Pojedynek („Zapaśnik” / „The Wrestler” reż. Darren Aronofsky)


Zdeformowany, wygląda, jakby został niedbale poskładany z przypadkowych części, które akurat były pod ręką. Blizny i szramy dowodem na niełatwe życie. Aparat słuchowy. Mięśnie napompowane sterydami. Brzuch napompowany piwskiem. Niegdysiejsza gwiazda dziś próbuje odzyskać to, co straciła. Był na szczycie, upadając boleśnie poobijał, i to nie tylko siebie. Taki jest Randy, wrestler. Taki też jest i Mickey Rourke, który Randy’ego gra. Kiedyś bożyszcze kobiet, rasowy przystojniacha, macho, które wzrok sprawiał, że buzuje estrogen. Dziś potwór zniszczony alkoholem, narkotykami i botoksem. W filmie Randy mruczy, stęka, pojękuje. Ma kłopoty z sercem. Wrak.

To, co w konstrukcji Randy’ego jest najciekawsze, to pełna świadomość tragizmu, który mu towarzyszy. Począwszy od groteskowych detali: wizyty u fryzjera, który farbuje włosy zapaśnika na blond, czy regularnych odwiedzinach solarium, po wszechogarniającą samotność. Randy wie, że sobie na to zasłużył (zresztą taka kwestia pada z ust bohatera) – zostawił żonę, opuścił córkę. Już nie występuje w największych halach Stanów Zjednoczonych – dziś ringi aranżowane są pośpiesznie w zatęchłych korytarzach. Mieszka w przyczepie, do której klucze zabiera mu regularnie właściciel posesji, gdy Randy nie płaci czynszu. 20 lat temu był kimś, dziś jest nikim, mówi: lata osiemdziesiąte były najlepsze, lata dziewięćdziesiąte były do dupy. Choć to w gruncie rzeczy fajny facet, ma w sobie coś delikatnego, co pięknie pokazuje scena zabawy z dziećmi.

Randy potrafi funkcjonować tylko w świecie wrestlingu. Zasady, które nim rządzą, choć bolesne i brutalne, są honorowe przestrzegane (przebieg poszczególnych pojedynków jest z góry ustalony, na wszelkie atrakcje typu: rzut na szybę, pocięcie ciała zszywkami, obaj zawodnicy muszą się zgodzić, podczas samego starcia zawodnicy obserwują, czy ich konkurent wytrzyma kolejny cios), a banda przerośniętych osiłków, to w gruncie rzeczy grupka fajowych kolesi. Świat poza ringiem spisał go na straty, Randy to socjologiczny impotent. Próbuje odbudować więzy z córką. Wplątuje się w niemającą szans na spełnienie relację ze striptizerką (rewelacyjna – jak zawsze – Marisa Tomei, do której powinien był powędrować Oskar za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą), która podobnie jak Randy próbuje pogodzić dwie rzeczywistości: nocą, prężąc niemłode już ciało przez tłumem napalonych kolesi, to Cassidy. Za dnia jest Pamelą, przykładną matką.

W tym filmie nie ma miejsca na nadzieję, szczęśliwe zakończenie. Randy mówi: spieprzyłem wszystko. Tylko na ringu coś osiągnąłem. To smutne, ale i na swój sposób piękne. Końcowa walka jest jedną z najmocniejszych sekwencji ostatnich miesięcy w kinie. Schorowany Ram jeszcze raz wyszedł na ring. Jeszcze raz (po raz ostatni?) chce wygrać. Chce wygrać dla siebie. I tylko na ringu istnieje. Poza nim przemyka, jedynie pozorując jakąkolwiek aktywność. A może po prostu – czasami nie ma szans na odbudowę, zmianę, rekonstrukcję?

A jak my radzimy sobie na własnych ringach?

8/10

Reklamy

Jedna odpowiedź

  1. […] Za rany na ciele Mickeya Rourke’a, co do których nie mamy wątpliwości, że są prawdziwe. Zobacz więcej. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: