Efektownie o niczym („Rusałka”/”Rusalka”, reż. Anna Melikyan)


 

Nie rozumiem zachwytów krytyki nad tym filmem, a porównania z Amelią wzbudzają mój podziw dla możliwości interpretacyjnych piarowców przygotowujących notki prasowe. Mniej więcej jest tak: Alisa jest efektem płomiennego romansu całkiem potężnej nimfy i marynarza. Ojciec zawinął jednak szybko do innego portu, a Alisa mieszka teraz w małej nadmorskiej chatce wraz z matką, której poziom libida jest odwrotnie proporcjonalny do atrakcyjności, oraz przygłuchą, ale rozbrajająco szczerą babcią. Alisa dysponuje nadludzkimi zdolnościami: wywołuje sztormy i pożary, siłą woli strąca jabłka z drzew. I wciąż czeka na swego ojca – w ramach protestu przeciwko jego nieobecności przestaje mówić. Na skutek jednego z „wypadków” wywołanych przez szaloną dziewczynkę, kobiety tracą dach nad głową i przeprowadzają się do Moskwy. Tam pod wpływem Piątego elementu Alisa przefarbowuje włosy na zielono, spędza dnie wykonując prace, które wiążą się z minimalnym poziomem ryzyka i odpowiedzialności, a także ratuje niedoszłego samobójcę, przystojnego , zajmującego się – uwaga! – sprzedażą działek na księżycu znudzonym egzystencją nuworyszom. Sam zabija pustkę zawartością butelek z drogimi alkoholami, organizowaniem imprez, z których i tak zniesmaczony wychodzi, prześlizguje się powierzchni, zupełnie się nie zanurzając. Rezolutna dziewczyna zakochuje się w targanym wewnętrznym niepokojem domorosłym sprzedawcy, mimo jakichkolwiek oznak zainteresowania z jego strony i ewidentnych różnic społecznych (ona mieszka w bloku, którego okna przysłonięte są wielką reklamą z ironicznym napisem „Dobrze być w domu”, on w wielopoziomowym apartamencie, wyjętym z żywcem z najbardziej dizarnejskich żurnali o wystrojach wnętrz etc.).

Film jest sprawnie nakręcony (Anna Melikyan dostała za niego reżyserską nagrodę w Sundance), ma parę niezłych momentów (topos baletu, gra w „wiecznego trupa”, sceny w supermarkecie, w którym pracuje matka głównej bohaterki), ale jest o niczym. Reżyserka najwyraźniej chciała umieścić na ciasnej przestrzeni dwóch godzin jak najwięcej postmodernistycznych pomysłów, które zapewniłyby zainteresowanie fanów kina spoza głównego nurtu (np. rolę greckiego chóru przejmują tu slogany reklamowe, którymi upstrzona jest nowoczesna Moskwa). Pluszowe ujęcia mieszają się z agresywnymi, realistyczne sceny sąsiadują z bajkowymi majakami (pierwsze pół godziny stanowi obietnicę realizmu magicznego, która nie zostaje jednak spełniona), groteska z fałszywymi zagraniami. Na papierze ten natłok wątków różnej jakości może i sprawdzał się fascynująco, ale ekranie nuży, bo nie pozwolił na utrzymanie napięcia na tym samym, interesującym widza, poziomie. Co więcej, gubi się w tym wszystkim historia podstawowa, stając się tym samym wydmuszką. Zaskakujące zakończenie mogłoby sugerować, że nie chodzi tu o zwariowaną dziewczynę (nota bene rysunek głównej postaci jest niezwykle przemyślany, a Alisa w innych rękach scenariuszowo-reżyserskich w swym uporze i hołdowaniu naiwnym wydawałoby się złudzeniom mogłaby stać się wyrazistą kobiecą postacią), która myśli o innych, a nie o sobie, a o krytykę i wyśmianie konsumpcjonizmu, w którego szpony wpadła właśnie Rosja, a którego proste i banalne rozwiązania mają się nijak do rzeczywistości. Jeśli tak faktycznie jest, to pomysł udało się przeprowadzić jedynie połowicznie. Przede wszystkim dla fanów wszelkiego rodzaju sztuczek i baśni dla dorosłych, bo Rusałka ma ambicje alegorycznego i przewrotnego odzworowania  nakręcanej półśrodkami rzeczywistości.

5/10

Reklamy

Komentarzy 6

  1. O, nie! Chciałam się wybrać, a teraz nie wiem.
    Porównanie z Amelią zaskoczyło mnie już podczas czytania recenzji w cojestgrane chyba – jakoś nie widzę zbioru wspólnego. W ogóle „taka polska/rosyjska/amerykańska/nowozelandzka/whatever Amelia” to najbardziej wkurzające porównanie EVER.

  2. Za „Amelią” idą pewne konotacje, na których dystrybutor chętnie pojechał przy promocji filmu: no bo kto nie chciałby przeżyć tej bajki raz jeszcze? Paradoksalnie, to porównanie mogło „Rusałce” zaszkodzić – podejrzewam, że gdybym poszedł do kina z carte blanche, odbiór filmu byłby zupełnie inny.

  3. Postaram się wyrzucić Amelię z pamięci i jednak obejrzę, niektóre motywy brzmią zachącająco. Albo może mam fatalny gust i mi się spodoba:D

  4. yyy, *zachĘcająco

  5. Szkoda oglądać filmy by porównywać je z poprzednimi. Rusałka- świetna, szczerze polecam!!

  6. Rozumiem, że film może się podobać. I jestem wbrew porównaniom z „Amelią” – te dwa filmy mają ze sobą wspólnego jedynie to, że oba dzieją się w Europie. I – co ciekawe – po niemal roku od projekcji coś z tego filmu pamiętam. Ale nadal uważam, że jest niespójny i zbyt przeładowany pomysłami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: