Kropki, kreski (The XX „xx” / Young Turk Records)


Bo najważniejsze dzieje się poza jakimikolwiek cool lists… Rok 2009 pokazał, że to, co jeszcze na jego początku typowane było na wydarzenie, takim wydarzeniem stać się wcale nie musi (przez przyzwoitość nie wymienię nazwisk). I odwrotnie: to, co pomijane przy okazji prognoz, bo nieekspansywne, bo nie ma poparcia wielkiej wytwórni, bo nie ma znajomości w poczytnych magazynach, przykuwa uwagę najmocniej.

Wygrywać można na różne sposoby: świetnymi refrenami, mistrzowską produkcją, majtkami pokazanymi na pierwszej stronie The Sun. Kwartet The XX fascynuje jednak zupełnie czymś innym: skromnością i wstrzemięźliwością. I to przekornie: jego członkowie ukończyli prestiżową londyńską Elliot School, z której wywodzą się najgorętsze nazwiska alternatywnego brytyjskiego świata, podpatrywali pracę producentów, których określa się mianem rewolucjonistów, mieli możliwość zaangażowania ich do realizacji debiutanckiego materiału. Odmówili jednak i postanowili przygotować całość na własną rękę. Gdzieś pokątnie, niemal przypadkowo, w nieużywanych pokojach niewielkiej wytwórni płytowej. Edukacja i doświadczenie pewnie podpowiadały im, że są w stanie nagrać płytę skrzącą się pomysłami, która swą biegłością zawstydziłaby wszystkich. I znów poszli inną ścieżką, rejestrując piosenki intymne, odmawiające jakichkolwiek przyporządkowań gatunkowych. Zbudowane z motywów, punktów, impresji, nic nieznaczących samotnie elementów, które zestawione razem stwarzają iluzję skomplikowania. Ale to tylko iluzja, nic więcej, prostota jest podstawowym wyznacznikiem twórczości The XX.

Wspólnym mianownikiem płyty jest dialog pomiędzy Romy i Olivierem – dialog równorzędnych kochanków, wyciszony i skupiony, zbudowany na obrazach-kalkach: spacerach w deszczu, zdradach, wspólnych seansach filmowych. To ten właśnie dialog otwiera drogę do porównań: warstwa wokalna przywołuje skojarzenia choćby z Mazzy Star. Minimalistyczna sekcja rytmiczna ewokuje rozwiązania stosowane przez producentów z kręgu R&B. Partie gitar to trochę spaghetti westerny, trochę Wicked Game Chrisa Issaka (bliźniacze podobieństwo w Infinity), a trochę czułe kołysanki kończące płyty The Cure. Gdzieś miga stylizowany na pozytywkowy motyw, ujmujący całość w klamrę bajki (VCR), gdzieś całość prowadzi repetycja partii fortepianu (surowe, pozbawione jakichkolwiek ozdobników Stars). Ten konglomerat inspiracji, wypisany na papierze, nie zbliża się nawet o odrobinę do uzależniającej, sennej, na w poły dotykalnej, na w poły nieistniejącej magii The XX. Kiedy wybrzmiewa ostatni akord, powracasz do pierwszego. Znowu. I nie wiesz, dlaczego.

8/10

PS. I dzięki za cierpliwość. Sprawy uregulowane, będę powracać.

Reklamy

Jedna odpowiedź

  1. […] 05. The xx” XX” Zobacz więcej […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: