Nowoczesność vs przeszłość („Wojna domowa”/”Easy Virtue” reż. Stephan Elliott, dyst. Best Film)


Anglia, lata XX ubiegłego wieku. Młody panicz z podupadającej arystokratycznej rodziny, John Whittaker, powraca do swej rodzinnej rezydencji po dość długiej nieobecności. John ma „drobną” niespodziankę: podczas pobytu we Francji ożenił się z Amerykanką Laritą, uosobieniem zła wszelakiego: jest znacznie starsza od swego męża, nosi spodnie, kopci jak smok, zawodowo bierze udział w wyścigach samochodowych, a John nie jest jej pierwszym mężem. Wyzwolona z konwenansów dziewczyna zrazu zyskuje sympatię służby (z którą natychmiast się zaprzyjaźnia) oraz ojca Johna, który po traumatycznych przeżyciach I wojny światowej wycofał się właściwie z jakiejkolwiek aktywności. Z kolei, matka Johna nie poddaje się niezaprzeczalnemu urokowi Larity (słowo nienawiść wydaje się być tu odpowiednim), co nieuchronnie musi doprowadzić do konfrontacji skostniałego porządku z nowym…

Wojna domowa to film tak konserwatywny, jak konserwatywna jest rodzina Whittakerów. W każdej scenie czuć teatralny rodowód filmu, a całość opiera się właściwie na dwóch mocnych podstawach: ciętych bon motach i doskonałym aktorstwie. Film skrzy się dowcipem z najwyższej półki, ciętymi ripostami, pełnymi aluzji. Jednak nawet najlepsze dialogi przepadłyby, gdyby zatrudniono niedobrych aktorów. Główne protagonistki: Kristin Scott Thomas i Jessica Biel są jednak R-E-W-E-L-A-C-Y-J-N-E. Obie prezentują cały zestaw min wyrażających wściekłość, zdumienie, radość, zadziwienie – choćby dla tych min właśnie warto zobaczyć ten film. Nawet jeśli wbijają szpilę swej przeciwniczce robią to z gracją i wyczuciem. Thomas świetnie wygrywa uczucia bohaterki, która czuje, że jej wiktoriański porządek przestaje być aktualny. Prawdziwym objawieniem jest tu jednak Biel, która do tej pory kojarzona była z durnymi komedyjkami: jej Larita jest pewna siebie, przebojowa, ale to pogodzenie z życiem wymagało nie lada pracy, wszak skrywa mroczną tajemnicę z przeszłości. Fantastyczny jest również Colin Firth jako flegmatyczny pan domu (?), wyjęty spod sztancy wyobrażeń przeciętnego Europejczyka Anglik, który oddał całą władzę swej żonie i tylko niczym grecki chór komentuje wydarzenia. Ale tylko jego stać będzie na rozsądną ocenę całej sytuacji i dokonanie właściwego wyboru.

To brawurowo przeprowadzona opowieść, właściwie bez miejsca na oddech. Nie dajcie się zwieźć plakatowi reklamującemu film: Wojna domowa nie jest kostiumową komedią romantyczną. To obraz o postaciach z krwi i kości, które nie tracąc pogody ducha muszą mierzyć się z każdym dniem. I o tym, co kino interesowało od zawsze: jak pogodzić to, co stare, z tym, co nowoczesne. Doskonała rozrywka.

8/10

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. […] Za najlepszą komedię roku 2009, choć tak bardzo nie na czasie. Zobacz więcej. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: