Boks („Moja krew”, reż. Marcin Wrona, dyst. Hagi)


Igor umiera. Trener nie wpuszcza go na ring, była dziewczyna nie chce go znać. Igor wie, że zostało mu mało czasu, w przyspieszonym tempie próbuje nieporadnie przeżyć życie, to czego mu zabrakło, to czego nie miał. Spotyka Wietnamkę, Yen Ha, która pracuje na wyburzanym właśnie Jarmarku Azja. Proponuje jej układ: urodzisz mi dziecko, ja dam ci ślubem obywatelstwo. Dam ci też swój dom. Ale również i ten prosty plan nie zostanie zrealizowany w oczekiwanej formie.

To film tak maksymalny jak maksymalne są bary Eryka Lubosa, grającego Igora (wielkie brawa za brawurową rolę). Wronie obce są półśrodki, wali proste, sierpowe, haki, nie dając szansy widzowi na przygotowanie się na atak. Jak choćby w scenach, gdy Igor dowiaduje się, że jest chory – bokser snuje się po dziwnych klubach, w narkotycznej jeździe pieprzy się z przypadkowymi kobietami. Dosłowność przekazu, blask tętniącego stroboskopu, głośna muzyka, cycki striptiserek, to wszystko podane kawa na ławę irytuje. Z tą tragedią w wersji max ani reżyser ani jego bohater nie umieją sobie poradzić. Dlatego Moja krew jest nierówna, bo nieprzekonująca brutalność zastępowana jest tu nieustannie przykuwającą uwagę swoistą poezją obrazu, jak na przykład w doskonałej scenie na korytarzu klatki schodowej, kiedy Igor wypłakuje w histerycznych spazmach swej przyszłej żonie z przypadku cały ból. Że śmierć przyjdzie za szybko, niespodziewanie, znienacka. Światło wciąż gaśnie, klucz nie pasuje do zamka drzwi. Wszystko wymyka się z rąk.

Dziwią mnie zarzuty, że to obraz szowinistyczny. Że Yen Ha traktowana jest jak przedmiot, całkowicie zależny od swego napakowanego zbawiciela z modnym mieszkaniem, który kapryśnie przerzuca dziewczynę swemu przyjacielowi. Rozumiem zastrzeżenie co do tej dość naiwnej konstrukcji. Jeśli jednak to film o rolach przypisanych płci, to tylko w aspekcie męskiej niemocy. Duzi, poranieni, mocni panowie nie umieją radzić sobie z własnymi emocjami. Biorą, bo tak ich nauczono. Kobiety traktują jako ciała, pojemniki na spermę. Zawsze rozkręceni na 100% możliwości, zawsze silni, zawsze puści. Nie znają tego, co pośrodku, obca im lekkość, obca im delikatność. Wpuszczeni w testosteronowe ramy nie znają innych możliwości. Zagłuszają samotność. Macho bez rozwiązania.

Jestem sobie w stanie łatwo wyobrazić odwrócenie ról: żyjąca na krawędzi kobieta proponuje podobny układ Turkowi z budki z kebabem. I dlatego w przewrotny sposób Moja krew to nie tylko film o próbie stawienia czoła sytuacji ostatecznej, ale również o sytuacji mniejszości narodowych, chwytających się jak betonowego koła ratunkowego najbardziej kuriozalnych propozycji, uzależniających swój los od decyzji przypadkowych ludzi. Z nadzieją, z celem, bez chęci świadomości konsekwencji.

6/10

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: