Czeski gej i amerykańskie amatorskie porno, czyli o początku lata w kinach


Dziś szybka porcja, bo za chwilę urlop openerowo-morrisseyowo-mazurowy. Dwa skrajnie różne filmy.

Mój nauczyciel (reż. Bohdan Sláma, dyst. Gutek Film)


Petr (Petr Liŝka o twarzy everymana) jest homoseksualnym nauczycielem biologii. Nie akceptuje swojej orientacji i ucieka przed nią z Pragi na prowincję, gdzie dostaje pracę w gimnazjum. Petr zakochuje się w swym nastoletnim uczniu, którego owdowiała mama (Zuzana Bydžovskă), zmuszona przez życie do zaradności, chętnie z panem nauczycielem pofiglowałaby sobie na sianku. Ten tragiczny trójkąt emocjonalny nie może skończyć się dobrze…

Mam dokładnie takie same odczucia jak Paweł Mossakowski: pierwsze pół godziny Mojego nauczyciela zapowiada interesująco pokazany proces odkrywania prawdy o samym sobie (smaczku dodaje fakt, że Petr uczy biologii, a ma problemy z prawdą o własnej cielesności). Szczególnie mocna jest scena, kiedy Petr wyznaje prawdę swojej matce: cisza, która towarzyszy temu spotkaniu, durne stwierdzenia rodzicielki (Czemu nie znajdziesz sobie dziewczyny? Przecież dla inteligentnych ludzi nie stanowiłoby to problemu), dym papierosowy, wszystko to uwiera, przeszkadza, tak jakby Petr zawiadomił właśnie o śmiertelnej chorobie na którą nie ma lekarstwa. Kiedy jednak akcja zakotwicza się na dobre na wsi, napięcie siada, a bohaterowie podejmują działania psychologicznie nieprawdopodobne. Scenariuszowe meandry, niemające z logiką wspólnego wiele, przez niespełna dwie godziny mają nas doprowadzić do szczęśliwego finału, w którym wszyscy wszystko sobie wybaczą, gej zostanie zaakceptowany na czeskiej prowincji, a grubą kreską zarysowana stara prawda o sile rodziny i przyjaźni zostanie udowodniona bez żadnych wątpliwości. Film ratuje dyskretne aktorstwo, naturalne, niewymuszone, jako całość wybrzmiewa jednak fałszywie i nienaturalnie.

4/10

Zack i Miri kręcą porno (reż. Kevin Smith, dyst. Kino Świat).


Tytułowi bohaterowie znają się już od liceum. Teraz mieszkają razem, mają gówniane prace (choć czy pracę ma Miri, nie jestem pewien), a dostarczyciele mediów nie mają już cierpliwości w kwestii niezapłaconych przez uroczą parę rachunków. Kiedy więc w domu gaśnie światło, brakuje wody, a ogrzewanie zapewniają polana i stare gazety, Zack, zainspirowany tym, że nakręcony ukradkiem przez uczniaków filmik, na którym Miri paraduje w babcinych majtasach, ma rekordową oglądalność na jutjubie, wpada na pomysł, by zarobić kasę na produkcji amatorskich filmów pornograficznych. Urządzają więc casting, podczas którego zbierają całą śmietankę miejscowych seksualnych freaków, z których każdy dysponuje ciekawą umiejętnością – jeden pan potrafi wywołuje erekcję na zawołanie, inna pani z kolei zawdzięcza swą ksywę Bąbelek talentowi do puszczania baniek mydlanych tą częścią ciała, która służy jej najczęściej do pracy (w tej roli megagwiazda porno, Traci Lords). Śmiechu jest co niemiara, a że to przecież komedia romantyczna, Zack i Miri podczas wspólnej sceny erotycznej odkrywają, że może mają ochotę być nie tylko przyjaciółmi…

Początek nie jest zachęcający: pierwsze dwadzieścia minut jest nieśmieszne, nawet nie jest specjalne wulgarne, a do tego państwo wciąż klną, zupełnie bez sensu. Kiedy jednak rozpoczynają się prace nad nakręceniem pornola, robi się naprawdę zabawnie. Co ważne: nieszczególnie też niebezpiecznie i obrazoburczo, może dwa gagi przekraczają granice dobrego smaku. Potem akcja znów siada, bo schodzi na romantyczne tory, a zgodnie z zasadami gatunku dwoje głównych bohaterów zejść się musi, choć czeka na nich masa przeszkód i utrudniających komunikację porozumień, a na widzów – cała masa karmelu i taniego sentymentalizmu. Jeśli miała być to satyra (drugą połowę można znaleźć nawet na planie pornola), to nie wyszło, natomiast jako niekonwencjonalna love-story sprawdza się całkiem nieźle, mimo ewidentnych nierówności: to głównie zasługa odtwórców głównych ról (śliczna Elizabeth Banks i mistrz ról fajtłapowatych gości przed trzydziestką, Seth Rogen), dzięki którym widz zwyczajnie kibicuje bohaterom. Sympatycznie przewija się również teza o społeczeństwie obywatelskim, któremu – jeśli będzie się chciało – nie straszne żadne tarapaty. Oczywiście, Sprzedawcy czy Wpadka to to nie jest, ale na letni (wreszcie) wieczór jak znalazł, szczególnie, że dzięki filmowi możecie wzbogacić swoje życie erotyczne o takie zabawy, jak na przykład Holenderski ster. Acha, nie wychodźcie z kina na napisach końcowych – najmocniejszy (choć dla wielbicieli orchidei niezbyt przyjazny) żart czai się tuż po nich.

6/10

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. zack i miri – polecam ,nawet ciekawy..ale fajerwerków się nie spodziewajcie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: