Tańcz, głupcze, tańcz (Wild Beasts „Two Dancers” / Domino Records)


Ten rok – w kontekście płyt – jest prawie tak bardzo zły, jak rok poprzedni. Owszem, pojawiło się wiele krążków, które trzymają istotny poziom, którym zarzucić nie można nic szczególnego i które zwyczajnie się bronią jakością zgromadzonego na nich materiału (wystarczy przejrzeć archiwum bloga, by dociec, o jakich płytach piszę). Ale nieproporcjonalnie mało jest płyt, które prowadzą od początku do końca. Które wstrząsają, bądź mają nieprzeciętny wymiar rozrywkowy. Tak, takich płyt jest niewiele. Na szczęście dla zdezorientowanych ogólnym poziomem artyzmu (wersja dla zaangażowanych)/piosenkopisarstwa (wersja dla nieoczekujących zbyt wiele) pojawiają się takie wydawnictwa, jak Two Dancers i jakiekolwiek dywagacje typu „nuuuda” przestają mieć sens.

Trudno jednoznacznie ocenić, w czym tkwi siła drugiej płyty Brytyjczyków z Wild Beasts, ale bliższy kontakt z tym wydawnictwem przekonuje, że to krążek z krwi i kości. Przemyślany, świetnie rozegrany, choć akurat te argumenty nie mają swych źródeł w doświadczeniu, a w emocjach. Jest coś takiego w Two Dancers, co przyciąga. Coś, czego nie wahałbym się nazwać prawdą. Przez duże P.

Jak wiele zależy od okoliczności pozamuzycznych, czegoś wpisanego pomiędzy taktami/wersami. Owszem, piosenki są tu nadzwyczaj piękne, pewne siebie, lśniące (weźmy takie Hooting & Howling, romantyczne w dawnym, dobrym stylu). Niby niemodne (czy posiłkowanie się gitarami zasłyszanymi na płytach Orange Juice może być uznane za szczyt bycia cool?), a jednak z czujnością wyłapujące najnowsze trendy, choć dyskretnie ukrywające je przed erudytami (vide nie do końca oczywiste nawiązania do afrobeatu). I przez to niezwykle skromne, poruszające, przekornie taneczne (to kolejny w ostatnim czasie album, na którym sekcja rytmiczna ustawia całą orkiestrę i to mimo pozornego wysunięcia na przód partii gitar właśnie). Ale nie tylko to zachwyca – świetnie wybrzmiewa kontrast pomiędzy głównymi głosami zespołu: Haydenem Thorpem (skojarzenie z timbrem Anthonym’ego Hegarty’ego czy nawet neurotycznością Bretta Andersona nasuwają się same) i Tomem Flemmingiem, którego słuchacz mojej audycji zestawił z Peterem Murphym z Bauhaus. Dwie strony tej samej historii, plątanina skojarzeń, słodkie i gorzkie. A może tylko gorzkie? I jeszcze te dosadne, rozpustne słowa o tańczących fiutach czy innych szczegółach anatomicznych pospiesznych kochanków, z których jeden stoi zawsze na straconej pozycji. Wzniosłe i brudne zarazem, absurdalne. I których szczerość uwiera.

Two Dancers to piękna indie-popowa płyta. Złożona z elementów, które oddzielnie raziłyby sztucznością, a razem stanowią dopełniającą się, satysfakcjonującą układankę.

9/10

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. […] roku 2009 słuchaczy "Słodko-gorzkich" (Radio Kampus, 5 stycznia 2010, godz. 21.00)Tańcz, głupcze, tańcz (Wild Beasts "Two Dancers" / Domino Records)Dziesięć powodów, dla których należy zobaczyć "Rewers" (reż. Borys Lankosz)"Walc z Baszirem" […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: