Słodko-gorzkie podsumowanie roku 2009 – część pierwsza (część na opak, czyli „Słodko-gorzkie” w wersji z lekka przaśnawej)


Czas się ujawnić. Te wszystkie Animal Collectivy, The Xxy i Grizzly Beary to jedynie przykrywka właściwych muzycznych zainteresowań. Uczę się na pamięć nazw najmodniejszych zespołów z Pitchforka, by brylować nimi w towarzystwie, gdy piszę recenzje przygotowywanych przez nich płyt tłumaczę na język polski to, co napisały o nich obcojęzyczne niszowe magazyny (minimalizując tym samym ryzyko, że ktoś odkryje ten wybieg), ale tak naprawdę nie mam najmniejszego pojęcia, o co chodzi w  niezalu. Bo pop is the only one thing that matters. Czego dowód poniżej: lista dwunastu (na każdy miesiąc) najlepszych popowych kompozycji AD 2009, czyli co by było, gdyby Słodko-gorzkie prezentowano na Vivie.

12. Cascada „Evacuate the Dancefloor”

Ponoć w 2009 roku coś takiego, jak guilty pleasure nie istnieje, ale w tym przypadku trudno znaleźć bardziej adekwatne określenie. O ile pozostałe 11 numerów da się z powodzeniem obronić (a niektóre z nich mogłyby rywalizować w zwyczajnym zestawieniu najważniejszych piosenek), o tyle dla Evacuate the Dancefloor trudno znaleźć jakiekolwiek wytłumaczenie. To numer tak zły, że aż dobry: począwszy od samej wokalistki i jej fatalnego looku (pasemko!) przez udział quasi-Eminema po ogólne wrażenie próby skonstruowania czegoś na kształt europejskiego odpowiednika LadyGagi.

UK #1, Europe #4, US #25

11. Nelly Furtado „Manos al Aire”

Nelly oparła się pokusie nagrania Loose part 2 (przed czym z kolei nie uchronił się jej mentor Timbaland, który przygotował koszmarek pt. Shock Value 2) i zamiast kontynuowania kariery w wersji R&B diva wróciła do klimatów, z którymi kojarzona była na początku swej muzycznej drogi. Hiszpańskojęzyczna płyta Mi Plan to zbiór konwencjonalnych radiowych piosenek, ale Nelly nie jest już  niebieskim ptakiem: to kobieta, która przejechała się na facetach i wie, że życie to nie je bajka. Zostało jej tylko podnieść ręce do góry. I przejechać traktorem przez pół miasta.

Europe #8, US Pop #1

10. Ke$ha „Tik Tok”

Zaczynała wiosną od featuringu u Flo-ridy w zeszmaceniu parkietowego klasyka You Spin Me Round (Like a Record), a już na początku roku ma pojawić się jej debiutancki album. W tej dziewczynie nie ma ani grama prawdy, jest od początku do końca spreparowana: rozpustna, zbuntowana, myjąca zęby Jackiem Danielsem, czyli rozpisana na wyobrażenie przeciętnej nastolatki o fajowym , bezproblemowym życiu. I choć irytuje niesamowicie, to refren ma nieprzeciętny (to zasługa niejakiego Dr. Luke’a, o którym jeszcze będzie poniżej). Uwaga: protegowana P. Diddy’ego, mam więc nadzieję, że nikt mu tego, co napisałem powyżej, nie przetłumaczy, bo to źle skończyć się to może.

UK #5, Europe # 12 (na razie), US #1

9. Alexandra Burke feat. Flo-Rida „Bad Boys”

Oto jak się prowadzi showbiznes w Wielkiej Brytanii proszę Państwa. Skromna, urocza i bezsprecznie utalentowana Alexandra Burke wygrała minioną edycję brytyjskiego X-Factor (czyli czegoś na podobieństwo Idola), wprowadziła na szczyt świątecznej listy przebojów w 2008 roku przeróbkę Hallelujah z repertuaru Leonarda Cohena i … słuch po niej zaginął. Magicy od Simona Cowella przez dziewięć miesięcy uczyli ją wyglądać, ubierać się, malować, ruszać się, odpowiadać na pytania, zapewnili nauczyciela śpiewu (jakby w ogóle był potrzebny). Tak wyedukowana i zmieniona Olusia wyskoczyła we wrześniu z pierwszym solowym numerem, którego od pamiętnej polskiej jajecznicy (która przecież pokłosiem muzycznego reality show również była) dzieli wszystko. Tak na wszelki wypadek, żeby powiodło się w Stanach, zapewniono udział Flo-Ridy. Tak, to jedna wielka kreacja, ale przecież wszyscy o tym wiemy.

UK #1, Europe #4, US – nienotowana, ale to z pewnością się zmieni, premiera singlu tam już w marcu

8. Kelly Clarkson „My Life Would Suck Without You”

Najpierw było Respect Arethy Franklin, czterdzieści lat potem laureatka pierwszej edycji amerykańskiego Idola nagrała jego repryzę, popową miazgę Since You Been Gone, feministyczne wyznanie wolności. W tym roku Kelly powróciła z kolejną płytą, promowaną właśnie przez My Life…, który – całkiem słusznie – stanowi efektowną kontynuację jej największego dotąd światowego hitu. Uwagę zwraca przede wszystkim masywny refren, który stanowił soundtrack dla pewnie niejednej dziewczyny w ferworze walki z przedstawicielami płci przeciwnej. Za numerem stoi wspomniany już przeze mnie Pan Złota Rączka, czyli Dr Luke (on też napisał Since You Been Gone). Dodatkowe punkty za to, że Kelly wygląda jak normalna dziewczyna, a nie jak wieszak, a także za singel numer dwa I Do Not Hook Up, promocję czystości seksualnej na szczytach list przebojów.

UK #1, Europe #3, US #1

7. Mini Viva „Left My Heart In Tokyo”

Motywy azjatyckie zawsze nieźle się sprzedawały, dlatego nie dziwi, że sięgnął po nie producencki tandem Xenomania, współpracujący między innymi z Girls Aloud, Kylie Minogue czy Cher. Left My Heart in Tokyo to czarny koń tego roku, który przeszedł zupełnie niezauważony poza Wyspami, ewokujący tęsknotę za nieskomplikowanym disco lat 70. A poza tym: w samych dziewczynach z Mini Viva jest coś frapującego – czy to nazwa, czy mocne barwy czy nietypowy imidż, trudno ocenić. A tak przy okazji: Xenomania na 2010 przygotowuje kolejny atak (Brian Higgins i Miranda Cooper wzięli pod swoje skrzydła między innymi synów Nicka Rhodesa z Duran Duran). Zresztą ….

UK #7, Europe #21

6. The Saturdays „Ego”

… na Mini Viva nie kończą się tegoroczne perfekcyjne strzały Xenomanii. Girls Aloud przebywają w uśpieniu (Cheryl robi karierę solową, Sarah została gwiazdą reality show i chciałaby zagrać dziewczynę Bonda), Sugababes zbłaźniły się zastanawiającymi roszadami personalnymi, a ich tegoroczne single urwane z podrzędnej dyskoteki pozostawiają wiele do życzenia, w związku z czym Oscar goes to The Saturdays. Sprawę utrudnia nieco fakt, że dość nietrafnie skompletowano skład, bo trzy z pięciu pań są odróżnialne dopiero po dłuższym kontakcie, co właściwie ma też swoje dobre strony. Ego to ich pierwszy taaaaki hicior (ten beat! te klawisze!), wcześniej raczej prezentowały się raczej przeciętnie serią cukierkowych balladek i podrzędnych melodii. I znów dostaje się facetom, tym razem chodzi o przerośnięte poczucie własnej wartości.

UK #17 (ale na razie tylko downloadami), Europe #54

5. Lady Gaga „Bad Romance”

Tu właściwie komentarze są zbyteczne, występ podczas SNL wyjaśnia wszystko. I nawet nie za bardzo przeszkadza, że nie do końca rozumiem, o co chodzi w teledysku, ani tym bardziej czemu panna Gaga chce być cekinowym kurczakiem.

UK #1, Europe #2, US #1

4. Pixie Lott „Boys and Girls”

Bodaj najbardziej bezpretensjonalna piosenka roku. Pixie Lott to taka Duffy, z tą różnicą że wygląda na 19 lat (bo tyle ma) a nie na 40 (bo taki jej robią makijaż). No i bez płaza w głosie. Jest urocza, lubi The Supremes i chciałaby, by Amy Winehouse przestała ćpać. No i te nogi! Pod Boys & Girls podpisał się niejaki Phil Thornalley (ex The Cure), co biorąc pod uwagę imprezowy sens kawałka jednak zastanawia.

UK #1, Europe #10

3. Shakira „She Wolf”

Shakira Isabel Mebarak Ripoll – jak sama twierdzi – znudziła się estetyką latino i ze świadomością posiadania pierdyliarda zielonych na koncie zajęła się czymś „trudniejszym” (a przynajmniej „trudniejszym” w kontekście swej dotychczasowej działalności), co szczytów list przebojów nie przyniesie, ale za to pozwoli brylować na Porcysie. Zarzuciła fantastyczne wdzianko, zawstydziła plastycznością swego ciała Merkatball, a jakby przy okazji tych przebieranek zarejestrowała numer, w którym fantastyczne (DFA beat niemalże) przeplata się z tandetnym (co-to-za-wycie-w-refrenie?). Na szczęście elementów fantastycznych jest w tym numerze więcej (znów refren, genialny w swej banalności), co pozwala przyznać mu w tym roku brązowy medal. Acha, na liście płac figuruje Sam Endicott, wokalista The Bravery, który w sumie dobrze, że znalazł sobie nową robotę, bo jego macierzysty zespół cienko przędzie (choć ma na swym koncie taki killer i taki killer).

UK #4, Europe #2, US #11

2. Black Eyed Peas „Meet Me Halfway”

Black Eyed Peas zespołem new-romantic? Czemu nie? Prawdopodobnie to najbardziej spektakularny make-over roku, którym zasłużyli sobie na dozgonny diss hip-hopowego betonu. W sumie trudno się dziwić: zaczęło się fatalnym Boom Boom Pow, potem zaserwowano satysfakcjonujący jedynie na parkiecie najlepiej sprzedający się singel roku, w którym za sterami producenckimi zasiadł David Guetta, ale – jak mówią: do trzech razy sztuka: Meet Me Halfway to najbardziej rozdzierająca i romantyczna piosenka, jaką karmiono w minionym roku pannice lat 14.

UK #1, Europe #1, US #7

1. Agnes „Release Me”

Przecież musiała wygrać Szwecja: to mekka współczesnego popu. W prostej linii Release Me to pochodna songwriterskiego Mount Everest spod znaku ABBY. To totalny klasyk, ma wszystko to, co świetne kompozycje pop mieć powinny: jest świetnie zaśpiewany (nie bez kozery nazywają Agnes szwedzką Leoną Lewis), ulotny, dziewczęcy, ale jednocześnie mocny i stanowczy, przecie tu o wolność chodzi, ucieczkę od złego chłopca. Nie ma co rozpływać się nad zaletami uzależniającego refrenu (wykorzystano tu nieczęsty patent: rozpoczęcie kompozycji właśnie od refrenu), nie ma co wyliczać kolejnych inspiracji (tych godnych zauważenia i tych godnych zapomnienia, w końcu Szwecja to kraj, w którym pewnie każdy ma wrodzoną zdolność pisania eurowizyjnych hitów), które doprowadziły do powstania Release Me. Zapraszam na parkiet (przecież chcieliście to zrobić już od co najmniej 8 pozycji, czyż nie?).

UK # 3, Europe #12, US Dance #1

PS. Mam jedynie nadzieję, że tym rankingiem ortodoksi nie poczują się obrażeni, przecież każdy kiedyś przełączy z MTV2 na MTV Hits. Już jutro w audycji Wasze podsumowanie roku (jeszcze do 24.00 można głosować, wysyłając mejle z dziesiątkami Waszych zestawień na maciek@radiokampus.waw.pl), a w kolejce czeka nas jeszcze podsumowanie filmowe roku, podsumowanie najlepszych singli i najlepszych płyt roku 2009.

Advertisements

komentarze 2

  1. Hehe, widzę, że konkurujesz z Kobietami za konsolety!
    Co do Cascady, no cóż, akurat nie jestem entuzjastką, ale to akurat nie jest ważne – a propos perfidnej próby wykreowania Lady Gagi 2 – bawią te nieporadne odniesienia – check klip „Just Dance” i wejście tego gościa u Cascady – nawet siedzi identycznie na kanapie jak Colby O’Donis.

    Mini Viva wiadomo, obok Electric Red, mój ulubiony girlsband 2009. Doskonałość.

  2. Przyznaję, że Kobiety za Konsolety! stanowiły pewną inspirację, ale już od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem dokonania oficjalnego coming-outu, a podsumowania zawsze są ku temu idealną okazją, a Sylwester zdecydowanie przeważył szalę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: