Indie boysband (Hockey „Mind Chaos”, Virgin Records)


Debiut Amerykanów z Hockey to wyraziste potwierdzenie tego, jak bardzo na przestrzeni ostatnich lat indie rock uległ pauperyzacji. Bohaterów niniejszej recenzji nieustannie porównuje się z The Strokes, ale nawet średnio bystry obserwator gitarowej sceny muzycznej po zapoznaniu się z Mind Chaos potwierdzi, jak wielkim uproszczeniem jest to zestawienie. Choć uproszczeniem niepozbawionym podstaw: dla obu zespołów początek historii muzyki datuje się na mniej więcej w okolicach 1977 roku, wraz z nadejściem tzw. nowej fali. I niby chodzi im o to samo: dziewczyny mają tańczyć. O ile jednak The Strokes przywłaszczyli sobie brud i drapieżność tamtej dawnej estetyki bez specjalnych modyfikacji, nadając jej przebojowy sznyt, o tyle Hockey przefiltrowali dawne ideały przez wrażliwość zbudowaną o tę jedną godzinę bezmyślnego MTV codziennie. Dziwi, że nikt jeszcze nie określił ich indie boys-bandem, bo zasługują na to miano bezapelacyjnie. Są piękni, świetnie ubrani, z perfekcyjnymi fryzurami – niby The Strokes mieli tak samo, ale towarzyszyła im pewna tajemnica, przynależna pionierom. Hockey są od początku do końca przewidywalni, podani na tacy, tak, by w spotkanie z nimi nie trzeba było inwestować specjalnego wysiłku. Biorąc pod uwagę, że chłopcy wyrośli z kultury do-it-yourself, nie posądzam ich o wykalkulowaną strategię marketingową, obliczoną na sporą liczbę złamanych serc dziewczęcych. Wręcz przeciwnie: Mind Chaos jest w naturalny sposób bezpretensjonalne, i przez to niezwykle urokliwe. Pierwszy singel, Too Fake, zwodzi, kondensując szaleństwo (i tu bodaj najbliżej jest im do LCD Soundsystem, na inspirację którym tak chętnie się powołują), ale zaraz potem pojawia się  prostolinijne Song Away, bezdyskusyjny kandydat na przebój, wyłuskany – o czym w artykule powyżej – przez zabijający wszelaką kreatywność format muzycznej telewizyjnej. I gdyby rozpatrywać debiut Hockey z perspektywy postawionego celu, to udało się im w 100% – dystans, ironia (zwróćcie uwagę na celnie portretujące blogerską społeczność teksty) i zabawa, również przyjętą konwencją. Nie mamy tu jednak do czynienia z jakąkolwiek wartością dodaną – oczekiwanie od tego krążka czegokolwiek innego niż luzu może świadczyć o naiwności, względnie niezaspokojonej potrzebie przełomu. Na ten w wypadku Hockey należy jeszcze poczekać. Choć zapewne nigdy nie będzie mieć miejsca.

5.5/10

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: