Płyty na ostatni dzień wakacji.


Dziś ostatni dzień wakacji, więc i dziś parę płyt, które w wakacje mi towarzyszyły, ale do tej pory moja sympatia do nich na blogu nie została ujawniona.

God Help the Girl „God Help the Girl” (Matador/Sonic Records)

Filmu jeszcze nie ma, ale za to jest już ścieżka dźwiękowa. Stuart Murdoch, na co dzień mózg operacji pod tytułem Belle & Sebastian, jest autorem libretta (o ile tak to można określić) do musicalu zatytułowanego – niespodziewanie! – God Help the Girl. Premiera obrazu nastąpić ma gdzieś w okolicach końca 2010 roku, ścieżką dźwiękową możemy cieszyć się teraz. I choć szczegóły scenariusza filmu są wciąż bliżej niesprecyzowane, to na podstawie ścieżki dźwiękowej można jakieś wnioski w tym temacie wyciągnąć. Obstawiam, że będzie tak: dziewczyna (niech będzie, że Alice) przyjeżdża do dużego miasta, którym jest zachwycona, ale którego jednocześnie się boi. Spotyka parę życzliwych jej dusz, ale na jej drodze staje jakiś niedobry chłop, który namiesza jej w głowie tylko po to, by zaraz ją porzucić (dziewczynę, nie głowę). Alice na chwile się podda, ale z pomocą przyjaciół dokopie draniowi, z na końcu znajdzie pracę, faceta, który jest uosobieniem cnót wszelakich, i będą żyć długo i szczęśliwie.

Scenariusz oczywiście może być zgoła inny (powyższa propozycja to pójście po linii najmniejszego oporu), ale z pewnością to będzie dziewczyński film. Bo płyta jest baaardzo dziewczyńska. Żadnych tam krzyków, wrzasków, tylko eteryczne, ładniuchne letnio piosenki. Pełne wdzięku, za sprawą zaproszonych do projektu pań: prym wiedzie tu niejaka Catherine Ireton, której delikatność przywołuje skojarzenia z Niną Persson na wysokości pierwszych dwóch płyt The Cardigans. Pojawia się również parę innych pań, a dla przeciwwagi Neil Hannon z The Divine Comedy, co by na chwilę zdarzyło się straszno, a przynajmniej groteskowo. Premierowe kompozycje, które właściwie mogłyby zostać podpisane „Stuart Murdoch solo”, to kolejna już wycieczka o cztery dekady wstecz, kiedy pop to był POP: rozbudowany, przebojowy, melodyjny, rozbuchany, wzruszający i cieszący zarazem (jakoś Sława Przybylska przychodzi mi do głowy). Na God Help the Girl znalazło się również miejsce na znane już dobrze kompozycje macierzystego zespołu Stuarta, w tej kategorii wypada najlepiej Funny Little Frog. Choć właściwie znamy to wszystko na pamięć, to kolejny raz poddajemy się urokowi  ulotnych kompozycji. Zdecydowanie: nie tylko dla dziewczyn w powłóczystych sukienkach do samej ziemi.

7/10

Regina Spektor „Far” (Sire/Warner)


Pitchfork zjechał, NME zjechało, a Q i Guardian wręcz przeciwnie. Może faktycznie metryka jest u mnie niezgodna ze stanem duch, ale jestem zdecydowanie po stronie tej drugiej grupy, choć doskonale rozumiem przeciwników tego krążka. Bo gdyby spojrzeć na Far z perspektywy poprzednich krążków Reginy, można odnieść wrażenie, że to krok w bok, o ile nie do tyłu. Bo wszystko tu takie wygładzone, ładne i wypolerowane, zupełnie inne niż miało to zwyczaj być wcześniej – Regina to kolejna dziewczyna z fortepianem, nie operowała jednak słodyczą, a czymś w rodzaju rozedrgania i niepewności. Far to więcej niż tylko obowiązujący flirt z popową, łatwą konwencją. To całkowite jej się poddanie. Ale nawet w tym ułatwionym środowisku panna Spketor bryluje i czuje się jak ryba w wodzie. Napisała parę przebojów (jak choćby Laughing With czy Two Birds), obśmiała modę na lata osiemdziesiąte (doskonale ironiczne Dance Anthem of the 80’s, które świadczy o doskonałym wyczuciu i pewności siebie), zakochała się, odkochała, a teraz jest jej w ogóle bardzo dobrze. Jeśli Kate Nash nie chce, byśmy zapomnieli o niej wraz z drugą płytą, powinna przygotować coś w rodzaju Far właśnie, coś co stanowi kompromis pomiędzy szczytami list przebojów a własną, introwertyczną stylistyką. To trochę wstyd porównywać Nash do Spektor, to mimo wszystko inne kategorie wagowe, nie jest jednak tajemnicą, że obie panie to psiapsióły, a sama Regina stwierdziła, że marzy jej się prawdziwy hit. Pewnie dlatego też na liście płac pojawia się Jacknife Lee (wcześniej: U2 czy Snow Patrol) a także Jeff Lynne, lider fabryki przebojów znanej jako Electric Light Orchestra. Sprzedaż płyty pokazuje, że decyzja o rewitalizacji wizerunku była decyzją co najmniej dobrą (pierwsza trójka w USA, dziesiątki w Szwecji i w Australii). Ale chyba jeszcze bardziej od faktu, że Spektor skojarzyło znacznie więcej ludzi, cieszy, że być może tylko na chwilę, ale jednak zawsze, porzuciła nostalgię i nonszalancję na korzyść radości. Takiej zwykłej, ludzkiej radości, z prostych i banalnych w gruncie rzeczy zdarzeń: niebieski fortepian, pyszna poranna kawa, burza loków.

8/10

The Phenomenal Handclap Band „The Phenomenal Handclap Band” (Friendly Fire)


TV on the Radio, Jon Spencer Blues Explosion, Calla, Mooney Suzuki, The Dap Kings (band Amy Winehouse) and many many more. The Phenomenal Handclap Band (dodatkowy punkt za nazwę) to najmocniejsza w tym roku w indie-światku supergrupa. Radosna zgraja. Punktem wyjścia jest groove rodem wyjęty z najmodniejszych w Nowym Jorku w latach siedemdziesiątych klubów. Tu rytm jest odmieniany przez wszystkie przypadki, ale jednocześnie stanowi podstawę do realizacji najbardziej szalonych pomysłów aranżacyjno-produkcyjnych. Paradoksalnie, to nie jest muzyka taneczna wprost, raczej przez serię skojarzeń zabiera w dziwaczną podróż. Jak zwykle w przypadku tego typu projektów, bądź co bądź jednorazowych, przyjęta konwencja ułatwia podjęcie przez autorów nawet najbardziej ryzykownych/nienaturalnych kroków. Sporo tu wariactwa, zważywszy, że (niech będzie) to wykrzywione disco wygrywane jest na gitarach. Bywa niestety zbyt zachowawczo, szczególnie w kwestii temp: są momenty, w których aż niewyobrażalne, że takie mózgi nie wpadły na pomysł, by z deczko przyspieszyć. Słychać niezaprzeczalny potencjał, szczególnie w tych numerach, które albo pogrążone są w radosnej psychodelii (genialne 15 to 20 czy Tears) albo zaskakują sprawnością godną najmocniejszych soulowych wyjadaczy (Dim the Light). A może to po prostu miał być eksperyment, odpoczynek od podstawowych projektów członków bandu, a nie żadna tam chęć złożenia hołdu złotym czasom muzyki tanecznej?

6/10

Advertisements

komentarze 3

  1. dzięki za The Phenomenal Handclap Band:)

  2. Cała przyjemność po tej stronie 🙂

  3. […] Płyty na ostatni dzień wakacji. Słodko-gorzkie – PeopleRank: 12 – 31-08-2009 … Jeśli Kate Nash nie chce, byśmy zapomnieli o niej wraz z drugą płytą, powinna przygotować coś w rodzaju Far właśnie, coś co stanowi kompromis pomiędzy szczytami list przebojów a własną, introwertyczną stylistyką. To trochę wstyd porównywać… Osoby wymienione : Regina Spektor  Amy Winehouse  + głosowanie […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: