Jeszcze nie czas, jeszcze nie wieczór (czyli o filmie Jacka Bławuta, dyst. Fundacja Film Polski)


Jacek Bławut to przede wszystkim uznany i wielokrotnie nagradzany na światowych festiwalach dokumentalista. Jeszcze nie wieczór to jego pierwsza pełnoprawna fabuła, która w sumie od dokumentu aż tak daleko nie ucieka, co z kolei wzbudza pewne wątpliwości. Ale po kolei.

Jerzy (nagrodzony w Gdyni Jan Nowicki) przyjeżdża do domu starego aktora w Skolimowie, by w spokoju naładować akumulatory. On sam spokojny jednak nie jest: dzień zaczyna i kończy butelką wódki, na wysuszoną pewność siebie (cwaniactwo?) próbuje wyrwać pracującą tam pomoc (jak zwykle frapująca i temperamentna Sonia Bohosiewicz). Jego starsi koledzy stanowią dla niego tylko i wyłącznie balkoniki, alzhaimery i parkinsony. Jerzy szarżuje, bo wie, że czeka go dokładnie taki sam los, jak pensjonariuszy, że niedługo może zniknąć. Próbując pobudzić zanurzone w marazmie starości towarzystwo wpada na pomysł, by w pobliskim więzieniu wystawić Fausta.

W Jeszcze nie wieczór przemijanie, zapomnienie zostało pokazane bez fałszywej nuty, bez dorabiania ideologii szczęśliwej starości. Żadnych koronek, herbatek, krzyżówek. Widzimy schorowanych, smutnych ludzi, którzy kiedyś byli mistrzami estrady, uwielbianymi przez tłumy – dziś  czekają na swą ostatnią, być może najważniejszą rolę. Pomarszczone ciało stwarza ograniczenia, które uniemożliwiają zwyczajne funkcjonowanie. Każdy musi na kogoś liczyć, każdy ma kogoś do podtrzymania, ukojenia, pocieszania. Egzystują na granicy godności i samotności, zachwycają się zdjęciami z młodości, w starannie przygotowanych makijażach ukrywają ból i lęk, sprawiają wrażenie zwichrowanych psychicznie. Starość odebrała im wiele, być może wszystko. Nie wszystkich znam, nie wszystkich kojarzę. To jeszcze bardziej przeraża, bo dla pokolenia moich rodziców byli niekwestionowanymi gwiazdami, czystymi, pięknymi, żywotnymi, wiecznymi.

Pisałem, że obraz balansuje na granicy fabuły i dokumentu. Prawda miesza się z fikcją, życie ze śmiercią. Danuta Szaflarska gra Barbarę, opiekującą się nieporadnym mężem. Beata Tyszkiewicz, jako arystokratka Róża, nie wychodząca z pokoju, w którym na stole muszą znajdować się obowiązkowo świeże róże i wyśmienite cygara, grywa z dystansem swego filmowe emploi, niewdzięcznej i rozkapryszonej, dystyngowanej damy. Ale rzeczywistość dosięga scenariusza, gdy Nina Andrycz przyjeżdża do Skolimowa, by zaszczepić w dawnych towarzyszach nadzieję. Teresa Szmigielówna i Ewa Krasnodębska (powracająca po czterdziestu latach na ekran), niegdyś ekranowe piękności, grają same siebie, a może po prostu są? Podobnie Irena Kwiatkowska, przerażająco nieobecna, żyjąca we własnym świecie – sceny z jej udziałem są porażającym potwierdzeniem, że przemijanie nie zwraca uwagi na żywotność i aktywność. Bezradny, uwięziony w niegdyś posłusznym, gibkim ciele Witold Guca, najpopularniejszy i najbardziej utalentowany polski tancerz po drugiej wojnie światowej, właściwie czeka na ostatni dzwonek. Wieńczysław Gliński pojawia się w swej ostatniej roli przed śmiercią, dla niego – i nie tylko dla niego – Faust będzie szansą na choć chwilowy powrót. Nawet postać odgrywana przez Nowickiego tak naprawdę jest samym Nowickim: Jerzy kojarzony jest przez pensjonariuszy i personel domu jako Wielki Szu…

Niektórzy z obecnych na planie aktorów (w tym wspomniana już Irena Kwiatkowska) zdają się nie rozumieć, że grają w filmie. Brak wyraźnie zarysowanych granic pomiędzy rzeczywistością a filmowa kreacją wzbudza wątpliwości, co do tego, czy obraz nie ingeruje zbyt nachalnie w Życie, prywatność. Trzeba jednak przyznać, że nawet jeżeli tak jest, to Bławut nie robi tego dla szukania taniego poklasku. Z właściwą dokumentaliście werwą decyduje się na odwzorowanie prawdy w skali 1:1, ze wszystkimi muldami i kantami, nawet jeśli jest ona nieprzyjemna, bo dotyczy wszystkich nas. Dlatego film przede wszystkim wzrusza, być może nawet egoistycznie. Płacząc nad bohaterami, płaczemy nad samymi sobą. A jednocześnie, gdzieś w tle tli się optymizm. Dopóki sztuka zachowa ciągłość, dopóty nie znikniemy. Przecież jeszcze nie wieczór…

6.5/10

Reklamy

Jedna odpowiedź

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: