Gomorra – czyli rzecz o mafii


Mafia to stan duszy.

Mocny film. Bezkompromisowy, walący obuchem przemocy w łeb, stawiający pytania, na które odpowiedzi przerażają. Pięć historii o mafii, pięć historii o ludziach z nią związanych. Pięć przegranych.

„Gomorra” jest de facto filmem dokumnetalnym. Brak tu jakiegokolwiek komentarza (ten pojawia się już na koniec, zaklęty w danych faktograficznych ujawniających zasięg działalności tego krwawego systemu). Wszystkim i wszystkimi rządzi mafia. Od szwalni, w której przygotowuje się piękne suknie po składowanie trujących odpadów.

„Gomorra” mafię demitologizuje. W „Ojcu chrzestnym” mafiosi są inteligentami chodzącymi na wytworne kolacje, rozmawiającymi o sztuce, mieszkającymi w pięknych wnętrzach. W „Rodzinie Soprano” mafioso to sympatyczny facet z poczuciem humoru, który zdradza swoją żonę z panią psycholog. W „Gomorze” mafiosi to obleśne typy, owłosione grubasy obżerające się wykwintnymi potrawami typu kebab, chodzące na solarium i słuchające pompatycznych piosenek rodem z festiwalu San Remo, względnie czegoś na kształt techno. Ohydne blokowiska, wielkie bajora, wraki stanowią środowisko ich działania. W „Gomorze” nie wiemy o bohaterach nic.
Widzimy jedynie, jak poszczególne postaci próbują odnaleźć się w tym przedziwnym labiryncie, u wyjścia którego stoi śmierć. Tym łatwiej nam spojrzeć na całą historię z dystansem i odetchnąć po wyjściu z kina z ulgą, z nadzieją, że nas to nie dotyczy. Ale czy na pewno?

Jest w tym filmie świetna scena, w której jeden z bohaterów, pracujący wcześniej jako główny projektant w zarządzanej przez mafię szwalni, widzi na ekranie telewizora Scarlett Johanson ubraną w suknię, którą uszył. Gomorra jest wszędzie? Gomorra jest napędem rozwoju Włoch? Tak przynajmniej sugeruje jeden z głównym bohaterów, stwierdzając, że to on i jego działalność biznesowa wprowadziły swój kraj do Europy.

Najmocniej przeraża jednak wyraziście postawiona teza – od mafii nie ma ucieczki. Wikła starców i kobiety. Przeprowadza wśród młodych chłopców testy na męskość. Zresztą, wątki z najmłodszymi postaciami są najbardziej przejmujące. Dla nich mafia to zabawa, dziwki, łatwa kasa, trzy stały w potylicę, następny proszę. Ich wina? Niekoniecznie – tak, jak sugerowałem wcześniej: z tego labiryntu nie ma prostego wyjścia, prędzej czy później dopadną, wikłając w konflikty z matką, przyjacielem, sympatyczną sąsiadką. Jesteś albo z nami i przyjmujesz nasze zasady albo przeciw nam. Lepiej, żebyś wybrał opcję numer jeden – inaczej wywiozą Twoje martwe ciało koparką. Co z tego, że czerpakiem zwróconym ku niebu.

Oczywiście, „Gomorra” nie jest filmem wybitnym – zdecydowanie lepsze i mocniejsze jest choćby „Miasto Boga”, o podobnej przecież tematyce. Być może zabrakło konkretnej postaci, która łączyłaby wszystkie wątki, a dokumentalne ujęcie tematu niecierpliwi. Przez pierwszą godzinę film może nudzić, bo poszczególnie historie odsłaniają swój sens zbyt długo. Sprawnie poprowadzeni aktorzy (w większości naturszczycy), intowertyczne ujęcia, wreszcie: fantastyczne puenty poszczególnych historii rekompensują początkowe dłużyzny.

Życie dopisało do „Gomorry” swoją własnę puentę – na Roberto Saviano, na postawie książki którego nakręcono film, mafia wydała wyrok śmierci. Neapol? Nowy Jork? Moskwa? Tokio? Nie ma znaczenia. Gomora nie ma nic wspólnego z geografią.

7/10

Advertisements

komentarze 3

  1. wynudzilam sie jak siemasz nas tym filmie… fantastyczne puenty? a co w nich takiego fantastycznego? od poczatku wiadomym bylo, jak sie zakoncza… dla mnie kolejny film o mafii i troche zaluje, ze lew poszedl w te strone…

  2. Przecież w tego typu obrazach zawsze wiadomo, jaki będzie koniec. Zwykle chodzi więc o sposób przedstawienia całego problemu, w Gomorrze quasi-dokumentalna narracja, uwydatniona naturszczykami, którzy właściwie nie musili nawet grać, a jedynie być, sprawdziła się bez zarzutu. A co puent: puenta ze Scarlett raczej nie była z gatunku „przewidywalnych”. Z kolei, w historii gówniarzy zachwyca ostatnia scena, sugerująca odkupienie, a tym samym prowokująca pytanie, na ile oni są winni tej sytuacji, a na ile jest to splot „nieszczęśliwych okoliczności”. Poza tym, jak podkreśliłem w poście, to pierwszy film przeznaczony dla szerokiej publiczności, gdzie mafia to nie elita, a zwykłe – przepraszam za określenie – luje, kierujący się instynktem, a nie miłością do Straussa.

  3. […] Za przenikliwy obraz zerojedynkowego świata włoskiej mafii. Zobacz więcej. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: