Wielki kryzys („Wrogowie publiczni” reż. Michael Mann, dyst. UIP)


John Dillinger to jeden z najbardziej rozpoznawalnych gangsterów działających w czasie Wielkiego Kryzysu. We Wrogach publicznych poznajemy go w chwili, gdy w przewrotny i widowiskowy sposób odbija z więzienia swoich wspólników. Po sprawnej i (oczywiście) udanej operacji panowie udają się do Chicago, gdzie znajduje się ich kolejny cel (czytaj: bank). Przy okazji w prawdziwie polskim mieście Stanów Zjednoczonych John spotka Billie, szatniarkę, w której zakocha się bez pamięci, ze wzajemnością zresztą. Pętla na szyi dość niefrasobliwego Johna zaczyna się jednak zaciskać – FBI, którego narodzin jesteśmy świadkami, a powstało przez takich jak Dillinger, depcze bohaterowi po piętach, eliminując poszczególnych jego współpracowników…

Najsłuszniejszym określeniem Wrogów publicznych jest słowo … rzemieślniczy. To nic więcej niż sprawnie przeprowadzona rozrywka o Dawnych czasach, gdy nawet gangsterzy mieli zasady. Dillinger jest ujmującym, szelmowskim dżentelmenem – gdy napada na banki, nie zabiera pieniędzy, które właśnie wpłacają do kasy klienci, dla zmarzniętych urzędniczek, które właśnie porwał, ma w pogotowiu płaszcz, choć  sprawnie posługuje się pistoletem, nie zabija. Jest znacznie sprytniejszy niż agenci raczkującego dopiero FBI (scena, w której bohater bez specjalnych problemów przechadza się po federalnym biurze ds rozpracowania Dillingera, a nawet nawiązuje z agentami dialog, należą do najbardziej komicznych w filmie). Dziennikarze kochają jego poczucie humoru i błyskotliwość, Amerykanie szanują go za to, że co i rusz udaje mu się przechytrzyć skorumpowane elity, także państwowe, które w celu pojmania przestępców gotowe są do podjęcia najbardziej brutalnych i nielicujących z godnością urzędu kroków. Do tego Dillinger jest wrażliwy, romantyczny (nawet jego śmierć ma w sobie coś romantycznego). Nie dziwi więc, że widz w pojedynku głupie FBI kontra inteligentny Dillinger staje po stronie tego drugiego. Zresztą, scenariusz nie daje widzowi innej szansy. Poza Dillingerem (który też nie powala specjalną emocjonalną głębią), pozostałe postacie są papierowe, nudne i nieciekawe. Aktorstwo, które mogłoby uwiarygodnić całą historię i pomóc poznać więcej prawdy o samych bohaterach też niespecjalnie zachwyca – Johnny Depp jako Dillinger po prostu jest, Marion Cotillard (laureatka Oscara za rolę Edith Piaf w Niczego nie żałuję) pędzi wciąż na tym samym grymasie wzruszenia i zaskoczenia, Christian Bale jako kierujący w FBI sprawą Dillingera nie robi nic poza marszczeniem czoła i zaciskaniem nieistniejących ust. Choć obraz pomyślany jest jako thriller, niespecjalnie trzyma w napięciu, sceny pościgów i walk bywają zbyt długie (i zbyt jednostajne), wprowadzenie wielu epizodów pozbawione jest sensu, a ujęcia kręcone z ręki, zupełnie niespójne z konwencją, irytują. Wyjście z tego scenariuszowego i realizacyjnego impasu było w sumie chyba dość proste i polegałoby na zastosowaniu manewru z Gorączki, gdzie kulminacja następuje w momencie konfrontacji goniącego i gonionego, co z powodzeniem zaangażowało widza w konflikt. We Wrogach publicznych mamy jedynie jakieś śmieszne porachunki, które mogłyby zostać z powodzeniem zastąpione komedią romantyczną średniej jakości.

4.5/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: