TONIGHT: FRANZ FERDINAND


Podczas wtorkowej audycji (Słodko-gorzkie, wtorek, 21.00, Radio Kampus, 97.1 FM, link do audycji w poprzednim poście), przy okazji prezentacji fragmentów nowego albumu Franza Ferdinanda, na radiowym gadu-gadu słuchacze nawiązali dyskusję dotyczącą wartości i znaczenia tej płyty. Czekaliśmy na nich ponad trzy lata, oczekiwania rosły, mogło się nie udać. Nieuważnym przypominam, że zespół wyznaczył nową cezurę czasową w historii brytyjskiego rock’n rolla: dziewczyny znowu zaczęły tańczyć, chłopcy chcieli tańczyć wraz z nimi. Jak to szło? So if you’re lonely….

Jeden ze słuchaczy postawił – w ślad za innym dziennikarzem muzycznym – tezę, że Tonight: Franz Ferdinand to płyta przewidywalna. Doszliśmy jednak do wniosku, że jeżeli o jakiejkolwiek przewidywalności może być tu mowa, to jedynie w kontekście konsekwencji w realizowaniu pomysłu na ten krążek. Raz: zwolnili tempa. Dwa: podkręcili atmosferę nawiązaniami do erotyzującego disco i pulsującego funku, które w drugiej połowie lat siedemdziesiątych w prostej linii doprowadziły do powstania zjawiska pt. lans (vide selekcja w okrytym legendą Studio 54, przy której możliwość wjazdu do Utopii to dziecinada) – maluczkim zostały jedynie masowo wydawane single z utworami, przy których artystyczne elity organizowały narkotykowe i seksualne orgie. Podczas wywiadu, jaki przeprowadziłem z muzykami Franza Ferdinanda do styczniowego numeru Teraz Rocka, Panowie przyznali, że podczas nagrywania płyty słuchali w studio najczęściej takiego oto utworu, kamienia milowego w historii muzyki rozrywkowej.

A propos: tak, Franz Ferdinand to już Panowie. Taki Alex Kapranos na przykład, wokalista i gitarzysta zespołu, to niespełna czterdziestoletni mężczyzna. Mimo tego, Tonight potrafi nawiązać kontakt z glowstikową młodzieżą, dla której to nie Take Me Out (na które, z uwagi na swój wiek, młodziacy nie zdążyli się załapać) a Magick jest hymnem. Tym samym, trzeci krążek w dorobku FF stanowi rozsądną alternatywę wobec szaleństwa takich Late of the Pier (muzyka latynoamerykańska, WTF?) na przykład, nawet jeśli (nie)świadomie taka estetyka jest przez Franzów przywołana (ostatnie cztery minuty Lucid Dreams to przecież hipnotyczna, nieposkromiona niczym jazda). Oczywiście, nie ma tu bangerów, które zmienią bieg brytyjskiej, czy jakiejkolwiek innej, kultury muzycznej. Nie ulega jednak wątpliwości, że to wzorcowo równa płyta, bez wypełniaczy i półśrodków. Tonight jest pełna blichtru, stanowi obietnicę gorących nocy spędzanych w najbardziej modnych klubach, w towarzystwie najseksowniejszych kobiet świata. This is pop!

To Ulysses, singel promujący Tonight.

(Recenzja płyty, wraz z wywiadem z zespołem, ukazała się w styczniowym numerze Teraz Rocka).

Ps. A swoją drogą: ciekawym byłby efekt współpracy Franza z Brianem Higginsem vel Xenomania (autor kompozycji Girls Aloud), który był pierwszym producenckim typem zespołu (ponoć różnice w podejściu do pracy były nie do pogodzenia). Stanęło w końcu na Danu Careyu (CSS, Kylie, Hot Chip, Lily Allen).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: