Zasady gry (The Whitest Boy Alive „Rules”, wyd. ISound)


Zaczęło się mniej więcej trzy lata temu od takiego małego cudeńka, które to cudeńko załatwiło mnie na całą zimę 2006/2007 (Kliknąć tylko wtedy, gdy ma się wolne trzy minuty).

Pan Erland Øye, na co dzień ½ norweskiego ensemblu Kings of Convenience, definiującego na potrzeby XXI wieku pojęcie akustycznego grania, podłączył się do prądu i wraz z multinarodowym towarzystwem (w tym z Polakiem, Marcinem Özem) upluszowił dżdżyste przedwiośnie, nie roszcząc sobie praw do czegoś więcej niż tylko eksploatowania wytartej jak spodnie mojego siedmioletniego kuzyna-rozrabiaki funkowo-popowej formuły. Na lancze w eleganckich knajpach krążek Dreams jak znalazł (bez szyderstwa). Na popołudnia z kubkiem ciepłej herbaty również. Wydawało się, że The Whitest Boy Alive jedynie kaprysem zmęczonego zamkniętą, stonowaną formą Kings of Convenience, artysty stoi. Nowej płyty KoC jak nie ma, tak nie ma (ponoć ma ukazać się w tym roku, jesienią, choć informacje o premierze i o tym, że właśnie kończymy prace nad naszym trzecim krążkiem pojawiają się regularnie na stronie internetowej zespołu), za to mamy nowe wydawnictwo sygnowane nazwą najbielszego chłopca na świecie.

Pierwsze odsłuchy Rules rozczarowały przede wszystkim ewidentnie staroświeckim podejściem i brakiem jednoznacznie przebojowych kompozycji. Pochlebne, czasem nawet entuzjastyczne recenzje płyty zmusiły mnie do powrotu do Rules, a w konsekwencji – do zrewidowania podejścia. Bo płytę trzeba przede wszystkim traktować jako zabawę, nie tyle konwencją, co zabawę samą muzyką. Celowo proponują anemiczne i chropowate półśrodki, nie pozwalając kompozycjom w pełni roztoczyć ukrytego w nich czaru. Rytm, puls, delikatne improwizacje, na tyle, na ile najlepsze wybiegi świata będą mogły je zaakceptować (ktoś zliczył, że utwory TWBA mieszczą się w pierwszej piątce najczęściej wykorzystanych na catwalkach). A staroświeckość, a może właściwie starość, która tak bardzo irytowała przy wstępnym kontakcie, teraz daje pole do odgadywania pochodzenia nieśmiało wplecionych nawiązań do estetyk obowiązujących trzydzieści, a może nawet czterdzieści lat wcześniej. To żywa twórczość, bez kalkulacji, bez fajerwerków, minimalna i ograniczona.

A wracając do Kings of Convenience: mają na koncie jedną z najpiękniejszych piosenek o rozstaniach. Najczyściej brzmi, gdy na swej drodze spotka magików z Royksopp (choć ostatnia ich płyta wskazuje, że moc się wyczerpała) – przy ostatniej minucie chusteczki będą niezbędne.

Reklamy

Komentarze 2

  1. Zaczynam się powtarzać, ale może ktoś trafi tu przypadkiem, więc… „Rules” to świetna płyta, absolutnie jedna z najlepszych w tym roku:).

  2. No ładne to, ładne, to fakt!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: