SPOTKANIE


Walter wie, że jedyne, co go czeka, to samotność i nuda. Nie ma żadnych oczekiwań wobec przyszłości, nie liczy na zmianę. Niedokończona książka, na dobrą sprawę chyba nigdy nie zaczęta, prowadzone od lat w ten sam sposób te same wykłady ze stosunków międzynarodowych, pusty dom, próby rekonstrukcji wspomnień zmarłej żony, utalentowanej pianistki, lekcjami gry na fortepianie. Frajer, którego nie chcielibyśmy mieć nawet za sąsiada. Walter zostaje wysłany w delegację do Nowego Jorku – na naukowym kongresie poświęconym globalizacji ma wygłosić odczyt i promować książkę, której jest współautorem (w rzeczywistości: użyczył jej tylko nazwiska). Odkrywa, że w jego nowojorskim mieszkaniu osiedliła się para nielegalnych imigrantów: Zainab z Senegalu oraz Tarek z Syrii. Pozwala im zostać. W zamian za przysługę, Tarek uczy Waltera gry na bębnach. Siwawy pan profesor zamiast nudnych kongresów wybiera inicjowane naprędce w parkach jam sessions. Pojawia się sens. Muzyka ma zbawczą moc.

Brzmi słodko i bajkowo, na szczęście sprawna reżyserska ręka Thomasa McCarthy’ego nie prowadzi historii w kierunku banału. Podobnie jak w debiutanckim Dróżniku, aktualne problemy społeczne w wymiarze jednostkowym zmieniają się w intymne, kameralne dramaty. Spotkanie z imigrantami umożliwi Walterowi nie tylko odnalezienie zagubionego sensu, w praktyce przećwiczyć wygłaszane na kongresie frazesy o dobroczynnej mocy globalizacji, na której korzysta każdy, niezależnie od koloru skóry i narodowości. Tarek zostaje przypadkowo zatrzymany w metrze i przewieziony do aresztu dla przebywających nielegalnie na terytorium Stanów Zjednoczonych. Wiemy, że Tarek jest dobrym człowiekiem. Ale administracja państwowa traktuje wszystkich w ten sam sposób – nie ma miejsca na sentymenty, gdy w grę wchodzą przepisy prawa, których po 11 września należy trzymać się kurczowo. Arab = niebezpieczeństwo. Egalitarystyczne (w sensie ochrony prawnej) zasady demokratycznego państwa prawa, ziemia obiecana, dostępne są tylko tym, którzy spełnią określone warunki. Reszta odbija się od bezduszności urzędników, nawet jeśli nie zgromadzono przeciw nim dowodów.

To film, który robi sobie nic z politycznej poprawności. Kiedy Mouna (piękna Hiam Abbass), matka Tareka, widzi po raz pierwszy Zainab, mówi do Waltera: Nie spodziewałam się, że będzie aż tak czarna. Sytuacja nie do pomyślenia w jakimkolwiek innej konwencji. Tygiel narodowy i kulturowy, w który uwikłano bohaterów, pozwolił na oparcie historii o pozornie nic nie znaczące niuanse. Mouna, Zainab i Walter płyną promem, w tle widać Statuę Wolności. Dla każdego z nich Nowy Jork mógłby oznaczać to samo. Dom. Podejmą próbę. Ale los zdecyduje za nich.

Szczególne brawa należą się Richardowi Jenkinsowi, który wcielił się w postać Waltera. To chyba jego pierwsza główna rola, uszyta jakby na miarę jego aktorskiego emploi. Wycofany, apatyczny Walter apatyczny powoli budzi się do życia i rozpoczyna walkę o Tareka, ale również i o siebie. Jenkins nie posługuje się wyszukanymi środkami, serią gestów i spojrzeń buduje wiarygodny portret naukowca, któremu przyszło skonfrontować się z wyznawanymi ideałami. Walter rozumie politykę swojego kraju, jednak nie znajduje uzasadnienia do jej bezrefleksyjnego stosowania. Jego protest jest o tyle wyrazisty, że wcześniej wydawało się, że obchodzi go niewiele, nawet on sam.

8/10

Advertisements

Jedna odpowiedź

  1. […] Za odważną tezę, że Stany Zjednoczone nie umieją poradzić sobie ze światem po 11 września. I za wspaniałą rolę Richarda Jenkinsa. Zobacz więcej. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: