Cisza („Nad jeziorem Tahoe”, reż. Fernando Eimbcke, dyst. Vivarto)


To kameralny film, zrealizowany afilmowymi wręcz środkami, w swym minimalizmie stanowiący antytezę artystycznego rozbuchania, nawiązujący do maniery Jarmuscha. Co ciekawe, na festiwalu w Berlinie obraz dostał tę samą nagrodę za szukanie w kinie nowych środków wyrazu, którą w tym uhonorowano Tatarak Wajdy. Długie, statyczne ujęcia wciąż tych samych miejsc (piękne zdjęcia meksykańskiej wioski). Brak ścieżki dźwiękowej, komentującej treść czy dopowiadającej kontekst. Dialogi zdawkowe, punktowe. Większość aktorów biorących udział w przedsięwzięciu to naturszczycy, doskonale prowadzeni przez reżysera. Śladowa ilość bohaterów – miasteczko, w którym dzieje się akcja, zdaje się być wyludnione, główny bohater spotyka tylko te postaci, które są konieczne do prowadzenia historii. Choć i o historii trudno tu mówić: Nad jeziorem Tahoe to zbiór epizodów, niepowiązanych ze sobą żadnym właściwie kluczem puzzli, nierzadko groteskowych, oddzielnych kilkusekundowymi plamami czarnego obrazu. Ba, to co najważniejsze dzieje się poza kadrem: punktem wyjścia jest wypadek samochodowy głównego bohatera, nastoletniego Juana (świetny Diego Cataňo), który właśnie ucieka z domu. Wypadku (a dokładnie rzecz ujmując: bliskiego spotkania ze słupem telegraficznym) zresztą nie zobaczymy, jedynie go usłyszymy. Juan wróci do miasta, już pieszo, by znaleźć odpowiednie części do samochodu. Nie będzie to jednak łatwe, na swej drodze spotka bowiem serię ekscentrycznych typów, którzy teoretycznie przynajmniej powinni mi pomóc (ogromny właściciel warsztatu samochodowego, który z powodu swej tuszy nie wychodzi z domu, każdy klient jest dla niego udręką, a śniadania jada z psem; nastoletnia buntowniczka, która marzy o karierze muzycznej i wyjeździe do stolicy, a tymczasem w tym dziwnym miejscu konserwuje ją przedwczesna roli matki; David: miejscowa złota rączka, zafascynowany karate i filmami z Brucem Lee). Przez dwadzieścia cztery godziny Juan będzie odbijać się wielokrotnie od tych postaci, tak jakby sam nie miał pomysłu na samego siebie, wielokrotnie również będzie wracać na miejsce kolizji, by bezskutecznie naprawić samochód. Będzie musiał też wrócić do domu. Groteskowość i nieprawdopodobieństwo epizodów może początkowo nużyć. Ale kiedy poznamy już tajemnicę Juana i powód jego ucieczki, zobaczymy przerażającą samotność, która nakazuje ludziom przybieranie kolejnych póz. Każda z postaci sprawia wrażenie emocjonalnie niedostosowanej, kalekiej, chaotycznej, w ich życiu brak linearności. Kolizja staje się metaforą: Juan potrzebuje pomocy nie tylko w sprawie rozbitego samochodu, ale także w odniesieniu do swego nastoletniego dramatu, jednak nikt nie jest w stanie mu jej udzielić. Nie zrobi tego przede wszystkim ta, do której obowiązków to należy: nieobecna (jej na ekranie też nie zobaczymy), łkająca i krzycząca matka z ewidentną depresją. Bohater przejdzie przyspieszoną lekcję dojrzewania: inicjacja dorosłego życia zakończy się jednak nieoczekiwanie łzami – nieporadności, żalu, gniewu. Tu wszystko jest puste, niedorzeczne, ospałe, absurdalne, piersi są małe, dziewczyny brzydkie, z dala od bajek i hollywoodzkich historii. W tej gorzkiej zwyczajności rodzi się jednak odpowiedzialność za drugą osobę: młodszego brata, zuchwałego brzdąca, który jeszcze bardziej niż Juan nie rozumie otaczającego go świata. Cisza nie stanowi precyzyjnego komunikatu. Teren musimy rozpoznawać sami: zdjęciami, przylepkami, wspomnieniami z fantastycznych wakacji.

8/10

Reklamy

Jedna odpowiedź

  1. […] Za zwodzenie, że to tylko pozornie film o niczym, z wyśrubowaną do granic możliwości zabawą formą. Zobacz więcej. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: