Alter ego (Julian Plenti, Julian Plenti Is… Skycraper; Matador)


Za każdym razem, kiedy artysta decyduje się na posiłkowanie się dziwaczną w gruncie rzeczy koncepcją alter ego, zachodzi podejrzenie, że chce odwrócić uwagę słuchacza od faktycznej (w domyśle: niezadowalającej) jakości przygotowanego materiału. Bat for Lashes wymyśliła sobie puszczalską Pearl, w sumie nie wiadomo po co, bo przecież Two Suns, druga płyta artystki, na której rzeczona Pearl się objawiła, to udana kontynuacja debiutu. Z kolei niejaka Bejonse ostatnio przepoczwarzyła się w Sashę Pierce, czego skutek był co najmniej opłakany – gdyby nie te nooooooogi i teledysk do Single Ladies (nie wspominając o samej piosence, Aretha może odchodzić w spokoju!, tylko powrót Destiny’s Child mógłby przysłonić niewypał.

Na co Paulowi Banksowi, na co dzień wokaliście i gitarzyście Interpol, Julian Plenti też do końca nie rozumiem. Sam zainteresowany twierdzi, że chciał zacząć od nowa, tak by ludzie nie kojarzyli przygotowanego materiału z jego poprzednimi dokonaniami. Pomysł nie został przeprowadzony szczęśliwie: Paul Banks będzie zawsze Paulem Banksem i wszelkie przebieranki na nic się zdadzą. Artysta ma najwyraźniej w krwiobieg wpisane tendencje depresyjne (to zupełnie niezrozumiałe, człowieku, sypiasz z SUPERMODELKĄ Heleną Christensen, to ona grała kochankę Chrisa Isaaka w klipie do Wicked Game): w jego wykonaniu What a Wonderful World stałoby się ilustracją muzyczną konduktu pogrzebowego. Julian Plenti buduje jednak mroczny klimat zupełnie innymi środkami, niż zwykł to robić Paul Banks. Zamiast ścian gitar, hipnotycznych repetycji, mamy samplowane, pokiereszowane partie instrumentów, w tym także partie samego wokalu (ktoś tu wziął lekcje śpiewu!), które niemalże wtopiono w całokształt. Całokształt syntetyczny, co w tym wypadku nie jest synonimem „taneczny”: materiał powstał bowiem przy użyciu komputerów. Więcej tu też dbałości o różnorodność: smyki i akustyka w On the Esplanade, klawisze we Fly As You Might, praktycznie nieobecne w twórczości Interpol, wskazują, że dla Banksa Julian Plenti jest szansą nie tyle na autokreację, co na wyjście poza ścisły, nie dający się łatwo naruszyć, a przez to pełen ograniczeń, schemat wypracowany prze kwartet na przestrzeni trzech wydanych dotąd płyt. Zaskakuje, jak te same środki mogą służyć do budowania przeciwstawnych nastrojów – czułość w Skycraper dopełniana jest przez zapowiedź konfrontacji w singlowym Games for Days. Najmniej spodziewanym jest na wskroś popowy Unwind, które stanowi afirmację życia, a nie jego zaprzeczenie i rozwija się w nakręconym dęciakami (!!!) szalonym pędzie z nieznanym bliżej końcem. To płyta o tyle złożona, że wyciągnięcie czegokolwiek przed nawias jest właściwie niemożliwym, bo jak porównać nienaturalną przebojowość Fun That We Have ze zrezygnowaniem tkwiącym w każdym takcie H? Niemniej jednak, Julian Plenti Is… Skrycraper udowadnia ponad wszelką wątpliwość, jak piekielnie zdolnym (i jednocześnie: piekielnie ambitnym) twórcą jest jej autor, czym jednocześnie stanowi szansę, że po rozczarowującym, ostatnim albumie, Interpol, odświeżony o nowe doświadczenie swej siły sprawczej, wróci na właściwe tory.

7/10

Reklamy

komentarze 2

  1. Płyta dla mnie świetna. Fajnie, że próbuje innych rzeczy niż z Interpolem. Jego głos naprawdę robi wrażenie. I nie jest do podrobienia – od razu słychać, że to Banks. Ale w najwyższej formie

  2. To prawda, poza zespołem radzi sobie równie nieźle, choć jednak inaczej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: