Taniec bez gwiazd („Rumba” reż. Dominique Abel, Fiona Gordon, Bruno Romy)


To jeden z tych filmów, co do których decyzję podejmuje się w ciągu pierwszych pięciu minut – albo poddasz się przyjętej przez reżyserów konwencji albo zniesmaczony poszukasz w sąsiedniej sali prymitywnej animacji.

Rumba idzie wbrew wszelakim zasadom. Po pierwsze: bohaterowie. Wychudzeni, brzydcy, nieatrakcyjni, nie przystają do wizerunku tancerzy, utrwalonego przez reality show pokroju You Can Dance. Proponowane przez nich układy choreograficzne nie mają z tańcem wiele wspólnego, to raczej przypadkowe wymachy poszczególnych kończyn, pląsy rodem z dyskoteki dla czwartoklasistów, czarująca nieudolność. Ciało w tym filmie to podstawowy atrybut – dla geometrycznych łamańców nie ma jakichkolwiek ograniczeń fizycznych czy psychicznych.

Po drugie: scenariusz. A właściwie jego brak. Na Rumbę składa się seria luźno powiązanych ze sobą gagów. Ona jest nauczycielką angielskiego, on uczy wuefu. Wracając z powiatowego tanecznego konkursu, na którym zdobyli główną nagrodę, rozbijają samochód, omijając niedoszłego samobójcę. Ona traci nogę, on traci pamięć i nie poznaje własnej żony. Kolejne kadry to seria slapstickowych, groteskowych sekwencji. Ukontentowani będą przede wszystkim wielbiciele Bustera Katona, obraz opiera się bowiem na komizmie sytuacyjnym, dialogi pełnią tu trzeciorzędną rolę, a także zwolennicy absurdu spod znaku Monty Pythona. Nie wszystkie pomysły są równe, jest parę przezabawnych, jak choćby ponowne spotkanie głównego bohatera z samobójcą, którego wcześniej uratował, pokaz oryginalnych metod naukowych, czy też wątek z prutym swetrem.

Po trzecie: film ma za nic poprawność polityczną. Stąd największy ubaw wzbudzają te momenty, w których śmieszność wywołana jest przez ułomność głównych bohaterów. Kiedy ona wraca po rekonwalescencji do szkoły, utrzymanie w dwóch rękach kul, dziennika klasowego oraz zeszytu stanowi nie lada wyzwanie, które kończy spektakularne wypadnięcie przez okno. To jej proteza staje się zarzewiem pożaru. On z kolei nie pamięta co robił pięć sekund wcześniej, w związku z czym gotując obiad nie wykracza poza pierwsze dwa składniki, przyrządzając ohydną mieszaninę jajek i paczki soli.

Film zrealizowano niskim nakładem środków pieniężnych, widać niedociągnięcia, tanie efekty specjalne (vide „taniec na morzu”). Nie zmienia to faktu, że jest to jeden z najbardziej oryginalnych obrazów, jakie trafił w ostatnich czasach do naszych kin. Pełen nieskrępowanej wyobraźni i inwencji może cieszyć, może również razić. Ja akurat zanosiłem się od śmiechu, a w całym ekstrawaganckim korowodzie celowo tandetnych środków banalny morał (życie i tak zafunduje nam problemy, więc przewalczyć je trzeba optymizmem; bez nadziei nie ma sensu iść dalej, etc) wybrzmiewa czysto i prawdziwie.

Bez punktów, bo to obraz poza jakąkolwiek konkurencją.

Advertisements

komentarze 2

  1. Nie jestem do końca pewien czy go zrozumiałem, ale film jest super.

  2. Pytanie, czy autorzy ten film rozumieją. Ale to prawda – film jest interesujący.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: