Nieznośna lekkość bytu („Drzazgi”/ Maciej Pieprzyca)


Polski przemysł filmowy jest przewrotny i rządzi się nieczytelnymi prawami. Maciej Pieprzyca debiutował w 2001 krótką formą Inferno, która zachwyciła krytyków na festiwalu w Gdyni, potem nakręcił parę filmów dokumentalnych i telewizyjnych, nagradzanych na całym świecie. Mimo uznania i renomy, dopiero teraz pojawia się pierwszy pełnoprawny film fabularny Pieprzycy. Drzazgi zostały uhonorowane w ubiegłym roku w Gdyni nagrodą dla – uwaga! – najlepszego debiutu reżyserskiego. Jeśli dodam, że Pieprzyca kończy w tym roku 45 lat, komentarz nie jest wymagany.

W jednym z wywiadów Pieprzyca zdradził, że nadał filmowi taki, a nie inny tytuł, bowiem wejście w dorosłość niesie ze sobą konieczność poniesienia uszczerbku, zmierzenia się ze swymi ideałami, pomysłami na życie, wreszcie: uwarunkowaniami społecznymi. I kiedy obserwowałem trzy historie o młodych ludziach, które – zgodnie z prawami gatunku – w pewnym momencie zazębić się muszą (co ciekawe, spotkanie głównych bohaterów nie jest z gatunku oczywistych i przewidywalnych, zresztą przez cały film ciągle się mijają), zdałem sobie sprawę, że nadany obrazowi tytuł jest jak najbardziej adekwatny. Dylematy, przed którymi stają bohaterowie filmu (Czy wziąć ślub tylko z rozsądku i pieniędzy, a nie z miłości? Czy można pozwolić sobie na wyjazd do USA na staż w renomowanym uniwersytecie, w sytuacji, gdy żona jest w ciąży? Jak zdobyć bilety na mecz ukochanej drużyny, a przy okazji wziąć odpowiedzialność za kochankę, którą zostawia mąż?) niespecjalnie szokują, bo zostały oklepane na milion różnych sposobów i niekoniecznie da się z nich wiele wycisnąć (a może tylko w taki sposób zostały pokazane?). To, czego doświadczają bohaterowie skutkuje raczej małymi rankami i zadrapaniami, właśnie drzazgami, które łatwo usunąć, a nie poważnymi urazami z wieloletnimi konsekwencjami.

Ale mimo umiarkowanej wiarygodności, Drzazgi ogląda się z przyjemnością. To prawdopodobnie pierwszy polski film, który śmiało nawiązuje do współczesnego czeskiego kina spod znaki Zelenki, w którym właściwie wszystko, co absurdalne, jest możliwe, jak choćby zawiśnięcie na karuzeli, gdy ta ulegnie awarii lub pomieszkiwanie z fakirami. Pieprzyca piętrzy konwencje, przechodząc od epizodów o zabarwieniu komediowym po zwykłe ludzie dramaty. Czasem brakuje tu konsekwencji, jak choćby w historii z kibolami, którzy w jednej scenie są grzecznymi, uczynnymi chłopcami, a zaraz potem potrafią pobić Cygana. Pieprzyca patrzy na swoich bohaterów z dystansem i ironią, ale nie ocenia sposobu, w jaki układają sobie życie (zresztą, finał filmu nie daje jednoznacznej odpowiedzi, jak gdyby samo wyjęcie drzazgi miało być  celem samym w sobie). Miesza bajkowe, poetyckie (powracający obraz welonu) podejście z ostrym, przesadnie realistycznym dramatem, społeczną satyrę z tragedią. Czasem odnosi się wrażenie, że reżyser postanowił pokazać całość swoich umiejętności. A nawet więcej. Za tym więcej gubi się czasem wyrazistość.

Film wygrywa przede wszystkim aktorami. Antoni Pawlicki jest już klasą samą w sobie, w każdą rolę wchodzi do cna, po uszy. Marcin Hycnar, który mignął w przerażającej roli w Ogrodzie Luizy, buduje swoją postać niuansami, drobnymi gestami (szkoda, że na co dzień marnuje się w jednej z najchętniej oglądanych telenowel). Odkryciem filmu jest jednak Karolina Piechota w roli przyszłej panny młodej, niby piękna, a jednak brzydka, sprawiająca wrażenie nie do końca zdającej sobie sprawę z konsekwencji swego postępowania, rozpuszczona i głupiutka, ale koniec końców wykazującą się nadzwyczajną dojrzałością, podejmując pierwszą istotną dla swej przyszłości decyzję. Soczyste są również epizody – Tomasza Kota, który wbrew wizerunkowi gra drania, a także Tomasza Karolaka, który zgodnie ze swym wizerunkiem odgrywa kolejny kabaret, tym razem jako sobowtór Elvisa.

To film dyskretny, intymny, naturalny, niewymuszony. Być może stanowi prognostyk dalszego rozwoju reżyserskiego Pieprzycy, o ile ten osadzi swój kolejny film na żelaznej konstrukcji i nie pozwoli w mnogości pomysłów rozmienić mu się na drobne.

7/10 (za niewymuszone piękno)

Advertisements

komentarze 2

  1. […] Karolina Piechota w „Drzazgach” Macieja Pieprzycy – za dojrzały portret dziewczyny, która chce uciec od przygotowanego dla niej scenariusza. Zobacz więcej. […]

  2. […] Jenny próbuje przeciwstawić się temu, co spodziewane, może i desperacko, ale – podobnie jak Karolina Piechota w naszych, polskich Drzazgach, z szacunku dla samej […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: