W pogoni za Fleet Foxes (Mumford & Sons „Sigh No More”, Island)


Wygląda na to, że Brytyjczycy poszli po rozum do głowy i skonstatowali, że produkcja kolejnych kopii The Clash/The Jam/Undertones (niepotrzebne skreślić) to praktycznie droga donikąd. Aby odnaleźć nowe terytorium do zagospodarowania przejrzeli amerykańskie portale i wyszło im, że teraz zamiast gniewu bardziej pożądana jest zaduma. Tak pewnie wytłumaczyć można obecny boom na Wyspach na muzykę folkową: portretowani przeze mnie parę miesięcy temu Noah and the Whale, Laura Marling czy Mumford & Sons właśnie operują zupełnie innym językiem niż masówka spod znaku „The ….s”, poetyką wrażliwości i wyciszenia. To nic, że debiut Mumford & Sons nadzwyczaj nachalnie wywołuje skojarzenia z jedynką pochodzącego z Seattle zespołu Fleet Foxes, który przez wielu został uznany za najważniejszy album 2008 roku. Anglikom wiele brakuje do swych amerykańskich kolegów, choćby w temacie formy i kwestii budowania z pozornie prostych elementów skomplikowanych muzycznych struktur. Sigh No More to jednak zupełnie inny kaliber, to wypowiedź naiwna, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, lekka, co wcale nie oznacza bezmyślna, pełna przynależnej dwudziestolatkom pasji i radości. Podstawy z folku chłopcy – to określenie, w kontekście wieku członków zespołu, bardziej niż uzasadnione – mają w małym palcu, o czym świadczy nie tylko bogate instrumentarium, ale przede wszystkim zręczne posługiwanie się podstawową dla gatunku emocją: nostalgią, co znajduje najbardziej wyraziste potwierdzenie w wydanych dotychczas singlach: masywnym Little Lion Man, w którym słychać wyraźne inspiracje Springsteenem i które tym samym stanowi coś na kształt odpowiednika wyspiarskiego Frightened Rabbit, oraz pluszowe Winter Winds. Oba nagrania posiłkują się zupełnie różnymi środkami wyrazu – pierwsze buduje panoramę, przestrzeń, drugie jest introwertyczne i skupione – a mimo tego wypadają przekonująco, świadcząc o dojrzałości ich autorów. Nie wszystkie utwory są jednakowo satysfakcjonujące: Thistle & Weeds czy Awake My Soul są bezbarwne i mdłe, ale ich wady rekompensowane są przez piękne kompozycje pokroju nagrania tytułowego bądź White Blank Page, gdzie precyzję songwritingu dopełnia spójność rozdzierającego liryzmem przekazu, optymistycznego i kojącego.

7/10

<<na potrzeby „Teraz Rocka”>>

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. żadne tam Fleet Foxes – The Tallest Man On Earth;]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: