Dziennikarz na tropie („Stan gry”, reż. Kevin MacDonald, dyst. UIP)


Dziś – niejako dla przeciwwagi dla prezentowanych ostatnio wynalazków – komercha. Co nie oznacza, że film nie jest wart uwagi – wręcz przeciwnie – w kategorii rozrywka sprawdza się bardzo zacnie.

W Waszyngtonie – w odstępie niepełnej doby – mają miejsce dwa morderstwa. Do tego w niewyjaśnionych okolicznościach ginie asystentka prawego i ambitnego kongresmena Stephena Collinsa, który stoi na czele komisji śledczej mającej na celu zbadanie sposobu, w jaki prywatne firmy, zaangażowane przez państwo do prowadzenia działań wojennych w Iraku, wydatkują publiczną kasę. Dość szybko przekonujemy się, że te śmiertelne zejścia mają wiele ze sobą wspólnego. Obok policji śledztwo prowadzą redaktorzy fikcyjnego dziennika Washington Globe, który przechodzi właściwe prasie drukowanej kłopoty – zarządy zmieniają się co i rusz, kolejni właściciele tytułu są żądni sensacji, a nie rzetelnego dziennikarstwa, nakład pikuje w dół, czytelnicy wolą włączyć ekrany komputerów niż przejść się do kiosku, by dostać najnowsze wiadomości. Coraz większe znaczenie odgrywają (nomen omen) blogi, które często prześcigają prasę w powszechnym tego słowa znaczeniu w gromadzeniu i komentowaniu informacji. Dziennikarze Washingtone Globe próbują jednak prowadzić swoje dochodzenie w sposób wiarygodny, zgodnie z wymogami sztuki. Nie tylko z wymienionych przyczyn nie będzie to łatwe – oddelegowany do rozpracowania sprawy przez demoniczną i szorstką redaktor naczelną dziennikarz Cal McAffrey zna Collinsa od lat, dzięki czemu niebagatelną rolę odgrywać będą względy natury prywatnej.

Stan gry ogrywa po raz kolejny temat spisku na najwyższych szczeblach władzy. Trafia na podatny grunt: w Stanach Zjednoczonych prowadzona jest obecnie krucjata przeciw pozbywaniu się przez państwo istotnych, właściwych mu  imponderabiliów (typu: prowadzenie operacji wojskowych, gwarantowanie bezpieczeństwa) na rzecz sektora prywatnego. Film doskonale sprawdza się jako thriller polityczny, w którym bohaterowie odkrywają co i rusz swoje nowe, nieznane dotąd twarze, dzięki czemu jesteśmy świadkami paru interesujących i zaskakujących wolt. Będzie seks, zdrada, kasa, spór o etykę, pogoń za osobistymi korzyściami. Wszystko to bez fantastycznych pościgów, krwi i całej sensacyjnej otoczki. Film, staroświecki przecież, nawiązujący klimatem choćby do Wszystkich ludzi prezydenta, broni się przede wszystkim scenariuszem, w którym napięcie budowane jest stopniowo i z wyczuciem wartkimi dialogami i ujawnianiem kolejnych faktów z życia osób zaangażowanych w sprawę, mających istotne dla niej znaczenie (jedynie końcowe rozwiązanie nie satysfakcjonuje, jest nie do końca czytelne i stanowi dowód na to, że pomysłu nie udało się do końca utrzymać w ryzach).

Skoro jest to obraz oparty właśnie na dialogach, podstawowe znaczenie dla jego powodzenia ma jakość gry aktorskiej. McAffrey w wykonaniu jak zwykle znakomitego Russella Crowe’a jest fajtłapowatą, ale cyniczną, gwiazdą waszyngtońskiego dziennikarskiego światka, który na przekór ogólnej sytuacji święcie wierzy w misyjność uprawnianego zawodu (i zdaje się, że niczym poza dziennikarstwem się nie zajmuje, nawet goleniem czy sprzątaniem: brodę hoduje chyba z myślą o Świętach Bożego Narodzenia, a przez jego samochód przeszło zapewne tornado). Wspólne sceny Crowe’a z Hellen Mirren, grającą szefową Cala, należą do najlepszych w całym filmie, skrzą się napięciem. Nie można tego powiedzieć natomiast o fragmentach, w których uwaga kamery zwrócona jest na Bena Afflecka, który tym filmem miał przejść ekranową metamorfozę z wymoczka do statecznego mężczyzny w średnim wieku. Niestety, to właśnie gra Bena stanowi najsłabsze ogniwo filmu – Affleck znów jedynie wygląda i kompletnie nie odnajduje się w skomplikowanej historii i osobowości Collinsa, znacznie obniżając budowane od sceny do sceny napięcie. Warto zwrócić również uwagę na dwie inne panie: Robin Wright Penn w roli żony senatora Collinsa jest zmysłowa i zmęczona skandalem, który nadszarpuje jej prywatnością, zarazem, a Rachel McAdams jako Della, redakcyjna blogerka, która pomaga Calowi w prowadzeniu sprawy, dotrzymuje kroku ekranowemu partnerowi, choć dzieli ich wiek, sposób realizowania swego zawodu, przekonania, doświadczenie.

A poza tym: film dokumentuje koniec pewnej epoki dziennikarstwa i choćby z powodów czysto nostalgicznych może sprawić niemałą przyjemność.

6/10

PS. Jakoś zawsze zapominam, to zrobię to w tym właśnie miejscu: jakiś czas temu ilość wizyt na blogu przekroczyła magiczną liczbę 10000. Wszystkim czytelnikom bardzo dziękuję za odwiedziny, a także za pozostawione ślady obecności (oby więcej komentarzy, proszę się nie krępować).  I oczywiście: zapraszam regularnie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: