Dziewicze terytorium (The Virgins „The Virgins”)


Dziś tylko na chwilę, już późno, ciężki weekend etc.

The Virgins (grałem ich ostatnio) to kolejne ofiary mody na lata osiemdziesiąte, tym razem w odsłonie pulsującej, falującej (fallicznej?), tętniącej. Na razie wie o nich tylko Ameryka, za chwilę zachłyśnie się nimi Europa. Ich debiutancki album to (dla uproszczenia) skrzyżowanie Prince’a (groove, kolega z pracy nadużywa ostatnio tego słowa) i Halla & Oatesa (zabójcze melodie). Albo inaczej: wyobraźcie sobie Marron 5, które wreszcie gra, tak jak od zawsze grać powinno. Dodajemy do tego luz Vampire Weekend, inteligencję Franza Ferdinanda, modowe wyczucie Kylie. Mieszamy, może być wstrząśnięte. Niestety, całość nie wstrząsa. Choć album zaczynają fantastyczne She’s Expensive i Rich Girls (ładnie to tak kraść motyw przewodni z Long Train Runnin‚?), z kulminacją na poziomie uzależniającego Teen Lovers [chciałem ten właśnie numer przedstawić do obejrzenia, ale możecie sobie wyobrazić, co wypluł z siebie jutjub, gdy wpisałem do wyszukiwarki wyjątkowo (nie)korzystną konfigurację „virgins teen lovers”], to album traci z wolna impet, nie chcąc być czymś więcej niż tylko soundtrackiem do sobotniej parkietowej gry wstępnej. Pytanie o nieadekwatność nazwy aż ciśnie się na usta.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: