Elegancja (Noah and the Whale „First Days of Spring” / Vertigo Records)


Pierwsze dni wiosny

Rok temu, za sprawą słonecznego hitu 5 Years Time, podarowali nam taneczny, wakacyjny folk. Nic nie wskazywało na to, że pojawi się jakakolwiek potrzeba przypomnienia o kwartecie, o którego podejściu najdobitniej świadczy fakt, że zaczerpnęli nazwę z twórczości jednego z najbardziej freakowatych i absurdalnych reżyserów, Noaha Baumbacha (przeczytajcie to na głos). Ale rzeczywistość jest dziwniejsza niż najperfekcyjniej rozpisane scenariusze, wystarczyło złamane serce (zerwanie Charliego oraz Laury Marling, prawdziwego skarbu brytyjskiego songwritingu) najprostsza ze wszystkich przyczyn. Już nie radość, a rozpacz wytyczają drogę Noah and the Whale. Już nie przepych aranżacyjny a subtelność wyróżniają ten krążek z grona im podobnych. To przejmująca, poruszająca historia końca, przeprowadzona z podziałem na rozdziały i podrozdziały, etapy i części. Od bólu po utracie bliskiej osoby (wymownie zatytułowane I Have Nothing czy My Broken Heart) przez zaprzeczenie, ale i przeświadczenie o finale tej historii (Love Of An Orchestra, z eksplozją wielogłosów, sugerującą powrót nadziei), gniew (Stranger) po pierwsze promyki optymizmu (My Door Is Always Open). Mozolna rekonstrukcja samotności i odnalezienia w niej najistotniejszej wartości. To pierwsze dni wiosny, a moje życie zaczyna się od nowa. Historia starsza niż świat, w gruncie rzeczy banalna, ale dotycząca każdego z nas. Gdyby teraz londyńską filmówkę opuszczał jakiś następca Mike’a Newella, o podobnej wrażliwości na drugiego człowieka, lekkości realizacji powtarzalnych historii, życzliwej obserwacji bohaterów, powinien przyjąć First Day of Spring jako inspirację do przeprowadzenia romantycznej historii, niekoniecznie kończącej się oczywistym happy endem, ale przez to pokrzepiającej (zresztą Fink nakręcił również krótkometrażowy film, w którym wykorzystuje piosenki zgromadzone na albumie, a jego bohater – co nie zaskakuje – nosi ogromne gogle, wyciągnięte niemiłosiernie swetry i jeździ na zdezelowanym rowerze). W swej plastyczności drugi album Noah and the Whale stanowi naturalną kontynuację muzycznej elegancji spod znaku Lambchop, nastawionej na szczerość i swobodę, rozprawiającej się z bólem z należną mu uwagą i doniosłością. I nawet jeśli operuje zgranymi do cna środkami (płaczące smyki, przestrzenne harmonie wokalne wprowadzające jasność), to tragizm historii za niej ukrytej nie pozwala spojrzeć na niego inaczej niż na egoistyczne katharsis, na które zdobyłby się każdy z nas, gdyby tylko grał w fajowej brytyjskiej kapeli.

8/10

Reklamy

Komentarze 2

  1. […] 13. Noah and the Whale „First Days of Spring” Zobacz więcej […]

  2. […] piękne płyty, rozstania katalizują emocje. Przećwiczyliśmy to w minionym roku na przykładzie drugiego wydawnictwa projektu Noah and the Whale, The First Days of Spring, którym wokalista zespołu Charlie Fink zamykał związek z Laurą […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: