Od herbaciarza do … („Slumdog. Milioner z ulicy”/”Slumdog Millionaire” reż. Danny Boyle)


Umówmy się: kino powstało przede wszystkim po to, by sprzedawać dorosłym bajki. Lubimy być mamieni wzruszającymi, banalnymi historiami o sierotkach, które stają się królewnami, o nędzarzach, którzy wyrastają na bogaczy. Partycypowanie z pozycji widza w historiach z obowiązkowymi szczęśliwymi zakończeniami to ulotne, ale jednak, antidotum na dół, ból i kurz.

Banalne, prawda? Równie banalna jest fabuła tego filmu. Jamal K. Malik, osiemnastolatek ze bombajskich slumsów, herbaciarz w outsource’owanym do Indii z Wielkiej Brytanii call center telefonii komórkowej, dochodzi do ostatniego, a więc i najdroższego pytania w hinduskiej wersji Milionerów. Ponieważ ekipa programu nie może uwierzyć, że ktoś tak niewykształcony może wiedzieć aż tyle, policja aresztuje chłopaka, podejrzewając go o oszustwo. Na komisariacie Jamal wyjaśnia krok po kroku, skąd znał odpowiedzi na zadawane pytania. Przy okazji odkrywa swoją historię, która stanowi rozwinięcie zasady: biednemu zawsze wiatr w oczy. Ale kto trzyma się zasad, (zwykle) jest prawy i nie pozbawiony zmysłu przedsiębiorczości, zostanie nagrodzony. I oczywiście nie chodzi tu o najwyższą w historii Milionerów kasę – Jamalowi na niej nie zależy. Bo najważniejsza dla chłopaka jest niejaka Latika, młodzieńcza miłość, której nadal jest wierny. Dodajmy od razu – to miłość trudna i niespełniona, zgodnie ze wzorcem gatunku drogi Jamala i Latiki krzyżują się parokrotnie, ale z różnych przyczyn stać się jedną nie mogą.

Slumdog. Milioner z ulicy. to obraz niezwykle witalny, tętni energią, życiem, kolorami, stąd też łatwiej przymknąć oko na nieprawdopodobieństwa i androny scenariuszowe. Szczególnie oczarowuje pierwsza cześć filmu, prezentująca dzieciństwo Jamala i jego brata, Salima. Wąskie uliczki pchlich targów, plątanina schodów, lotnisko służące za plac zabaw, to doskonałe środowisko do przeróżnych trików montażowych. Kamera zwalnia, przyspiesza, obraz bywa nieczysty, kiedy indziej kolory aż nazbyt intensywne, panoramy mieszają się z ujęciami biegnących nóg. Całości dopełnia świetna ścieżka dźwiękowa, głośna i krzykliwa. Danny Boyle miesza melodramat z wiwisekcją stratyfikacji społeczeństwa, „stare” Indie przechodzą w zmodernizowany tygiel nowej narodowej tożsamości. Sceny z teleturnieju przeplatane są epizodami z przesłuchania i poszczególnymi fragmentami życiorysu Jamala. Całość pędzi ku przewidywalnemu finałowi.

Ta dynamika obezwładnia, jednocześnie świetnie komponując się z naszymi stereotypami o Indiach. Naszymi, czyli ludzi z Zachodu. Bo choć Boyle łączy Hollywood z Bollywood, to Indie przedstawione są schematycznie. Wspólny dla całego osiedla wychodek, bajorka ścieków i mydlin, w których uśmiechnięte i brudne dzieciaki uskuteczniają kąpiele, morze plastikowych wysypisk, konflikty religijne, dziecięca prostytucja, czerpanie zysków z małoletnich żebraków. Policja nie zna słowa ”humanitaryzm”, a właściwie to i tak nie jest do niczego potrzebna, bo gangi załatwiają problemy we własnym zakresie. Wpisana w krwiobieg nędza każe walczyć o przetrwanie. Wykorzystujesz (Salim) albo będziesz wykorzystany (Latika), trzecia droga, obrana przez Jamala, jest rzadkością. Co prawda, w tle przewija się tragiczna historia i kultura przeludnionego kraju, ale obywatelom służy jedynie do realizacji partykularnych interesów. To wszystko składa się na obraz Bollywood skonstruowany na potrzeby Zachodu, który bezpieczny w swych kinowych fotelach, podjadając naczosy, może współczuć bez jakichkolwiek konsekwencji. Znamienne, że film nie cieszył się popularnością w Indiach – tam bajki toczą się w pięknych przestrzeniach luksusowych biurowców. W ocenie Hindusów, Slumdog przedstawia wykrzywiony, spreparowany naprędce obraz ich ojczyzny. Co ciekawe, po większości wskazanych przeze mnie problemów, toczących współczesne Indie, Boyle jedynie się prześlizguje, nie podejmując próby analizy ich przyczyn ani konsekwencji. Nie zapominajmy jednak, że że to przede wszytskim efektowna bajka, wszelkie uproszczenia należy więc przebaczyć. Przecież całość kończy się dobrze – miłość zwycięża wszystko. Banalne? Na miarę ośmiu Oskarów. I do tego przewrotne: warte kokosy pytania ze zglobalizowanych Milionerów mogą skupić strzępki i fragmenty życia. Bo tak mu było pisane.

8/10

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. […] Za zniewalającą pierwszą scenę i dalsze ładne obrazki. Zobacz więcej. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: