Natura („Tulpan”, reż. Sergiej Dworcewoj, dyst. Against Gravity)


Asa właśnie wrócił ze służby w marynarce wojennej. Na kaukaskim stepie można robić właściwie jedną rzecz: wypasać owce. Ale żeby Asa mógł dostać od naczelnika stado, musi spełnić jeden warunek: znaleźć sobie żonę. Byłoby nieźle, gdyby do ślubu doszło jak najszybciej – Ondas, szwagier Asy, w domu którego tymczasowo zatrzymał się bohater, niechętnie patrzy na kolejną gębę do wykarmienia. Asa jedzie więc czym prędzej do tajemniczej Tulpan, która jest jedyną wolną dziewczyną w promieniu pięciuset kilometrów. Rodzice Tulpan akceptują kawalera i jego pełne przygód opowieści z rejsów, przyjmują – kłopotliwy mimo wszystko – prezent (piękny żyrandol), jednak sama Tulpan odrzuca kandydata. Bo ten ma za duże uszy….

Fabuła nie jest szczególnie mocną stroną tego obrazu, jakby się zastanowić, to została ograniczona do nazbyt niezbędnego minimum i stanowi pretekst do zupełnie innych rozważań. Tulpan spełnia się bowiem nie jako film sensu stricto, a paradokument, które portretuje życie na Głodowym Stepie. Życie – trzeba to zaznaczyć – samotne, rodzinne jurty dzieli odległość trasy Gdańsk-Katowice (Kazachstan zajmuje dziewiąte miejsce na liście krajów o największej powierzchni). Formy kontaktu ze światem zewnętrznym są znacznie ograniczone: ciągle psujący się i trzeszczący radioodbiornik przekazuje najświeższe wiadomości z Astany, czasem wpada tajemniczy naczelnik, by zadecydować, czy rodzina może przenieść się z całym dobytkiem w inne miejsce, regularnie pojawia się też weterynarz, by zbadać zdrowie stada. Podział ról w jutrze jest jasny: mężczyzna pasie owce, kobieta gotuje i generalnie zajmuje się „domem”, starsze dzieci pomagają rodzicom w obowiązkach, młodsze: beztrosko biegają po planie filmowym.

Życie na Głodowym Stepie nie należy do najłatwiejszych, szczególnie z perspektywy siedzącego w wygodnym kinowym fotelu Europejczyka. Praca w niesprzyjających warunkach atmosferycznych (brak możliwości schronienia podczas opieki nad licznym stadem, nieustanne piaskowe burze), życie bez jakichkolwiek udogodnień (spanie na podłodze, kąpiele w zbyt małej rynience, zimna woda). Nic więc dziwnego, że najlepszy przyjaciel Asy, a także po części sam bohater, marzą o tym, by czym prędzej wyrwać się do pełnego neonów i dziewczyn wielkiego świata, o którym tyle mówią w wiadomościach radiowych. Paradoks polega na nawet nie na tym, że wielki świat niezbyt chętnie przyjmuje przyjezdnych, a na szczególnej, być może nawet i uprzywilejowanej sytuacji samych jurt, którym nie są straszne podejmowane przez Koreę Północną działania związane z bronią masowego rażenia. Jurty są tak zapomniane przez świat, że wszelkie zło ich się nie ima.

Ale Tulpan – oprócz podejmowania uniwersalnych tematów, typu emigracja z miast do wsi, ambicje i aspiracje (starszy syn Ondasa i Samal ma zostać księgowym, bo przecież ma doskonałą pamięć) – to przepiękna ilustracja umownego, jeszcze jednego bohatera opowieści: natury. Jurta, mimo że zdaje się być nudna, tętni życiem mocniej i prawdziwiej niż miejska dżungla. Biegający dookoła smyk wrzeszczy wniebogłosy, kobiety łkają smutnymi piosenkami, wielbłądzica chroni rykiem swoje chore maleństwo, konie rżą, owce meczą, jęczą, śmieją się, kopulują, rodzą, umierają. Tu konstansem jest ruch, dynamika, ktoś biega, ktoś się przewraca, ktoś goni zabłąkane zwierzęta. Ten cały rozgardiasz fotografowany jest w wyczuciem i wrażliwością przez polską operatorkę, Jolantę Dylewską (wcześniej pracującą z Przemysławem Wojcieszkiem), która spędziła na planie filmu, u boku reżysera Siergieja Dworcewoja jednego z najlepszych dokumentalistów świata, … cztery lata. Kamera raczej podgląda bohaterów niż ingeruje w ich życie, stąd tak wiele nieostrych, szybkich scen. Ten świat mami swą innością, nieposkromieniem, odrębnością. Tu rytmem rządzą oczywiste, najpierwotniejsze z praw: noc/dzień, praca/posiłek/odpoczynek, narodziny/śmierć. Człowiek jest niczym więcej niż tylko kolejnym elementem układanki, żyjącym w ramach wytyczonych przez naturę. Układa się z nią, nie mocuje, nieświadomie nawet wchodzi z nią w harmonijne relacje. Nie brzmi znajomo, prawda?

7/10

Reklamy

Jedna odpowiedź

  1. […] Za eksperyment na kaukaskim stepie i dotknięcie czegoś absolutnie obcego chłopcu z Warszawy. I za najlepszą zwierzęcą rolę w kinie w tym roku (wielbłądzica). Zobacz więcej. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: