego). Mam też nadzieję, że wreszcie premierę będzie miało „Jestem Twój” Grzegorzka, gdzie z Gąsiorowską grają siostry – może być ciekawie. Na razie pozostają tylko „Barwy szczęścia”, gdzie Buczkowska też gra 🙂

  3. […] „Kołysanka”, reż. Juliusz Machulski / Monolith Films – Słodko … […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: