Bezczelnie (Chew Lips „Unicorn” / Family)


Ździebko niesprawiedliwie traktuje się tę płytę, zestawiając ją z innym debiutem muzyki indie-tanecznej (co za łamaniec! ja tylko go zapożyczam, nic więcej) Acolyte projektu Delphic (o nim pisałem tu).  łączy oba wydawnictwa właściwie jedynie to, że ukazały się mniej więcej w tym samym czasie oraz że ich autorzy pochodzą z Wielkiej Brytanii. I może jeszcze fakt, że i Chew Lips i Delphic hajpowani są w wyspiarskiej prasie nieustannie. Potem zaczynają się już tylko różnice.

Delphic każdym taktem i wersem próbują przekonywać o nieposkromionych możliwościach produkcyjno-aranżacyjnych – na Acolyte dzieje się w tej sferze dużo, może nawet zbyt dużo. Unicorn jest zaprzeczeniem takiej konwencji: w kontekście tanecznej muzyki użytkowej określenie „powściągliwa” nie jest szczególnie adekwatne, ale w kwestii formalnej debiut Chew Lips jest płytą prostą, zwyczajną. Ot, grupka przyjaciół wpadła do studia nagraniowego i w wolnej chwili nagrała stonowane electro, które winno pogodzić i fanów gatunku, jak i tych, którzy tropią potencjalne składniki przyszłotygodniowego Top 10.

Chew Lips dokonali dość niebezpiecznego zabiegu – przy kompletowaniu materiału na Unicorn pominęli wydane w tamtym roku single, Salt Air i przede wszystkim doskonałe Zero, przepraszam, Solo (podobieństwo singla promującego ubiegłoroczną płytę Yeah Yeah Yeahs i pierwszego w ogóle singla Chew Lips jest bardziej niż uderzające). Można to potraktować jako swego rodzaju manifest: OK, przewinęliśmy się dzięki tym numerom przez blogosferę, podpisaliśmy kontrakt i znaleźliśmy się na listach najbardziej wyczekiwanych debiutów, ale nadszedł czas na nowe otwarcie. I może to świadczyć – w zależności od przyjętego punktu widzenia – o szaleństwie, o ryzykanctwie (w czasach jednorazowości graniczącym z głupotą), o pewności siebie, o bezczelności. I promujący album singiel Play Together mógł wszelkie obawy potwierdzać: ze wszystkich dotychczasowych wydawnictw sygnowanych nazwą Chew Lips był najsłabszym i najmniej ciekawym. Cała płyta jednak zdecydowanie nie rozczarowuje: czy to śnięte techniczne kołysanki (Too Much Talking, Gold Key), czy rasowe parkietowe wymiatacze (wystrzały jak z karabinu: świetnie podrasowane Eight, Slick, czy z gitarami w bonusie Karen – w tym ostatnim, nie tylko dzięki tytułowi znów zaglądamy na terytorium zagospodarowane przez Yeah Yeah Yeahs, a dla Tigs, głosu Chew Lips, Karen Orzolek wydaje się najważniejszą inspiracją), towarzyszą nam pierwszorzędne melodie, pełne werwy, zacietrzewienia, konkretu, przygotowane przez ludzi z charakterkiem, a nie plastikowe mimozy bez właściwości i większego polotu. Czyli inaczej, niż ostatnio nas do tego przyzwyczaiła cała seria bezbarwnych postaci z okolic Londynu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: