Kompleks Kylie (Little Boots „Hands”, Sixsevenine)


Pompowana mniej więcej od początku roku bańka hype’u pękła, rozbryzgując wybuchową mieszankę oczekiwań, nadziei, dziennikarskiej spinki i zazdrości. Tak: zazdrości, bo zdaje się, że Little Boots miała zrekompensować Brytyjczykom kompleks Kylie, która choć kojarzona z Londynem, to przecież rodowitą Australijką jest. Właściwie wszystko szło zgodnie z planem: Victoria Hesketh (w cywilu Little Boots), na zasadzie zaklinania rzeczywistości zdobyła szczyt przygotowanego pod auspicjami BBC tegorocznego zestawienia Sound of, w którym wyspiarscy dziennikarze typowali najważniejszych debiutantów następnych dwunastu miesięcy, następnie przypomniała swą skądinąd bardzo dobrą piosenkę Stuck on Repeat (utwór pojawił się na Epce niespełna rok wcześniej, ale – znamienne – nie zwrócił specjalnie uwagi: musiał czekać na przygotowany przez media grunt), częstotliwość pojawiania się artystki na okładkach pism wszelakich przekroczyła granice zdrowego rozsądku, a sama zainteresowana przystąpiła z topowymi producentami do finalnych miksów swej debiutanckiej płyty. Po drodze zwietrzono, że new rock revolution to już pieśń przeszłości, trzeba więc czym prędzej zastąpić jedną modę drugą, by mieć w ogóle o czym pisać. Poszukiwanie nowego trendu zakończyło się w okolicach roku 1985, kiedy to na listach królował miałki, bezużyteczny, ale jakże świetnie wypełniający czas pop.

Już ilość nazwisk, które znajdziemy na okładce płyty, a które odpowiedzialne są za finalny kształt Hands, wskazuje, że mamy do czynienia z produktem, który – w zamierzeniu – został skrojony idealnie na miarę szczytu list przebojów. Podobnie długą listę prac znajdziemy choćby na krążkach Britney czy innych Krysiek. Nie, nie twierdzę, że to źle: takiej Lily Allen do przygotowania bardzo sprawnej drugiej płyty wystarczył jeden Greg Kurstin (który do debiutu Little Boots również dołożył swoje trzy grosze), ale już Ladyhawke na przykład otoczyła się wiankiem pomocników (nie zgadniecie: współautor serii kompozycji na debiucie Ladyhawke, Pascal Gabriel, również pojawia się na Hands). W tym jednak wypadku dobre chęci i pokaźny tabun ludzi z pomysłami nie pomógł: debiut Little Boots jest zwyczajnie przedobrzony i przestrzelony. Problematyczne jest tu właściwie wszystko, począwszy od samej artystki, która  pozbawiona jest właściwości: jej głosik jest nijaki, przez co ani nie intryguje, ani nie wkurza, ani nic. Ot, przyszła sobie dziewczynka do studia i nagrała parę pioseneczek, które miały wzbudzić złość koleżanek. Mdła, niewyrazista, pozostawia obojętnym. I to właśnie w narracji Little Boots upatruję najmocniejszy  atak na piedestał z Kylie: Australijki nie należy również rozpatrywać w kategoriach „zjawiska wokalnego”, ale – jakby obok doświadczenia scenicznego, które czyni z nią wytrawnego gracza – Minogue zawsze – czy to jako dziewczęcie z burzą blond loków na głowie, czy seksowna laska leżąca w obcisłym kombinezonie wśród równie seksownych pań i panów – jest naturalna i bezpretensjonalna. Tymczasem, przy okazji Hands poczucie, że mamy do czynienia ze szwindlem, natarczywą próbą podłączenia się pod coś innego i pod kogoś innego, powraca zbyt często, by mieć charakter czysto przypadkowy.

Trochę lepiej wypadają tu piosenki, ale one również – jako zestaw – nie przekonują. Dostajemy mocne otwarcie: New in Town ma świetny, trochę niegrzeczny refren, a do tego jeszcze bardziej niegrzeczny teledysk. Poprzeczka idzie wysoko w górę, ale udaje się do niej doskoczyć jeszcze dwukrotnie: raz za sprawą wspomnianego już Stuck on Repeat, jedną z najbardziej odważnych propozycji, jakie trafiły na dzienną plejlistę BBC Radio 1 – bo czy emocjonalny ascetyzm i bezduszność zaklęte w popowej konwencji mogą stanowić przepustkę do Ipodów mas? Drugi raz Hands zachwyca, gdy do gry wchodzi Philip Oakey, męski rodzynek w The Human League: nagranie Symmetry jest fantastycznym hołdem plastikowym latom osiemdziesiątym – właściwie nie wymaga komentarza co do osobowości artystki fakt, że pojawienie się Mistrza budzi zainteresowanie głównej sprawczyni zamieszania. Bo pozostałe kompozycje rażą przeciętnością odwrotnie proporcjonalną do rozbudzonych oczekiwań, odstraszającym przede wszystkim tym, że tak bardzo się starają być trendy, cool i w ogóle supa (takie Every Little Earthquake ma wszystko, czego wymagamy od porządnego guilty pleasure, ale jednak irytuje). Nawet nie chodzi o to, że są one fatalne, ale mimo ciekawych smaczków (no na coś się ta dłuuuga lista płac zdała) balansują na granicy zapamiętywalności. Co więcej, debiut Little Boots parokrotnie przekracza – jak widać – cienką granicę pomiędzy umiejętnym wykorzystaniem cekinowej estetyki a ślepym poddaniem się jej bez reszty, bez refleksji nad konsekwencjami: takie Remedy na przykład (już hula w Esce) to niemal eurowizyjny, lepki koszmarek. Brrr. Liryczna strona przedsięwzięcia też zastanawia: próbę podszycia się pod Alison Goldfrapp w Hearts Collide już na wstępie należy uznać za ryzykowną.

Przyznaję, że dałem się nabrać: pierwsze sygnały, które Little Boots wysłała w świat, stanowiły słodką obietnicę. Rezultat jednak napędzają niejasne klisze, zbyt oczywiste nawiązania – większość dziennikarzy przyklasnęła co do zasady pozytywnymi recenzjami krążka (a zresztą: czy mogliby w inny sposób potraktować swą marnotrawną córkę?), z publicznością sytuacja jest zgoła inna: choć płyta zadebiutowała na piątym miejscu brytyjskiej Top 40, w następnym tygodniu spadła na sam koniec zestawienia. Wezwania do ustąpienia z tronu przez Kylie jak na razie są przedwczesne.

4/10

Reklamy

Komentarze 4

  1. Też dałem się nabrać. Płyty nie zdzierżyłem. Rzadko mi się to zdarza, ale musiałem wyłączyć. Przedobrzyłeś z oceną 😉

  2. no niech ma na zachętę! 🙂 he, ja też wyłączyłem w trakcie pierwszego przesłuchania…

  3. Zgadzam się, zapowiadało się ciekawie, ale ostatecznie niewiele z tego wyszło. W sumie szkoda.

  4. to prawda, szkoda, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że – o czym jeszcze napiszę – żadna z trójki hajpowanych debiutantek (la roux i florentyna) nie stanęły na wysokości zadania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: