Spacer po parku (Beach House „Teen Dream” / Sub Pop)


Wygląda na to, że na tegoroczny odpowiednik Veckatimest nie czekaliśmy długo. Porzućmy na chwilę stylistyczne obwarowania, bo w temacie formy Veckatimest i Teen Dream to dwie zupełnie inne bajki – pierwsze z wydawnictw próbowało uchwycić przełomowy moment, w którym amerykańska alternatywa, wkraczając na czołowe miejsca list przebojów, utraciła swą niewinność, drugie jest niczym innym jak wysublimowaną, dreampopową produkcją. Łączy je jednak spójność treści: swoista elegancja, szacunek dla tradycji, niespieszność, wreszcie: prostota schowana za zestawem produkcyjnych smaczków, wstydliwie przesłaniających to, co najłatwiejsze. Duet z Baltimore na swej trzeciej płycie zintensyfikował dotychczasowe doświadczenia, proponując najbardziej dojrzałe ze swych dokonań, zawieszone gdzieś między prawdą a fałszem, jawą a majakami, czarnym i białym, zupełnie jak w tytułowym nastoletnim śnie, zagadkowym, pełnym nieoczywistych znaczeń. Gitary snują się w tle, niepewne swej pozycji, spychane przez motoryczne partie instrumentów klawiszowych (tych syntetycznych i tych naturalnych). Partie wokalne Victorii, ni to męskie, ni to damskie, wzmacniają poczucie dezinformacji, przenosząc środek ciężkości na emocje. A te dozowane są w subtelny, kameralny sposób, niby mimochodem, gdzieś zupełnie przypadkiem. Odnajdziemy je w przecudnej urody melodiach, na swój sposób przebojowych, prostolinijnych (najpiękniejsze czeka na końcu: cudowne intymne Real Love). Wykryjemy je w otwarciu duetu nie tylko na światło, w opozycji do wynaturzonego mroku, który zdominował brzmienie dwóch poprzednich krążków, ale również i na przestrzeń – Teen Dream realizowane było w kościele przekonwertowanym na studio nagraniowe (choć tu przestrzeń nie jest realizowana wzmocnieniem instrumentarium, a jedynie umiejętnym rozłożeniem akcentów). Wreszcie: ukoją nas teksty, o idealnej młodzieńczej miłości, nie zdającej sobie sprawy z konsekwencji. U podstaw stoi nostalgia za tym, co bezpowrotnie utracone, powracające we wspomnieniach, na które pozwalamy sobie w momentach słabości, niepewni i nieobecni. A jednak pamiętamy te obrazy, te spacery po parku, te nieśmiałe muśnięcia rąk, samotność. Zamknijcie tylko oczy…

9/10

<<na potrzeby „Teraz Rocka”>>

Reklamy

Komentarze 3

  1. Bardzo chciałem być oryginalny i jako fan ich dwóch poprzednich wydawnictw, napisać coś w stylu „to już nie to samo”, no ale nie da się. Zmiótł mnie ten krążek, a swoboda i lekkość jakby nawet w opozycji do tego co robili wcześniej i co powalało klimatem, ale już nie koniecznie melodią czy jakimś zwiewnym motywem. „Teen dream” brzmi jakby oni to wszystko umieli już wcześniej, ale na przekór nie pokazywali. Nie wiem jak to się skończy, ale póki co rozumiem zachwyt

  2. No właśnie – ta płyta brzmi tak, jakby została nagrana gdzieś przez przypadek, między śniadaniem pierwszym a śniadaniem drugim. Można uwierzyć niemalże, że każdy z nas może siąść do pianina i napisać to samo. Plus melodie urokliwe. Widzimy się w podsumowaniu 2010! 😉

  3. Dołączam się do grona zmiecionych przez ten album 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: