Wojna szwedzko-amerykańska (Miike Snow „Miike Snow”; Downtown)


Miike Snow (czytamy „Miike”, a nie „Majk”, bo to od nazwiska japońskiego reżysera Takashiego Miikego) to projekt szwedzko-amerykański, którego członkowie dysponują wyglądem nieopierzonych jaskiniowców. Stary kontynent reprezentują Christian Karlsson i Pontus Winnberg z kolektywu Bloodshy & Avant, który pisał między innymi dla Britney (Toxic), Madonny, Sugababes etc. Z kolei za wkład amerykański odpowiedzialny jest Andrew Wyatt, jeden ze studyjnych przyjaciół Grega Kurstina (The Bird & The Bee choćby). Debiut Miike Snow to przede wszystkim poligon doświadczalny wskazanych powyżej panów, którzy w przyjętej konwencji tzw. inteligentnego popu przekroczyli już granicę dzielącą rzemieślników od wirtuozów. Choć to z jednej strony krążek zachowawczy (wiele pomysłów aż prosi się o dociśnięcie/wyśrubowanie), z drugiej jednak strony biegłość, z jaką bohaterowie niniejszej notki poruszają się po mapie współczesnej muzyki popularnej przyprawia o zawrót głowy – przebiegle mieszają wątki pozostawiając w cudownym odrętwieniu. W numerze A A-ha spotykają Animal Collective (otwierający całość Animal, wyjaśnienie: porównanie wymyślone bez porozumienia z dziennikarzami Guardiana), numer B stanowi lekcję poglądową dla Vampire Weekend poświęconą kwestii pisania piosenek na drugą płytę (Song for No One), nad numerami C i D specjalny patronat sprawuje Thomas Mars z kolegami („młodzieżowe” Black & Blue, „romantyczne” Sans Soleil). Na koniec album się rozpędza: dużo tu Cut Copy (z naciskiem na zeuropeizowaną wersję So Haunted czyli Horse is Not a Home, zbudowane na regularnie powracającym fortepianowym motywie czy In Search of). A majstersztykiem jest Cult & Logic, prawdziwe otwarcie lata, ospałe ale słoneczne, jakby niepewne swego uroku i ciepła, pulsujące. Wydawnictwo zachwyca bezpretensjonalnością, jest nienachalny, naturalnie lekki. Owszem, zdarzają się niewypały piosenkowe (vide koszmarnie słodka Sylvia), ale niewymuszona, niezauważalna wręcz przebojowość zdecydowanej części krążka wynagradza wszelkie niedoskonałości. Muzyka tła, świetnie tnąca niepostrzeżenie, ale na świetnym poziomie, z aspiracjami do czegoś więcej.

7/10

Advertisements

komentarzy 6

  1. Rozczarowała mnie praktycznie każda „nowa letnia popowa płyta”. Jeżeli rozczaruje mnie zespół, który połowę nazwy wziął od boga Miike Takashiego, to wracam do słuchania Turbonegro w wakacje:) Badamy.

  2. Daj znać, jaki rezultat. Wczoraj w tym gorącu sprawdziło się doskonale.

  3. „Muzyka tła, świetnie tnąca niepostrzeżenie”

    o to, o to, o to!

  4. Ale przyznasz, że są momenty!

  5. No tak tak:) Podoba mi się, właśnie dlatego, że gdzieś wybija się z tej pitu-pitu aury i wchodzi pod skórę. I okazuje się, że żadnej aury pitu-pitu nie ma, to tylko mgła wokół uszu. Musze wyopcząć, bo nie mogę sformułować dlaczego mi sie podoba. No ale wiem, że przy tym będzie mi się dobrze wypoczywać:D

  6. […] 12. Miike Snow „Miike Snow” Zobacz więcej […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: