W połowie drogi (Golden Silvers „True Romance”, XL Recordings)


A więc chyba jednak przestrzelili. I to nie dlatego, że nie mają dostatecznych umiejętności – drybling konwencjami opanowali w stopniu ponadprzeciętnym. To właśnie te kabareciarskie zdolności doprowadziły do wzbudzającego wątpliwości efektu końcowego. Debiut Golden Silvers rozpada się bowiem – wbrew matematyce – na dwie, nierówne połowy. Pierwszą z nich stanowią przerysowane, groteskowe wręcz kompozycje, podkradzione z niemieckiego dancingu AD 1978.

Świetny imidż (to się liczy przecież przede wszystkim): plebejski, pospolity, lumpeksiarski (z naciskiem na to coś na szyi wokalisty. Jest na to jakieś fachowe określenie?). Uzależniający klawiszowy motyw przewodni (w ogóle klawisze na debiucie Golden Silvers pełnią najważniejszą rolę, niewiele dzieli je od motywów kojarzonych z najbardziej ordynarną odsłoną italo disco, a równie blisko im do funkowych mantr. Dobry refren, o co wcale nie tak łatwo. Tak, w utworach o tempach co najmniej średnich panowie radzą sobie doskonale, szczególnie kiedy podśmiewują się z Libsów.

Na True Romance trafiły również ballady (czy tam jak kto woli, utwory w tempach wolnych). I Golden Silvers wzorcowo na tychże balladach się wyłożyli, udowadniając, że o ile w tańcu kicz przełykamy stosunkowo łatwo, to o tyle przy okazji niewinnego kładzenia ręki na kolanie nastoletniej sąsiadki wszelkie demaskatorskie próby wyszydzenia tej kliszy są raczej nie do zniesienia i ich przemycenie stanowi nie lada wyzwanie. Proponowane przez trio muzyczne psuedo-romantyczne wykwity oscylują więc okolicach debiutu Miki chociażby: schodzimy do zupełnie innej ligi: polukrowanej i słodkiej. Zresztą, te numery wyraźnie odstają od reszty True Romance: przede wszystkim zbudowane są nieudolnie, powielając niesmaczne schematy z podstawówkowych potańcówek, i w rezultacie – nudzą.

Golden Silvers zatrzymali się w pół drogi. Przez chwilę można uwierzyć, że mogliby być jak Housemartins 20 lat później i prześmiewczo korzystać z całego dorobku popkultury. Niestety, wpisanie na spejsowym profilu do soundlike’ów Super Furry Animals nie jest równoznaczne z natychmiastowym przyswojeniem ich możliwości i wyczucia. Chęci są, to jasne, tylko wykonanie wymknęło się panom z rąk.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: